fot. Nasz Dziennik/Robert Sobkowicz

Pakt jak weksel in blanco

Tylko Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska opowiedzą się przeciwko ratyfikacji godzącego w interesy Polski paktu fiskalnego. Platforma i Ruch Palikota poprą traktat w ciemno. Na kilka dni przed sejmową debatą w tej sprawie ludowcy i SLD nadal obawiają się, że uczestnictwo w pakcie uderzy nas po kieszeni.

Jest nowy wieloletni budżet Unii Europejskiej. Teraz, zdaniem rządu, nadszedł czas na „zapłatę”, tj. ratyfikację paktu fiskalnego. We wtorek na specjalnym, zwołanym na prośbę premiera posiedzeniu Sejmu odbędzie się debata nad ratyfikacją. Będzie to debata długa, sześciogodzinna, podczas której czas zadawania pytań będzie nieograniczony. Pierwotnie miała dotyczyć wyłącznie paktu fiskalnego, jednak marszałek Ewa Kopacz zdecydowała o połączeniu jej z wysłuchaniem relacji premiera na temat wyników szczytu budżetowego UE. Tusk zapowiedział, że będzie namawiał posłów do ratyfikacji paktu fiskalnego. Sejm miał zająć się tym już w pierwszych dniach stycznia, ale nieoczekiwanie na wniosek rządu pakt został wtedy zdjęty z porządku obrad.

Klub Platformy Obywatelskiej podczas debaty stanie murem za rządem. Jeszcze nie wiadomo, kto będzie referował stanowisko klubu. Nieoficjalnie mówi się, że głównym mówcą będzie Dariusz Rosati, były minister spraw zagranicznych.

– Uważamy, że pakt fiskalny jest niezbędny zarówno dla gospodarki europejskiej, jak i polskiej. Powinien jak najszybciej wejść w życie, tzn. Polska powinna jak najszybciej przyjąć euro – mówi „Naszemu Dziennikowi” Andrzej Halicki z PO. – Jesteśmy stosunkowo małą gospodarką, która działa w otoczeniu strefy euro, więc naturalną konsekwencją powinno być przyjęcie wspólnej waluty, bo złotego łatwo jest zdestabilizować – uzasadnia stanowisko. Jak przyznaje, Platforma nie przyglądała się bliżej traktatowi fiskalnemu – nie zorganizowała na ten temat klubowej debaty z udziałem ekspertów. – Opieramy się na opinii naszych przedstawicieli w sejmowej komisji ds. europejskich, Komisji Spraw Zagranicznych oraz budżetu i finansów, którzy poparli traktat – wyjaśnia Halicki.

Koalicyjne PSL – przeciwnie – zasięgnęło opinii ekspertów i przedyskutowało sprawę w klubie. Szefem grupy eksperckiej PSL od ponad 10 lat jest poseł Stanisław Żelichowski.

– Polska spełnia standardy, więc pakt fiskalny to żaden problem. Dylemat polega na tym, żeby do tego interesu nie dołożyć – przyznaje Żelichowski bez ogródek. – Ratyfikacja paktu nie zagraża nam bezpośrednio, ale decydują niuanse. Chodzi m.in. o mechanizm pożyczek stabilizacyjnych, żebyśmy nie musieli za wiele dokładać z rezerw NBP – wyjaśnia Żelichowski.

Państwo na dorobku, jakim jest Polska, nie powinno, zdaniem PSL, nadmiernie angażować się finansowo w stabilizację strefy euro, ale mimo obaw ludowcy poprą ratyfikację paktu. Nie zamierzają też kwestionować uproszczonego trybu ratyfikacji przyjętego przez rząd.

Prawo i Sprawiedliwość jest zdecydowanie przeciwne ratyfikacji paktu fiskalnego, ponieważ źle służy on wspólnej Europie. Jak ustaliliśmy, w imieniu klubu zabierze głos Krzysztof Szczerski, były wiceminister spraw zagranicznych.

Jakie argumenty przedstawi prawicowa opozycja? – Premier Tusk usiłuje dzielić scenę polityczną na „zwolenników Europy” – jak nazywa tych, którzy chcą za wszelką cenę znaleźć się w tzw. rdzeniu, tj. w strefie euro – oraz pozostałych, których określa jako antyeuropejskich. To fałszywy podział i my ów fałsz w debacie nad ratyfikacją paktu obnażymy – zapowiada Szczerski. Rzeczywista linia podziału przebiega, jego zdaniem, pomiędzy zwolennikami federalnej Europy a zwolennikami Wspólnoty Europejskiej zbudowanej z państw członkowskich.

