[NASZ DZIENNIK] Kolejny szpital śmierci
Szpital św. Wojciecha w Gdańsku na Zaspie zabija dzieci chlorkiem potasu. To kolejna placówka, która bezkarnie pozbawia życia najmłodszych i najsłabszych. Sprawę opisuje red. Urszula Wróbel na łamach „Naszego Dziennika”.
Dane na ten temat są szokujące. Tylko od lipca do września 2025 r. pięć z siedmiu tzw. aborcji dokonanych w tamtejszym szpitalu przeprowadzono ze względu na stan psychiczny matki określany jako „zaburzenia adaptacyjne” lub „ostra reakcja na ciężki stres”. W dwóch przypadkach aborcja „psychiatryczna” została wykonana chlorkiem potasu. Informacje te pozyskała od szpitala Fundacja Życie i Rodzina.
– To już kolejny szpital w Polsce, w którym dokonuje się morderstw. W Oleśnicy lekarz sama się do tego przyznała. Tu informacja ta ujrzała światło dzienne, ponieważ upomnieliśmy się o nią w ramach dostępu do informacji publicznej. To jasne, że sytuacja jest efektem działań obecnej władzy, dla której wprowadzenie aborcji było od samego początku priorytetem. Bez żadnych wątpliwości mamy do czynienia z morderczym bezprawiem, a w przyszłości wszystkie użycia chlorku potasu trzeba będzie traktować jako zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina.
O dramatycznym rozpowszechnianiu się zła w polskich szpitalach mówi prof. Bogdan Chazan, ginekolog-położnik.
– Ubolewam nad tym, że ta zaraza procedur rodem z Auschwitz upowszechnia się w Polsce. To bardzo smutne, ponieważ świadczy o degrengoladzie zawodu lekarskiego, o zaniku wrażliwości, współczucia dla dzieci. Zabijanie jest zawsze zabijaniem – bez względu na to, czy dokonuje się tego na wczesnym etapie życia prenatalnego, czy na późniejszym etapie ciąży. Lekarz powinien mieć świadomość tego, że dziecko bardzo cierpi, kiedy dusi się w drogach rodnych matki, lub doświadcza ogromnego bólu podczas śmiercionośnego zastrzyku w serce, i nie zgadzać się na zabijanie. To jest nieetyczne i wprost uderza w dobro człowieka, które od samego początku powinno być chronione – zaznacza rozmówca.
Potwierdza to prof. Marcin Warchoł, który podkreśla, że pomocnictwo w aborcji jest przestępstwem.
– To przestępstwo podlega karze, nawet jeśli dziś nie jest ścigane przez prokuraturę, która na polityczne zlecenie udaje, że nie widzi tych przestępstw. Powinni o tym pamiętać lekarze, którzy dali się zwieść bezprawnym aborcyjnym wytycznym wydanym przez polityków. Za te polityczne gierki odpowiedzą w przyszłości lekarze. Powinni mieć tego świadomość – akcentuje.
Wczoraj przed gmachem gdańskiego szpitala odbyła się pikieta pod hasłem „Szpital na Zaspie nie będzie zabijał w spokoju”. Zgromadzenie zorganizowała Fundacja Życie i Rodzina, która nagłośniła, że w gdańskim szpitalu na Zaspie dochodzi do zabijania dzieci nienarodzonych. Obrońcy życia wystąpili do placówki z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej. Z danych tych wynika, że w ciągu tylko trzech miesięcy pozbawiono tam życia siedmioro dzieci. Dwoje z nich, będących na późnym etapie ciąży, zginęło w wyniku wstrzyknięcia w serce chlorku potasu. Pozostałe aborcje dokonano na dzieciach będących w 8., 14., 17., 20. i 21. tygodniu ciąży. To nie wszystkie szczegóły, jakie udało się ustalić Fundacji. Według danych szpitala pięć z siedmiu aborcji przeprowadzono ze względu na stan psychiczny matki, określany jako „zaburzenia adaptacyjne” lub „ostra reakcja na ciężki stres”. W wydanym oświadczeniu szpital stwierdza, że „działa na podstawie i w granicach prawa. Pomagamy pacjentkom w stanie zagrożenia zdrowia lub życia, stosując uznane i zaakceptowane metody medyczne. Jesteśmy głęboko poruszeni sytuacją, w której określa się nasz personel medyczny mordercami”. Jednak na nasze pytanie, czy w szpitalu wykonywane są aborcje, Katarzyna Brożek, rzecznik prasowy szpitala, udzieliła twierdzącej odpowiedzi. Z kolei nasza prośba o ewentualne zdementowanie informacji przekazanych przez Fundację, m.in. w zakresie wieku dzieci, których pozbawiono w placówce życia, pozostała bez odpowiedzi.
Haniebny proceder
Krzysztof Kasprzak, jeden z inicjatorów wczorajszego protestu, nie ma wątpliwości, że nie wolno przechodzić do porządku dziennego nad haniebnym procederem zabijania dzieci w szpitalu.
– Trzeba nazywać rzeczy po imieniu, a nie pudrować rzeczywistość i zabójstwo dziecka nienarodzonego zastępować eufemizmami – podnosi.
Przyznaje jednocześnie, że należy się obawiać, iż mordercze praktyki zabijania dzieci poprzez wstrzyknięcie chlorku potasu w serce stosowane są nie tylko w szpitalu gdańskim czy w szpitalu w Oleśnicy.
