fot. Monika Bilska

O. dr T. Rydzyk CSsR: Modlitwą ratujemy Polskę

Jeżeli nie ma dobra, to przychodzi zło. Zobaczyliśmy niepokoje na ulicach, uczestniczące w tym dzieci i młodzież, bo ktoś im nie pokazał dobra. Dobro, prawda, piękno pociągają. To było zaniedbane. Nawet rządy tzw. dobrej zmiany skupiły się na sprawach materialnych, bardzo dużo zrobili, ale można było więcej dla ducha Narodu, dla wychowania dzieci i młodzieży. Może zabrakło ludzi, dobrych, charyzmatycznych wychowawców, po tym spustoszeniu marksistowskim, a wcześniej nazistowskim? Trzeba się odradzać, to jest nasza droga, ale we współpracy z Panem Bogiem, z Duchem Świętym. Niech On nas prowadzi, doradza podejmować Boże natchnienia – wskazał o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor i założyciel Radia Maryja, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Proszę Ojca, 29. rocznica powstania Radia Maryja kieruje uwagę ku najmłodszemu dziełu – muzeum historii Polski, któremu ma patronować św. Jan Paweł II. Jak pilna jest potrzeba, by taka placówka powstała?

– Po pierwsze, muzeum będzie wyrazem wdzięczności dla tych, dzięki którym chodzimy po tej ziemi, jesteśmy Polakami z całym naszym najpiękniejszym dziedzictwem od chrztu Mieszka I. Oni tego dziedzictwa, nie tylko materialnego, ale i duchowego, strzegli, przekazywali je. Trzeba o tym pamiętać i być wdzięcznym. Ale jednocześnie drugim filarem muzeum będą dobre wzorce, bo verba docent, exempla trahunt – słowa uczą, ale przykłady pociągają. Pokażemy więc świętych, wielkich bohaterów.

To nie będzie jeszcze jedno muzeum św. Jana Pawła II?

– Będzie nosiło imię św. Jana Pawła II, to On będzie do nas mówił, uczył nas polskości. Nie ma polskości bez Chrystusa, zbudowanej na chrzcie. „Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ’Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością” – powiedział Jan Paweł II w czasie bierzmowania Narodu na błoniach krakowskich w swojej ostatniej homilii podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. Te słowa ciągle brzmią mi w uszach, mogłem uczestniczyć w tej Liturgii, cieszyć się. Były nas tam miliony.

Widzimy próbę zerwania ciągłości polskich dziejów, polskiej tradycji przez lewicę. Można mówić o ataku na Polskę, na chrześcijańską tożsamość Narodu?

– Ale to zawsze było. Ojciec Święty jeszcze jako kardynał mówił o znaku, Chrystusie, któremu sprzeciwiać się będą. On jest tym znakiem, któremu się sprzeciwiają. Sprzeciwiają się świętemu, który tego Chrystusa głosił. Ale róbmy swoje. My mamy być wierni, a nie płakać, że ktoś inaczej myśli, mamy modlić się za przeciwników, tłumaczyć, prowadzić dialog na argumenty.

Wizja historii, którą nam pokazywał św. Jan Paweł II, jest nieobecna w programach nauczania, w podręcznikach, z których wyrugowano nadprzyrodzoną perspektywę. A przecież, jak wskazywał Ojciec Święty, „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa”, „bez Chrystusa nie można też zrozumieć dziejów Polski”.

– I to jest właśnie nieporozumienie, bo jeżeli nie ma dobra, to przychodzi zło. Zobaczyliśmy niepokoje na ulicach, uczestniczące w tym dzieci i młodzież. Bo ktoś im nie pokazał dobra. Dobro, prawda, piękno pociągają. To było zaniedbane. Nawet rządy tzw. dobrej zmiany skupiły się na sprawach materialnych, bardzo dużo zrobili, ale można było więcej dla ducha Narodu, dla wychowania dzieci i młodzieży. Może zabrakło ludzi, dobrych, charyzmatycznych wychowawców, po tym spustoszeniu marksistowskim, a wcześniej nazistowskim? Trzeba się odradzać, to jest nasza droga, ale we współpracy z Panem Bogiem, z Duchem Świętym. Niech On nas prowadzi, doradza podejmować Boże natchnienia.

Podkreśla Ojciec, że św. Jan Paweł II to wyjątkowy przewodnik Narodu w umacnianiu naszej tożsamości.

– On będzie nas przeprowadzał i uczył w tym muzeum, bo to jest niezwykły Święty i Nauczyciel. A ci, którzy są zwiedzeni przez złego i walczą z Janem Pawłem II, chcą wymazać Jego nauczanie i Jego samego, to atakują katolicką, maryjną Polskę.

Smutne, że nasza reakcja na perfidny zamach na Ojca Świętego jest taka słaba. Jeśli nie obronimy największego Polaka, któż nam pozostanie?