– Traktat fiskalny wprowadza w Europie nowe linie podziału – na kraje, które mają dostosować fiskalnie swoje gospodarki do warunków paktu, i te, które będą to nadzorować; na kraje, które podpisały pakt, i te, które go nie podpisały – zwraca uwagę były wiceminister. – Z punktu widzenia Europy jest to zły dokument, który dzieli Europę oraz dobije biedniejsze regiony. Nie ma w nim ani słowa o solidarności europejskiej, na której powinna być budowana wspólna Europa – podkreśla Szczerski.

Podzwonne dla solidarności

Prawo i Sprawiedliwość gruntownie przygotowuje się do debaty. Chce, aby premier usłyszał, jak wygląda Polska „dzień po” wydaniu dziesiątków miliardów euro z funduszy unijnych w ramach kończącego się wieloletniego budżetu UE na lata 2007-2013. Z danych wynika, że zbudowane inwestycje nie zwiększyły w Polsce bazy podatkowej, nie przysporzyły nam miejsc pracy o dużej wartości dodanej, wiele pieniędzy wydano na inwestycje generujące koszty zamiast zysku, a w tak podstawowych dziedzinach jak innowacyjność Polska cofnęła się o wiele lat, zamiast przyspieszyć. Klub PiS przedstawi sektorowo, co dały nam unijne fundusze.

– Będzie to pełna panorama. Pokażemy, że polityka europejska obecnego rządu, której elementem jest ratyfikacja paktu fiskalnego, nie sprzyja podmiotowości Polski w Unii Europejskiej. Przedstawimy też własną wizję Polski jako kraju liczącego się w Europie – zapowiada Szczerski.

Ważnym wątkiem, który PiS poruszy w debacie, będzie kwestia procedury ratyfikacji paktu. Jako traktat odbierający Polsce część kompetencji budżetowych pakt fiskalny, w myśl Konstytucji, musi być ratyfikowany większością dwóch trzecich głosów Sejmu i Senatu na podstawie art. 90, a nie, jak chce rząd, zwykłą większością z art. 89 Ustawy Zasadniczej.

– Przyjęta przez rząd procedura ratyfikacji deprecjonuje polską Konstytucję, podporządkowując ją polityce tworzenia faktów dokonanych przez rząd. Tak państwo prawa nie może działać – oburza się Szczerski. – Przecież bez zmiany Konstytucji nie możemy wejść do strefy euro – przypomina. Pomysł połączenia debaty nad paktem fiskalnym z wystąpieniem premiera Tuska na temat wyników szczytu budżetowego były minister ocenia jako zabieg marketingowy, który zafałszowuje rzeczywistość.

– Pakt fiskalny to podzwonne dla polityki solidarności. Premier mówiąc na jednym wdechu o pakcie i budżecie, jeśli chciałby trzymać się prawdy, musiałby powiedzieć mniej więcej tak: „To był ostatni taki budżet i ja się na to zgadzam” – kwituje nasz rozmówca pomysł łączonej debaty.

Także Solidarna Polska zakwestionuje podczas debaty i sens ekonomiczny przyjęcia paktu, i tryb jego ratyfikacji. Argumenty przedstawi w imieniu klubu poseł Marzena Wróbel.

– Pakt wkracza w naszą suwerenność budżetową i finansową, dlatego musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy być krajem niezależnym, czy też o naszym budżecie mają decydować biurokraci w Brukseli – relacjonuje klubowe stanowisko szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk.

Kalkulacje SLD

Politycy SLD liczą się z tym, że premier może złożyć wniosek o poszerzenie debaty o pakcie, aby dotyczyła całego procesu dochodzenia Polski do euro oraz nowego unijnego budżetu. To z kolei może spowodować wydłużenie dyskusji, która toczyć się będzie także w dniu następnym. Ten poszerzony scenariusz jest dość prawdopodobny, zważywszy, że 20 lutego będzie gościł w Polsce przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz i jest przewidziane jego wystąpienie w parlamencie. Czy będzie ono początkiem debaty nad paktem, czy jej zwieńczeniem? – na razie nie wiadomo. Dlatego prezydium klubu SLD zdecyduje dopiero w ostatnim momencie o tym, kto będzie przemawiał w imieniu klubu i jak będzie prezentowane polityczne stanowisko za paktem.

