fot. Nasz Dziennik

„Nasz Dziennik”: Rewolucja na talerzu

Największe koncerny żywnościowe na potęgę inwestują w technologie sztucznego mięsa i jego roślinnych zamienników. W ciągu siedmiu ostatnich lat powstało na świecie 30 startupów zajmujących się wytwarzaniem białka zwierzęcego w laboratoriach. Na czoło wyścigu wysunął się maleńki Izrael, gdzie działa aż pięć takich firm. Ale w tyle nie pozostają inne kraje, bo kto pierwszy dobiegnie do mety i wprowadzi do masowej konsumpcji „zrównoważone mięso”, zgarnie fortunę.

Eksperci przyznają, że to jeszcze daleka droga. Ale oto w tym roku dostali szansę na przyspieszenie cywilizacyjnego przewrotu. „Nowa normalność”, wykreowana przez zarządzanie strachem przed pandemią koronawirusa, okazuje się idealną okazją do przeprowadzenia globalnej zmiany również w sferze konsumpcji. Politycy, naukowcy i aktywiści tzw. głębokiej ekologii przekonują, że hodowla zwierząt nie ma racji bytu w dzisiejszym świecie, gdzie mięso można zastąpić roślinnymi zamiennikami lub mięsem hodowanym sztucznie.

Niewyobrażalne? Rewolucja na talerzu może dokonać się w ciągu jednego pokolenia. 40 lat temu przeciętny Amerykanin zjadał rocznie 115 funtów wołowiny, dziś je o połowę mniej. W tym samym czasie w USA podwoiła się konsumpcja kurczaków. Pół wieku temu Chińczyk w komunistycznych Chinach spożywał 16 funtów wieprzowiny na rok, obecnie jest to 67 funtów. Zmiany żywieniowe są więc możliwe w obie strony.

Gates i inni

Dziś oczy inwestorów rynku związanego z produkcją alternatywnego białka zwierzęcego zwrócone są przede wszystkim na młodych. Milenialsi i tzw. pokolenie Z sięgają po modne, reklamowane produkty. Tylko w USA zamienniki mleka już dziś zajmują 13 procent rynku mlecznego. A za pięć lat rynek „mięsa alternatywnego” ma być wart w Stanach Zjednoczonych 50 mld dolarów i jest uważany za najbardziej obiecujący biznes w najbliższej dekadzie. Nie bez kozery najbogatsi ludzie świata, Bill Gates, Jeff Bezos, a także giganci rynku mięsnego, jak koncerny Cargill i Tyson, inwestują w startupy w Dolinie Krzemowej związane z branżą sztucznego mięsa.

Autorzy raportu think tanku RethinkX z 2019 r. przewidują, że do 2030 r. przemysł mleczny i hodowla zwierząt w takiej postaci, jaką dziś znamy, upadną z powodu żywności sztucznie wytwarzanej w laboratoriach. To oczywiście wizja mocno przesadzona, ale np. tylko w pierwszym kwartale 2020 r. inwestycje w Izraelu w zamienniki białka sięgnęły 900 mln dolarów. To tyle, ile przeznaczono przez cały rok 2018. W kraju tym jest najwyższy odsetek wegan w stosunku do liczby ludności, i wynosi 5 proc.

Pod koniec września przedstawiciele amerykańskiego biznesu stwierdzili na konferencji poświęconej wysokobiałkowej żywności, że w ciągu najbliższych 10 lat nastąpią zmiany, jakich nie widzieliśmy przez 10 tysięcy lat. „Żywność to technologia” – twierdzą i ruszają na podbój umysłów i kieszeni miliardów konsumentów.

Sposób na zmianę świata

Wymuszanie zmiany upodobań kulinarnych odbywa się pod hasłem troski o planetę, której ma rzekomo grozić katastrofa z powodu przeludnienia i zmian klimatycznych. Choć nikt nie udowodnił, że istnieje związek między działalnością człowieka a wzrostem temperatury na Ziemi, ideologia ocieplenia klimatu silnie oddziałuje na poddawanych praniu mózgu ludzi. Utwierdzani przez propagandę w poczuciu winy za los zwierząt hodowlanych wybierają rzekomo „etyczną”, przyjazną dla środowiska alternatywę dla dotychczasowej diety.

Ale autorom rewolucji mięsnej wcale nie chodzi o los zwierząt, ani tym bardziej o zdrowie ludzi, którym proponuje się żywność wyhodowaną metodą manipulacji genetycznych, nafaszerowaną wypełniaczami. Za hasłami o „etycznej” żywności stoją wielkie pieniądze i „nowa religia”. Szefowie firm produkujących sztuczne mięso otwarcie mówią, że to, co robią, to nie tylko produkt, ale sposób na „zmianę świata”.

Pierwszy burger ze sztucznego mięsa został usmażony w 2013 r. w Londynie, koszt jego wyprodukowania wyniósł aż 250 tys. euro. Funt pierwszego sztucznego mięsa mielonego kosztował w 2016 roku 18 tysięcy dolarów. Stąd badania nad nowymi technologiami, które mają przyspieszyć i ułatwić produkcję, by można było zejść z ceną np. poniżej 20 dolarów za kilogram sztucznego mięsa. Wtedy laboratoryjny produkt będzie mógł konkurować cenowo z normalnym mięsem. Producenci sztucznego mięsa z Izraela zapowiadają wejście na rynek europejski już w przyszłym roku. Trzy lata później cena burgera wołowego ma spaść poniżej 1 euro.

Sztuczne mięso wytwarzane jest metodą in vitro w sterylnych laboratoriach. Wyizolowane komórki macierzyste z tłuszczu lub mięśni zwierzęcia umieszcza się w specjalnej pożywce, gdzie dzielą się i rosną. Potem pożywka przenoszona jest do bioreaktora, tam „mięso” szybciej dojrzewa, łącząc się w mięśnie i tkankę łączną. W produkcji „alternatywnego mięsa” wykorzystywana jest też znana w nowoczesnej medycynie metoda modyfikacji genów o nazwie CRISPR-Cas9. Daje nieograniczone możliwości tworzenia hybryd wykorzystujących komórki zwierzęce.

Prace nad stworzeniem hybrydowego mięsa drobiowego – z komórek kurczaka i materiału roślinnego, prowadzi koncern KFC we współpracy z rosyjską firmą zajmującą się biodrukiem 3D.

Szybko jednak stało się oczywiste, że jeżeli producenci mięsa in vitro chcą stworzyć popyt na swój produkt, muszą zmienić jego nazwę. Określenia „sztuczny produkt”, „mięso bez mięsa”, „wytworzone w laboratorium” lub, o zgrozo, „żywność Frankensteina”, zdecydowanie źle się kojarzą. Dlatego np. Instytut Dobrej Żywności (sic!) w USA zaleca używanie terminu „czyste mięso”, by wzbudzić pozytywną reakcję potencjalnego nabywcy. Przeciwieństwem ma być „brudne mięso”, czyli pozyskiwane w tradycyjny sposób. Nic dziwnego, że hodowcy walczą z nieuczciwą nazwą „czyste mięso”.

Owady w menu

W ramach „walki o klimat” ekolodzy chcą obłożyć tradycyjną hodowlę wysokim podatkiem. Lobbują za tym „zieloni” politycy i organizacje ekologiczne w Unii Europejskiej. Jak wiadomo, UE zdecydowała się przeznaczyć bilion euro w tej dekadzie na sfinansowanie planu dekarbonizacji do 2050 r. Podatek od mięsa może być jednym ze sposobów pozyskania środków – twierdzą lobbyści. Organizacje ekologiczne proponują, by wszystkie kraje członkowskie UE obłożyły w najbliższych latach każdy kilogram mięsa podatkiem w wysokości przynajmniej 1 euro. Pomysł tzw. sprawiedliwych cen mięsa realizowany jest już w Holandii, doprowadzając do ruiny tamtejszych hodowców. Ziemia wykorzystywana do tej pory na uprawy dla zwierząt ma zostać przeznaczona na instalowanie nowych źródeł energii: farmy wiatrowe, fotowoltaiczne, produkcję biopaliw.

Lobbyści szacują, że wpływy z podatku od mięsa wyniosłyby 32 mld euro. Ta suma pomogłaby w „sprawiedliwej transformacji” rolnictwa europejskiego, czyli ograniczeniu produkcji zwierzęcej i zmiany na produkcję roślinną. Takie propozycje znalazły się w unijnej strategii „Od pola do stołu”.

W nowym budżecie Komisja Europejska chce przeznaczyć w ramach programu „Horyzont Europa” 10 mld euro na badania naukowe i innowacje dotyczące żywności, w tym białka roślinnego, białka z mikroorganizmów, białka pochodzenia morskiego i owadziego, a także substytutów mięsa.

Owszem, owady są od dawna częścią menu ludów w Afryce i Azji, ale biały człowiek trzymał się od nich z daleka. Teraz konsumpcja świerszczy i innych owadów staje się modną dietą w krajach Zachodu. W marketach można kupić batony proteinowe, mączki białkowe ze świerszczy, cukierki, sosy. W farmy świerszczy inwestują giganci rynku, np. siostra Marka Zuckerberga, twórcy Facebooka. Rolników kusi się wizją dużych zysków za niewielkie nakłady.

Globalizm walczy z problemami, które sam stworzył. Oczywiście przemysłowa hodowla mięsa jest szkodliwa, zatruwa środowisko, niszczy zdrowie ludzi i na pewno trzeba ją ograniczyć. Ale pod pretekstem walki z patologicznym sposobem gospodarowania chce się wyeliminować całą produkcję mięsną i mleczną, a więc to, co naturalne, co przez tysiące lat służyło człowiekowi. Prawdziwym celem wojny z mięsem jest zniszczenie porządku stworzenia ustanowionego przez Boga i zastąpienie katolickiej moralności sztucznym konstruktem pseudopraw.


Pobierz

Małgorzata Rutkowska

drukuj