– Wierzę w to, że wielu nie zgadza się z tym niszczeniem, i jest wielu, którzy prawidłowo myślą i wzmacniają swą modlitwą, ratują Polskę. Mam nadzieję, że cała ta rewolta, którą teraz widzieliśmy na ulicach, którą można w nienawiści porównać ze straszną rewolucją bolszewicką, przebudzi sumienia, poderwie nas w górę do obrony dobra!

Jak odpierać tę nawałę zła, jak się organizować?

– Modlić się i pracować w swoim środowisku, w swojej rodzinie, nie wolno być obojętnym, chować głowy w piasek. Nie wolno być lękliwym.

Ojciec miał łaskę wiele razy spotykać się, rozmawiać z Janem Pawłem II. Które spotkanie najbardziej zapadło w pamięć?

– Każde było niesamowite.

Kiedy Ojciec Święty dowiedział się o Radiu Maryja?

– W 1984 r. przyjechałem z małą grupą z Krakowa do Rzymu. Byliśmy na Mszy Świętej w prywatnej kaplicy Ojca Świętego, potem na spotkaniu w bibliotece. Jan Paweł II przypomniał, że nasz, redemptorystów, kościół w Krakowie jest też jego kościołem, w czasie okupacji przychodził tam codziennie przed pracą albo po niej. W pewnej chwili zapytał mnie, co chcę robić w życiu. Powiedziałem, że moim pragnieniem jest centrum do ewangelizacji i proszę o błogosławieństwo na to centrum.

Pracowałem wtedy w Krakowie jako duszpasterz akademicki. Patrząc na ówczesną sytuację, widziałem, że katolicyzm musi być pogłębiony. Chodzimy do kościoła, wielką rolę odgrywają oazy, ks. Franciszek Blachnicki, ale to za mało. W Krakowie było przynajmniej 200 tys. studentów, a ile w duszpasterstwach akademickich? Gdy w soboty przechodziłem obok akademików, raz po raz z okien słychać było pijackie ryki. Boże! To będzie przyszłość Polski, polska inteligencja? Jak oni poprowadzą Polskę? Przeżywałem to bardzo. Dlatego marzyłem o centrum do ewangelizacji, to rosło we mnie coraz bardziej.

Chciałem, by powstał ośrodek, do którego ludzie przyjeżdżaliby na dni skupienia, wykłady, żeby stawać się coraz bardziej uczniami Chrystusa. Tak jak seminarium duchowne jest dla przyszłych kapłanów, tak w tym przypadku myślałem o czymś podobnym, ale dla świeckich. Ale jak ja to zrobię, nie mam takiego domu, pieniędzy, by go wybudować, żadnych możliwości. Pan Bóg jednak przyjmuje nasze pragnienia, a modlitwy wysłuchuje lepiej, niż my prosimy.

Gdy wyjawiłem Ojcu Świętemu swoje plany, popatrzył na mnie. Myślałem: „Boże, on mnie aż przenika, patrzy w moje wnętrze”. Długo to trwało. Potem pobłogosławił i dał mi różaniec. Uważam, że to był początek Radia Maryja. Powstało, choć nie powinno, po ludzku mówiąc, ani powstać, ani istnieć na skutek tylu problemów, trudności, przeróżnych przeszkód. A Radio istnieje i rozwija się. Tu Matka Najświętsza działa ze swymi oddanymi dziećmi.

Zawsze czuł Ojciec, że znajdzie u Jana Pawła II wsparcie, osłonę przed atakami, które raz po raz uderzały w dzieło Radia Maryja, w ewangelizację przez media?

– Jan Paweł II nie jeden raz pytał o Radio Maryja. Nie zapomnę, jak było szaleństwo przeciw nam w Polsce, zostałem zaproszony na kolację do Ojca Świętego, na pewno to nie było bez udziału ks. prałata Stanisława Dziwisza i o. Konrada Hejmy. Spotkanie trwało półtorej godziny, czułem się bardzo radośnie, swobodnie. W pewnej chwili Ojciec Święty pyta: „Kto przeszkadza Radiu Maryja?”. Przecież nie będę podawał żadnych nazwisk, byłoby to niepoważne. Powiedziałem więc: „Libertyni, Ojcze Święty”. Myślałem oczywiście o libertyńskim duchu, któremu każdy może ulec, a nie o przynależności do jakiś antykościelnych organizacji.

Pamiętam, jeszcze w listopadzie 2004 r., przed śmiercią Jana Pawła II, podszedłem do baciamano. Ojciec Święty pytał, czy są trudności, czy czegoś chcemy. – Nasze trudności to nic w stosunku do problemów, jakie ma Ojciec Święty – odpowiedziałem. Pobłogosławił nam. Zawsze dodawał otuchy, mówił: „Tylko się nie daj”. Z humorem, nawet jednym słowem potrafił zachęcić. Święci tak mają. Było zrozumienie, nie trzeba było wiele mówić.

Święty Jan Paweł II może być więc nazywany patronem Radia Maryja?