– Jedyna wątpliwość, która wiąże się z ratyfikacją paktu fiskalnego, to ta, czy – jako członek paktu spoza strefy euro – nie narażamy się na wynikające z tego traktatu reperkusje finansowe, np. kary za przekroczenie limitu deficytu czy daniny finansowe na rzecz funduszy ratunkowych strefy euro – mówi poseł Tadeusz Iwiński, były wiceminister spraw zagranicznych. – Te klauzule finansowe, jak rozumiem, odnoszą się tylko do 17 krajów euro, i na nas te miecze Damoklesa nie mogą spaść, ale liczę na to, że rząd rozwieje wszelkie wątpliwości z tym związane – dodaje.

SLD zdecydowanie popiera federacyjny kierunek polityki wyznaczony paktem.

– Wszystko nieuchronnie zmierza w kierunku koncentracji Unii wokół strefy euro, a skoro tak, to lepiej być w rdzeniu, bo nieobecni nie mają racji – wyłuszcza Iwiński partyjny punkt widzenia. Jednak zaznacza, że o przystąpieniu do euro Polska może myśleć nie wcześniej niż po wyborach parlamentarnych w 2015 r., i to pod warunkiem, że zniknie z Sejmu „mniejszość blokująca”, jaką tworzą obecnie PiS i Solidarna Polska. Jeśli doliczyć dwa lata przymusowego pobytu w tzw. wężu walutowym, to wejście Polski do euro może nastąpić w 2019 lub 2020 r. – kalkuluje były wiceminister. Przyznaje, że Polska nie spełnia kryteriów z Maastricht [mniej restrykcyjnych niż te zawarte w pakcie fiskalnym – przyp. red.], brakuje też poparcia społecznego dla przyjęcia euro, zaś w Sejmie nie ma większości do zmiany art. 227 Konstytucji. Artykuł ten mówi, że w Polsce polityka pieniężna i emisja pieniądza należą wyłącznie do Narodowego Banku Polskiego (a więc nie można tych kompetencji przekazać na szczebel Europejskiego Banku Centralnego bez zmiany Konstytucji).

Stanowisko SLD w sprawie trybu ratyfikacji wyraźnie zmiękło od czasu poprzedniej debaty. O ile kilka miesięcy temu SLD zgłaszał wątpliwości, czy do ratyfikacji paktu wystarczy większość sejmowa, o tyle obecnie gotów jest poddać się opinii kilku prawników, którzy dokonali „twórczej interpretacji prawa” i uznali, że wystarczy. Iwiński tłumaczy to tym, że kryteria zastosowania art. 90 Konstytucji, który dotyczy „przekazania kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach” na szczebel ponadpaństwowy, są niedoprecyzowane i niejasne.

– Gdyby wchodziły w grę kary i daniny finansowe ze strony Polski, to można by to interpretować na rzecz ratyfikacji większością dwóch trzecich głosów, ale skoro nasz status ograniczy się do roli „obserwatora” na szczytach strefy euro, to wystarczy zwykła większość – ocenia poseł SLD.

Ratyfikację paktu poprze też, bez zastrzeżeń, Ruch Palikota.

W grudniu ubiegłego roku sejmowe komisje: Spraw Zagranicznych, ds. Unii Europejskiej oraz Finansów Publicznych, opowiedziały się większością głosów za ratyfikacją paktu fiskalnego. Przyjęta przez rząd ustawa ratyfikacyjna przewiduje głosowanie w tej sprawie zwykłą większością głosów (art. 89 Konstytucji), a nie większością kwalifikowaną dwóch trzecich (art. 90). Ten ostatni tryb Konstytucja nakazuje stosować w wypadku zrzekania się suwerenności na rzecz organizacji ponadnarodowej.

Pakt fiskalny głęboko ingeruje w naszą suwerenność w sprawach budżetowych. Jego zwolennicy nie mają w Sejmie dwóch trzecich głosów potrzebnych do ratyfikacji paktu, a jedynie zwykłą większość.

Małgorzata Goss

drukuj