– Odpowiedzialność lekarzy za dokonanie zbrodni jest oczywista. Niestety, w tej chwili nie ma co liczyć na to, że zbrodnia zostanie ukarana, ale to nie znaczy, że w przyszłości tak się nie stanie. Przypomnę tylko, że kiedy konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii zapytał ówczesną minister Izabelę Leszczynę, która z dumą ogłaszała w mediach aborcyjne wytyczne, o to, czy stosowanie chlorku potasu jest metodą obowiązującą i wskazaną przez rządzących, ta nie udzieliła odpowiedzi wprost. Ewidentnie bała się odpowiedzialności karnej, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że mimo wydania wytycznych aborcyjnych Konstytucja mówi wprost, że aborcja jest w Polsce zabroniona i żadne polityczne instrukcje tego nie zmienią – podkreśla.
Oburzenia nie kryje również prof. Marcin Warchoł, który zwraca uwagę, że mimo skandalicznej decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie wytycznych Ministerstwa Zdrowia mamy do czynienia z przestępstwem.
– Każde pomocnictwo w aborcji, pośredniczenie w zakupie pigułek aborcyjnych jest czynem zabronionym. Dziś z przyczyn politycznych to przestępstwo zostało uznane za mało szkodliwe społecznie, ale jednocześnie stwierdzono, że przepisy zostały złamane. A to jest kluczowe, ponieważ cała sprawa ulegnie przedawnieniu za wiele lat. Tymczasem już niedługo władza Donalda Tuska się skończy i wtedy te wszystkie zbrodnie będą rozliczane tak, jak powinny, czyli w poszanowaniu sprawiedliwości, prawa – zapowiada.
– Prawo stanowi, że w takich przypadkach przedawnienie następuje za 10 lat od dnia ujawnienia lub zawiadomienia o przestępstwie. Ale jeżeli zostało wszczęte postępowanie karne przeciwko danej osobie, ten termin jeszcze się przedłuża. O kolejne 5 lat – precyzuje prof. Marcin Warchoł.
Zwraca uwagę, że wszystkie dokonane w polskich szpitalach zbrodnie są udokumentowane.
– Te dokumenty medyczne są kwitami na lekarzy i wszystkich, którzy przyczynili się do zabijania nienarodzonych dzieci. Przypominam, mimo wydania wytycznych, prawo w Polsce stanowi jednoznacznie, że aborcja jest zakazana. Dziś lekarze są chronieni przez polityków, którzy dyktują aborcyjną agendę wbrew prawu. Ale kiedy tych polityków zabraknie, kiedy nie będą mieli władzy narzucania aborcyjnego dyktatu, to lekarze będą musieli odpowiedzieć przed sądem, karnie za dokonywanie aborcji – mówi prof. Marcin Warchoł o prawnych konsekwencjach, jakie poniosą w przyszłości lekarze.
Przywołuje również artykuł 152 Kodeksu karnego, który mówi, że kto za zgodą kobiety przerywa ciążę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
– Dlatego żadne tłumaczenie, że kobieta prosiła ich o zabicie dziecka, nie zwalnia ich z odpowiedzialności karnej. Pomocnictwo w aborcji jest zawsze przestępstwem. Lekarz może za to np. stracić prawo wykonywania zawodu – ostrzega.
Bezprawne wytyczne
O tym, że aborcja zaprowadziła współczesną medycynę w ślepy zaułek, przypomina z kolei prof. Bogdan Chazan.
– Dziś lekarze tłumaczą się, że działają „w granicach prawa”. Po pierwsze, to nieprawda, bo wytyczne pani minister Izabeli Leszczyny nie są żadnym prawem, są bezprawiem. Po drugie, zapominamy, że zabijanie człowieka nie jest i nigdy nie może być powinnością lekarza. Aborcja, którą politycy wykorzystują do podpalania emocji społecznych, hańbi zawód lekarza. Odnoszę wrażenie, że pewna grupa lekarzy, zamiast strzec wartości, jakie powinny przyświecać każdemu lekarzowi, czyli dbać o zdrowie i życie ludzkie, zajmuje się zabijaniem. To bardzo smutne – wskazuje.
I zaznacza, że przyzwolenie na wykonywanie aborcji poprzez wydanie wytycznych ułatwiających ten proceder pod pretekstem przesłanki psychiatrycznej spowodowało rozlanie się fali zabójstw prenatalnych dokonywanych w szpitalach.
– Tu nie ma troski o rzeczywiste dobro kobiety. Nie oszukujmy się też, ponieważ często przyczyna, dla której zabija się dzieci, nie wynika nawet z tzw. trudnej sytuacji życiowej. Chodzi o priorytety kobiet, wśród których nie ma miejsca na dziecko. To istna epidemia, która dotyczy wielu kobiet. I lekarze na pewno zdają sobie z tego sprawę, a mimo to godzą się na zabicie dziecka. To wielki dramat, w którym biorą udział – akcentuje.
– Pamiętam szpital na Zaspie w Gdańsku z kontroli, które przeprowadzałem kiedyś jako konsultant krajowy. Oddział położniczy znakomicie prowadził śp. dr med. Lech Bolt, a oddział noworodków na wysoki poziom postawiła dr med. Alina Bielawska-Sowa. Był to jedyny szpital, który zaopiekował się panią, u której odpłynął płyn owodniowy w 14. tygodniu ciąży, a potem jej dzieckiem. We wszystkich innych szpitalach, do których zwracali się zrozpaczeni rodzice, zaproponowano aborcję. Antoś ma już osiem lat. Szkoda, że ten szpital odchodzi od pięknych tradycji i idzie w przeciwną stronę – ubolewa prof. Bogdan Chazan.
Urszula Wróbel/Nasz Dziennik