– On cały czas jest obecny, przekazujemy w Radiu i w telewizji nauczanie największego Polaka i największego naszego Nauczyciela. Każdego roku byłem co najmniej cztery, jeśli nie więcej razy w Rzymie u Ojca Świętego. Bardzo jestem wdzięczny ks. kard. Dziwiszowi, ale i o. Konradowi Hejmie. Tyle dobra było przez nich dane wielu Polakom. Miliony doprowadzili do Ojca Świętego i tak im się niektórzy odwdzięczyli. Już wtedy, tuż po odejściu Jana Pawła II do Pana Boga, niszczyli pamięć o Nim przez oszczerstwa w telewizji, publicznie atakowali, uderzając w o. Konrada. Tak byli przerażeni wielkim zrywem świata, całej Polski, że chcieli zgasić ducha, jaki rozbudził Jan Paweł II również przez swoje odejście. Pamiętamy, to było niesamowite, trzeba było stać wiele, wiele godzin, żeby przejść koło Jego trumny w bazylice św. Piotra.

Uciszanie Papieża Polaka i marginalizowanie Jego osoby odbywało się na wiele sposobów.

– Popatrzmy na papieskie pielgrzymki do Polski. Najpierw mówili, w 1979 r., żeby nie przybywać na Msze Święte z Ojcem Świętym, bo ludzie się zadepczą. Później wmawiali, ile kosztuje ten Papież i jego pielgrzymki, a nie mówili, ile zyskujemy, a nawet ile zyskiwał Skarb Państwa. Przecież oni zarabiali na Papieżu, na pielgrzymkach.

Gdy podczas pielgrzymki w 1991 r. Ojciec Święty mówił o Dziesięciu przykazaniach, wmawiali, że Jan Paweł II nie rozumie Polski, bo jest z Watykanu. A gdy w Skoczowie w 1995 r. powiedział, że czas próby polskich sumień trwa, oburzali się, oczerniali Ojca Świętego. Gdy kłamstwa nie pomagały, chcieli zrobić z papieskich pielgrzymek jakąś jacksonadę, show, zabawę, sprowadzając wszystko do emocji, przeżyć. Nie dali rady zabić, to wyciszali nauczanie, zresztą do dzisiaj to robią. Centrale antyewangelizacyjne mają długie ręce.

Tak było cały czas, teraz jest kontynuacja i będą dalej uderzać. To jest zabijanie ducha Narodu, żeby ze świętych zrobić łajdaków, z ofiary kata. To jest ich metoda, ich manipulacje. Dzisiaj atakują św. Jana Pawła II, a jutro będą chcieli poniżyć św. Siostrę Faustynę, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Jerzego Popiełuszkę. Przez media można wiele zrobić. Dlatego powinniśmy być bardzo ostrożni także z mediami społecznościowymi. Będą mieli tytuły profesorów, będą gwiazdy występować, żeby tylko zmanipulować, zabić ducha Narodu.

Wiedzą, że gdy odbiorą nam ducha, nastąpi samozagłada, śmierć Narodu.

– Potworne sprawy, które się dzieją, choćby ostatnio, ten język kloaczny, straszna nienawiść, która wylała się na ulice naszych miast, są szokujące. Chyba każdy zadaje pytanie: gdzie jesteśmy, gdzie popełniono błędy? Przecież to są dzieci pokolenia JP2. Co zrobiliśmy z tym darem, który Pan Bóg nam dał? A dał nam tak wiele: św. Siostra Faustyna, ks. kard. August Hlond, Prymas Wyszyński, ks. Jerzy Popiełuszko, niezwykli bohaterowie – rotmistrz Witold Pilecki, Danuta Siedzikówna „Inka”. Święty Jan Paweł II pyta: Polacy, katolicy, co zrobiliście z tym darem? Tak jak powiedział św. Jan Paweł II we Francji: Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?

Pan Bóg działa. Podziwiam wielu także świeckich ludzi, którzy praktycznie żyją Ewangelią, w każdym momencie konfrontują ją z życiem codziennym. Jest dużo dobrych inicjatyw młodych ludzi: Różaniec mężczyzn, Rycerze Maryi, Rycerze Chrystusa, Rycerze Jana Pawła. To jest siła, gdy idą przez miasto z obrazem Matki Bożej, modlą się publicznie, klęczą na ulicy.

Najbardziej bym się bał tych, co śpią, są samozadowoleni. Tych, którzy zamiast żyć Ewangelią, żyją z Ewangelii, to jest ich sposób na życie. Nie realizują charyzmatu, jaki otrzymali jako księża, zakonnicy czy świeccy. I tego się boję. Widzę natomiast wielką rolę również świeckich, jest coraz więcej różnych grup modlitewnych. Nie chciałbym przeciwstawiać, ale sami teologowie, chociażby byli nie wiem jak mądrzy, nie wystarczą. Ten napęd, ogień niosą ci, którzy się modlą. Oni upraszają wszystko.

Dziękuję za rozmowę.

AB/Nasz Dziennik

drukuj