fot. PAP/Lech Muszyński

„Nasz Dziennik”: Zakaz chowu zwierząt na futra i stosowania klatek w hodowli to początek końca europejskiego rolnictwa

Fatalne informacje płyną do rolników z Brukseli. Polska wraz z kilkoma innymi państwami UE poparła wniosek wzywający Komisję Europejską do wprowadzenia przepisów zabraniających hodowli zwierząt na futra. Oficjalnym powodem wprowadzenia zakazu jest COVID-19 i rzekome zagrożenie epidemiologiczne ze strony norek. – Polska poparła inicjatywę, która oczernia krajowych rolników i której skutki spożytkują nasi rywale gospodarczy. Daliśmy się wplątać w brudną grę jeszcze brudniejszych interesów, w której znów to nasz kraj staje się chłopcem do bicia – ostrzega w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Szczepan Wójcik, prezes Związku Polski Przemysł Futrzarski.

To nie koniec złych wieści. Komisja poinformowała, że od 2027 r. w UE będzie obowiązywał zakaz stosowania klatek w hodowli zwierząt. Do tej pory przewidywano, że KE zdecyduje się co najwyżej na wprowadzenie zachęt do prowadzenia hodowli bez klatek. Faktem staje się bezwarunkowy zakaz.

To jest element wojny, którą rolnikom wypowiedziały tzw. organizacje ekologiczne. To się wpisuje w brutalną grę, która prowadzona jest także przeciwko rolnikom w Polsce. Zakaz bardzo mocno uderzy w rolników zajmujących się profesjonalną hodowlą. Za te działania KE zapłacimy wszyscy – mówi nam Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.

Z kolei Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, przewiduje, że kolejne miesiące mogą być w Polsce bardzo niespokojne.

Rolnikom niszczy się cały majątek. Oni stoją pod ścianą. Spodziewam się nowych, bardzo gwałtownych protestów. To już nie są żarty. Bruksela przy wsparciu Polski podejmuje działania, które definitywnie wygaszą działalność rolniczą w Unii Europejskiej – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prezes Szmulewicz.

Podczas ostatniego posiedzenia Rady UE do spraw Rolnictwa i Rybołówstwa delegacja Holandii i Austrii przekazała informacje o hodowli zwierząt na futra w Unii Europejskiej. Poruszono w niej takie kwestie, jak rzekomo złe warunki, w których zwierzęta są hodowane. Uznano, że hodowla, której celem jest jedynie pozyskanie futra, jest wątpliwa etycznie. Stwierdzono również, że hodowla zwierząt na futra może stanowić zagrożenie epidemiologiczne związane z COVID-19. Dlatego też w informacji zawarto żądanie, aby Komisja Europejska podjęła kroki do wprowadzenia całkowitego zakazu hodowli zwierząt na futra na terenie całej UE. Dokument poparły: Belgia, Bułgaria, Francja, Luksemburg, Niemcy, Słowacja, Słowenia, Włochy, a także Polska. W imieniu naszego kraju deklarację złożył minister rolnictwa Grzegorz Puda.

Fakt, że Polska poparła notę wzywającą KE do podjęcia działań prowadzących do likwidacji sektora hodowli zwierząt futerkowych w Europie, jest skandaliczny i zakrawa na kuriozum. Od polskich polityków oczekujemy tego, aby bronili dobrego imienia polskich hodowców i suwerenności gospodarczej naszego kraju, a nie przykładali rękę do niszczenia życia tysiącom osób – wskazuje Szczepan Wójcik. Jak dodaje, nie ma żadnych badań, które dowodzą, że trzymanie norek w celach handlowych może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego i zdrowia zwierząt.

Politycy w Polsce są owładnięci lewacką manią niszczenia rolnikom życia. To straszne, że mówią oni głosem aktywistów będących na pasku obcych mocarstw. Komunikaty organizacji antyhodowlanych są przez nich w całości kopiowane i podawane jako swoje. Jak im nie wstyd? – pyta Szczepan Wójcik.

W tym momencie należy przypomnieć, że minister rolnictwa nie zgadza się na rozpoczęcie szczepień norek. Co więcej, hodowcy sami chcieli kupić preparaty i sfinansować zaaplikowanie ich zwierzętom.

Polskie rolnictwo mogłoby wiele zyskać na hodowli zwierząt futerkowych. Niestety, w naszym kraju prowadzona jest nieczysta gra przeciwko hodowcom. Wszystko po to, aby zniszczyć tę prężnie rozwijającą się branżę. Na tym stanie zarobią Niemcy, których firmy utylizacyjne każdego roku będą uzyskiwać miliardy złotych zysków. Szykujmy się też na wzrost cen żywności, bo to konsument zapłaci za utylizację odpadów pozwierzęcych, które teraz skupują hodowcy norek – podnosi Jan Krzysztof Ardanowski.

Co z kotami i psami?

Podczas Europejskiego Kongresu Mikrobiologii Klinicznej i Chorób Zakaźnych zaprezentowano wyniki badań naukowców z Uniwersytetu w Utrechcie, które dowodzą, że COVID-19 roznosi się wśród domowych kotów i psów.

Głównym problemem nie jest zdrowie zwierząt, ale potencjalne ryzyko, że mogą one stać się rezerwuarem wirusa i ponownie przenosić go na ludzi – wskazywała Els Broens z Uniwersytetu w Utrechcie.

