fot. PAP/Andrzej Grygiel

Odwiert w kopalni Wujek sięgnął ok. 923 m

Ok. 923 m w głąb ziemi sięgnął odwiert wykonywany z powierzchni w ramach akcji poszukiwawczej dwóch górników zaginionych po wstrząsie w kopalni Wujek – poinformował rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Wojciech Jaros.

Trwająca od kilkunastu dni akcja to następstwo wstrząsu, do którego doszło 18 kwietnia w tzw. ruchu Śląsk – części kopalni Wujek znajdującej się w Rudzie Śląskiej. Wstrząs był skutkiem odprężenia górotworu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano pracowników; dwóch górników przebywających w zagrożonym rejonie nie zgłosiło się.

Wstrząs spowodował ogromne zniszczenia w wyrobisku, m.in. jego znaczne zaciśnięcie i wypiętrzenie podłoża. Zmierzający po górników ratownicy posuwali się bardzo wolno, przebijając się przez rumowisko skalne i zniszczone części maszyn. Dlatego akcja ratownicza prowadzona jest wielotorowo – po pierwsze zdecydowano o drążeniu nowego chodnika, który pozwoli dotrzeć do zaginionych, jak również o wykonaniu pionowego odwiertu, który umożliwi szybsze sprawdzenie niedostępnego rejonu.

Pracująca od tygodnia wiertnica dotarła dotąd na głębokość ok. 923 m. Wykonywany przez nią otwór powinien wycelować w okolicę skrzyżowania chodnika podścianowego i przecinki (czyli wyjścia ze ściany). W tamtym rejonie z dużym prawdopodobieństwem mogą znajdować się poszukiwani. Ze względu na zabudowane w ścianie i wokół niej urządzenia to też jedyne miejsce, gdzie jest możliwość dowiercenia się. „Po dotarciu do 1000 metrów wiertło zostanie ponownie wycofane, nastąpi rurowanie i cementowanie otworu” – poinformował w piątek wieczorem Jaros.

Po zakończeniu prac przy odwiercie, ratownicy zamierzają tą drogą opuścić na dół kamerę, ewentualnie wodę i żywność.

Z czwartku na piątek w kopalni przeprowadzono próbę opuszczania kamery na głębokość ponad kilometra (w szybie), by „sprawdzić jak będzie się zachowywała”.

Próba, jak poinformował Jaros, okazała się udana. Przeprowadziła ją firma Emitech z Bytomia, działająca w branży telekomunikacji górniczej. Operację zrealizowano z wykorzystaniem „precyzyjnego urządzenia wizyjnego, zainstalowanego na samonośnym kablu światłowodowym, wzmocnionym włóknem kevlarowym”.

„Urządzenie zostało w trybie pilnym skonfigurowane dla potrzeb tej akcji. Część wizyjną kamery pokryto specjalną powłoką hydrofobową, która minimalizuje skutki zabrudzenia obiektywu. Szerokokątny obiektyw podświetlony światłem podczerwonym wyposażono dodatkowo w rejestrator dźwięku. Urządzenie opuszczone na głębokość 1050 m zapewniło podgląd i rejestrację obrazu wysokiej jakości w czasie rzeczywistym. Jest to kluczowe przy akcjach ratunkowych” – zaznaczono w komunikacie.

Prezes zarządu firmy Emitech Michał Wrasidlo ocenił, że po przeprowadzonym teście w szybie kopalni „urządzenie się sprawdziło”. „Jesteśmy przygotowani do opuszczenia kamery (o średnicy 75 mm) do przygotowywanego odwiertu. Przygotowaliśmy nawet kilka wersji tego urządzenia” – powiedział Wrasidlo. Firma Emitech, jak dodał prezes, ma już doświadczenia w podobnych przypadkach.

Przed tygodniem rozpoczął pracę pod ziemią kombajn używany do drążenia chodnika pod ziemią. Po zwiezieniu urządzenia pod ziemię i zmontowaniu go w pobliżu rejonu akcji ratownicy dotarli nim do miejsca, w którym odeszli w bok od zaciśniętego wyrobiska. Chodnik drążony przez nich od tego miejsca w węglu przebiega równolegle do dwóch istniejących wyrobisk.

„Kombajn wydrążył chodnik do wysokości 251 metra, co oznacza, że jest już niemal w przecince (drodze prostopadłej do kierunku drążonego chodnika). Z uwagi na słabszy strop i ściany chodnika w tym rejonie, pierścienie obudowy muszą być zakładane co pół metra. Nie sprawdziły się prognozy optymistyczne – widać, że w przecince jest zawał na wysokość nie mniejszą niż jeden metr. Nie można się zatem spodziewać przejścia z niej do wyrobiska (…), co mogłoby przyspieszyć tempo akcji” – podał w wieczornym komunikacie rzecznik KHW.

Wstrząs i akcja ratownicza wyłączyły jedną ścianę z wydobycia. Ruch Śląsk wydobywa obecnie węgiel na dwóch ścianach – na poziomie 865 m i 1050 m.

W czwartek prezes Wyższego Urzędu Górniczego powołał zespół doradczo-opiniodawczy do „analizy niektórych zagadnień związanych ze wstrząsem wysokoenergetycznym” w kopalni Wujek – Ruch Śląsk w Rudzie Śląskiej.

Wśród jego zadań znalazło się m.in. określenie mechanizmu wstrząsu wysokoenergetycznego z 18 kwietnia oraz przesłanek jego zaistnienia; określenie epicentrum wstrząsu; przygotowanie opinii w zakresie wpływu prowadzonych robot na sejsmiczność w rejonie miejsca zdarzenia oraz możliwości dalszego prowadzenia ruchu zakładu górniczego w tym rejonie.

Według WUG „akcja ratownicza zapewne przejdzie do historii polskiego górnictwa jako jedna z najtrudniejszych”. Wstrząs był odczuwany w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. „Gdyby porównać jego energię (4×10 do 9 J) do trzęsienia ziemi, to w skali Richtera byłoby 4,2.” – poinformował urząd górniczy.

Do groźnych wstrząsów doszło także w innych w śląskich kopalniach. Jeden z nich miał miejsce w czwartek nad ranem w rejonie likwidowanej ściany wydobywczej 840 m pod ziemią w kopalni Bielszowice w Rudzie Śląskiej (wg nadzoru górniczego poszkodowany jeden górnik). Do bardzo silnego wstrząsu, odczuwalnego także na powierzchni, doszło w środę późnym wieczorem 1050 m pod ziemią w kopalni Budryk w Ornontowicach (bez poszkodowanych).

PAP/RIRM

drukuj