fot. pixabay.com

NIK o opiece nad dziećmi

Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że dzieci zbyt długi czas spędzają w interwencyjnych placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Izba wskazuje na potrzebę zmian w systemie opieki zastępczej.

 

Pogotowania opiekuńcze i rodzinne mają zapewniać nieletnim doraźną i krótkotrwałą opiekę w sytuacjach kryzysowych.

– Te miejsca zaspokajają jedynie podstawowe potrzeby i dzieci powinny w nich przebywać możliwie jak najkrócej – powiedział Marian Banaś, prezes NIK.  

Według prawa, ten okres to 3-4 miesiące – wskazał prezes NIK.

– Tymczasem zdarza się, że w teoretycznie tymczasowych warunkach dzieci przebywają nawet kilka lat – podkreślił Marian Banaś.   

Taka sytuacja nie daje dzieciom poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji – zauważył prezes NIK. W wielu przypadkach dzieci trafiają do takich ośrodków bezprawnie – zwróciła uwagę rzecznik NIK Anna Matusiak-Rześniowiecka.

– To do rodzin zastępczych, a nie do placówek opiekuńczo-wychowawczych, powinny trafiać małe dzieci, odbierane w wyniku interwencji, a więc często w sytuacjach zagrażających ich zdrowiu i życiu. Jednak Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie mają kłopot z pozyskiwaniem kandydatów na rodziców zastępczych. Efekt jest taki, że do placówek interwencyjnych trafiają wbrew przepisom prawa dzieci poniżej 10. roku życia, czasem nawet kilkunastomiesięczne czy kilkuletnie – akcentowała rzecznik NIK.

Problemem jest brak zawodowych rodzin zastępczych. Zwłaszcza tych, które pełnią rolę pogotowia opiekuńczego. Inną przyczyną przedłużających się pobytów dzieci w placówkach opiekuńczych jest przewlekłość postępowań sądowych – podkreśla rzecznik NIK. Dodała, że długi pobyt w placówce interwencyjnej łamie konstytucyjne prawo dzieci do wychowania w rodzinie.

TV Trwam News

drukuj