Jednakże naukowcy podkreślają, że nie ma obecnie żadnych dowodów, które pozwalają stwierdzić, że wirus przenoszony jest ze zwierzęcia na właściciela. Wobec tego najbardziej prawdopodobne jest to, że to człowiek zaraża zwierzęta, a nie one ludzi.

Nie wygląda na to, że zwierzęta odgrywają rolę w pandemii – zwraca uwagę Els Broens.

Czy minister Grzegorz Puda wyciągnie też ręce po psy i koty?

Rządzący będą mieć teraz mały sprawdzian, ponieważ okazało się, że naukowcy z Uniwersytetu w Utrechcie wykazali, że COVID-19 jest powszechny wśród zwierząt domowych, takich jak koty i psy, których właściciele przechodzą przez tę chorobę. Zgodnie z logiką resortu wszystkie psy i koty należy poddać ubojowi – wskazuje Szczepan Wójcik.

Czy tak się stanie?

Absolutnie nie! Dlaczego? Przyczyna jest prosta – COVID-19 jest wykorzystywany instrumentalnie przez polityków realizujących misję zniszczenia sektora hodowli zwierząt futerkowych – podnosi rozmówca „Naszego Dziennika”.

Jest to także wprost antypolskie i prorosyjskie działanie. Wczoraj w rosyjskiej prasie ukazał się artykuł, który nawołuje tamtejszych hodowców do wykorzystania skrajnej głupoty polskich władz i przejęcia naszego biznesu. W Rosji dotuje się fermy, a nie je likwiduje! Czy naprawdę chcemy iść tą drogą? I to w czasie, gdy Polska ma szansę stać się globalnym centrum handlu sektora futrzarskiego? – pyta Szczepan Wójcik.

Ideologia w hodowli

Nie tylko hodowcy norek muszą obawiać się o swoją przyszłość. Czarne chmury pojawiły się także nad głowami hodowców drobiu, cieląt, loch czy królików. Komisja Europejska odpowiedziała pozytywnie na inicjatywę obywatelską Koniec Epoki Klatkowej. Tym samym od 2027 r. ma obowiązywać zakaz stosowania klatek w hodowli zwierząt.

Komisja Europejska wykazała się w tej sprawie skrajną nieodpowiedzialnością. Oni chyba nie zdają sobie sprawy z tego, jakie konsekwencje będzie niosło wypuszczenie zwierząt z klatek. Zwierzaki wyglądają bardzo sympatycznie, ale to są zwierzęta. One są groźne. Muszą też być hodowane zgodnie ze sztuką, którą człowiek wypracował przez tysiąclecia. Klatki gwarantują bezpieczeństwo ludziom i zwierzętom – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jerzy Chróścikowski, przewodniczący senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Jak dodaje, sytuacja jest bardzo niebezpieczna.

Jestem pewny, że komisarze zdają sobie sprawę z tego, że zwierząt nie da się hodować bez klatek. Dlatego przypuszczam, że chodzi o to, aby zlikwidować hodowlę i rolnictwo – zaznacza.

Także Wiktor Szmulewicz uważa, że wchodzimy w decydującą fazę wygaszania rolnictwa w UE.

Niestety, obecni 30- i 40-latkowie, którzy mają wiele do powiedzenia w UE, nie wiedzą, co to jest głód. Nie pamiętają tych czasów, w których świeży chleb był luksusem. Obawiam się, że jeżeli UE nie zmieni swojego kursu, to wkrótce Europa stanie się miejscem, gdzie nie będzie się produkować żywności. To by była zbrodnia na przyszłych pokoleniach – akcentuje Wiktor Szmulewicz.

Rynek nie znosi próżni

Inne kraje już przygotowują się do przejęcia rynku po polskich rolnikach. Warto zauważyć, że każdego roku Polska bije rekordy wysokości eksportu towarów rolnych i spożywczych. Przekracza on już wartość 30 mld euro rocznie.

Niemcy, Holendrzy, Duńczycy na forum unijnym wykrzykują pięknie brzmiące ideowe hasła, natomiast producenci z tych krajów skupują setki tysięcy hektarów ziemi na wschodzie Europy i otwierają tam ogromne gospodarstwa w standardzie klatkowym. Dobrze wiedzą, co zrobić, aby wyrzucić z rynku kraje rozwijające się, takie jak Polska. Szkoda tylko, że nie rozumieją tego nasi politycy, którzy podpisują się pod dokumentami i apelami sprzecznymi z polskim interesem gospodarczym – zwraca uwagę Szczepan Wójcik.

Wyjaśnia, że rolnicy nie zgadzają się na Unię, która gardzi własnymi gospodarzami.

Rolnicy są wściekli, bo nie idzie tu tylko o zwierzęta futerkowe, ale o polską rację stanu. Zakaz hodowli zwierząt futerkowych w połączeniu z Zielonym Ładem, inicjatywą Koniec Epoki Klatkowej, niekończącymi się epidemiami ASF i grypy ptaków sprawią, że wieś wybuchnie. Rolnicy nie wytrzymają dłużej skali szkodliwości lewackiej antypolskiej narracji – alarmuje Szczepan Wójcik.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

drukuj