fot. PAP/Jarek Praszkiewicz

[Nasz Dziennik] o świętej pamięci Kazimierzu Grajcarku: Działał zawsze w interesie Polski

17 kwietnia zmarł Kazimierz Grajcarek, legendarny działacz związkowy, przez lata związany z NSZZ „Solidarność”. Kazimierz Grajcarek był człowiekiem, który nawet na emeryturze nie uznał, że jego rola dobiegła końca. Przeciwnie – do ostatnich tygodni życia był obecny tam, gdzie ważyły się sprawy istotne dla polskiej gospodarki i ludzi pracy.

Niebywała strata dotknęła polski ruch związkowy i całe środowisko górnicze. W niedzielę, 19 kwietnia, w wieku 74 lat zmarł Kazimierz Grajcarek – człowiek, który przez dekady był nie tylko działaczem, ale też głosem, którego nie dało się zignorować.

„Patriota, bezkompromisowy obrońca praw pracowniczych, wierny swoim przekonaniom do końca. Dla mnie był kolegą i przyjacielem. Jego odejście zostawiło szczególną pustkę” – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Tadeusz Majchrowicz, były zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Kazimierz Grajcarek był człowiekiem, który nawet na emeryturze nie uznał, że jego rola dobiegła końca. Przeciwnie – do ostatnich tygodni życia był obecny tam, gdzie ważyły się sprawy istotne dla polskiej gospodarki i ludzi pracy.

Urodził się 17 kwietnia 1952 roku w Międzybrodziu Bialskim, niedaleko Bielska-Białej. Swoją drogę zawodową związał z górnictwem – pracował jako górnik i ratownik w kopalni „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach.

„To środowisko kształtuje charakter w sposób bezlitosny: uczy odpowiedzialności, odwagi i solidarności w najczystszej postaci. Kazio dokładnie taki był – twardy, lojalny, nieustępliwy, a przy tym zwyczajnie ludzki” – wspomina Jan Mosiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członek NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Kazimierz Grajcarek z „Solidarnością” związał się już we wrześniu 1980 roku. Był współtwórcą struktur związkowych w swojej kopalni, szybko obejmując rolę lidera. W styczniu 1981 roku został wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej, a kilka miesięcy później delegatem na pierwszy zjazd Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Po wprowadzeniu stanu wojennego objął funkcję przewodniczącego Tymczasowej Komisji Zakładowej. Działał w podziemiu, kolportował antykomunistyczną prasę, za co w sierpniu 1982 roku został internowany i osadzony w ośrodku odosobnienia w Zabrzu-Zaborzu.

„Te doświadczenia nie złamały go, przeciwnie – ugruntowały jego pozycję w środowisku i nadały jego działalności jeszcze większą wiarygodność. Każdy wiedział, że na Kazimierzu można polegać” – przypomina Tadeusz Majchrowicz.

W kolejnych latach Kazimierz Grajcarek konsekwentnie angażował się w prace w strukturach związku. Przez ponad dwie dekady był członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, wcześniej pełnił funkcje kierownicze w sekcjach branżowych górnictwa. W latach 1998-2018 stał na czele Sekretariatu Górnictwa i Energetyki, będąc jednym z najważniejszych reprezentantów tej części polskiej gospodarki.

„Nawet po przejściu na emeryturę nie wycofał się z życia publicznego. Regularnie zabierał głos w mediach, komentował bieżące wydarzenia, angażował się w inicjatywy społeczne i protesty. Był obecny tam, gdzie – jego zdaniem – trzeba było bronić interesów Polski” – akcentuje Tadeusz Majchrowicz.

Walka o polskie górnictwo

Szczególne miejsce w jego działalności zajmowała walka o przyszłość polskiego górnictwa i energetyki opartej na węglu. Stanowczo krytykował założenia Europejskiego Zielonego Ładu, widząc w nim zagrożenie dla krajowej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego. Mówił wprost o kosztach, które – według niego – poniosą zwykłe rodziny i pracownicy. Wzywał do poważnej debaty, a nawet do referendum w sprawie kierunku polityki klimatycznej.

„Nie były to głosy wyważone dyplomatycznie – były ostre, momentami bezkompromisowe, ale zawsze zakorzenione w przekonaniu, że broni spraw fundamentalnych” – stwierdza Jan Mosiński i dodaje, że „to, czym wszystkim imponował, to fakt, że dla niego liczyły się idea i dobro wspólne”.

„Bez względu na to, kto rządził, którą opcję polityczną prywatnie popierał, potrafił wygarnąć politykom to, co myśli o ich pracy. Bez względu na to, czy premierem był człowiek wywodzący się z komuny, czy też był to premier rządu konserwatywno-prawicowego, z równą determinacją wytykał im błędy” – wskazuje.

W tym, co robił, widział swoją misję.

„Dla niego życie wiarą było czymś szczególnym, on swoją wędrówkę na tym świecie uważał za zadanie, które otrzymał od Boga. I skoro – jak uważał – otrzymał od Opatrzności zadanie: troskę o prawa pracownicze, o szacunek dla ludzi pracy oraz rozwój polskiej rodziny, to on to robił z całego serca. To był człowiek, który spalał się dla innych” – zaznacza Tadeusz Majchrowicz.

Do końca pozostał wierny tej postawie. Jeszcze w grudniu 2025 roku zaangażował się w obronę swojego dawnego zakładu pracy – Przedsiębiorstwa Górniczego „Silesia”. Występował jako rzecznik protestujących górników, wspierał ich w jednym z najtrudniejszych momentów.

Był także człowiekiem głęboko związanym z mediami, które uważał za ważny element życia publicznego i społecznego. Wspierał rozwój Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Radia Maryja i Telewizji Trwam, dostrzegając w nich przestrzeń dla debaty, której – w jego ocenie – brakowało gdzie indziej. Interesował się również projektami energetycznymi, jak toruńska geotermia, widząc w nich szansę na wzmocnienie krajowej niezależności. Był wielkim przyjacielem „Naszego Dziennika”, na łamach którego publikował oraz przedstawiał swoje opinie.

„Odszedł człowiek, który nie znał półśrodków, który mówił to, co myślał, i robił to, co uważał za słuszne – bez oglądania się na koniunkturę. Dla jednych był niewygodny, dla innych niezbędny” – zwraca uwagę Jan Mosiński.

Dziś pozostaje po nim dorobek, którego nie da się zignorować.

„Takim postaciom jak Kazimierz Grajcarek chodziło o coś więcej niż o spór polityczny czy branżowy – chodziło o przekonanie, że są sprawy, w których nie wolno odpuścić. Są sprawy fundamentalne, z których nigdy nie można zrezygnować. Nawet gdy przyjdzie nam za to zapłacić najwyższą cenę” – zauważa Jan Mosiński.

Odejście Kazimierza Grajcarka było bolesnym ciosem dla NSZZ „Solidarność”. Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, złożył kondolencje bliskim zmarłego.

„Nie odpoczywał, cały czas udzielał się społecznie i walczył o słuszną sprawę. I przyszedł ten dzień, gdy Pan Bóg powiedział mu, że już wystarczy, że już jest czas, aby się zatrzymać i odpocząć, więc wezwał go do siebie. Tylko Pan Bóg mógł go zwolnić z pełnionych obowiązków” – podkreśla Tadeusz Majchrowicz.

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj