Dr Zbigniew Hałat

Na straży egzekucji nałożonych obowiązków

Felieton dr. Zbigniewa Hałata.

W publicznych wypowiedziach wielu – na szczęście nie wszystkich – członków Parlamentu Europejskiego pobrzmiewa bardzo często nuta wyższości wynikająca z głoszonej wszem i wobec doktryny o nieomylności funkcjonariuszy Komisji Europejskiej oraz jej rozlicznych agend. Cokolwiek wymyślą unijni urzędnicy, to ludy imperium mają za zadanie wykonać bez szemrania.


Pobierz Pobierz

Na straży implementacji i egzekucji nałożonych obowiązków stoją rządy krajów członkowskich, z których każdy ma do dyspozycji niezliczone zastępy biurokratów obciążonych zajęciem wagi wiekopomnej: tak przetworzyć ukazy samowładcy, aby mniej więcej pasowały do lokalnych realiów i możliwości realizacyjnych. Gdy pasują mniej niż Komisja Europejska sobie życzy, sprawa nabiera charakteru jawnego nieposłuszeństwa, a takiego żadna dyktatura tolerować nie może.

W interesie mocodawców i własnym musi poskromić każdy przejaw buntu, bo co by to było, gdyby Komisja Europejska straciła posłuch i naraziła się na postępującą erozję autorytetu. Mogło by skończyć się tak fatalnie jak z imperium sowieckim, gdzie różni tacy z odchyleniem nacjonalistycznym niezbyt starannie trzymali ruki pa szwam i według miarodajnej oceny wybitnego fachowca od pilnowania dyscypliny, doprowadzili do największej katastrofy politycznej XX wieku.

W imperium unijno-europejskim to, że Befehl ist Befehl każdy szybko zrozumie, kiedy przyjdzie mu oddać swoje pieniądze w podatkach zbieranych na kary za opieszałość rządu w wykonaniu unijnego prawa. Ponieważ z braku pracy oszczędności już poszły na coraz to droższe podstawowe potrzeby życiowe, także te, które dotychczas były fundowane z danin, szczęśliwi bezrobotni Europejczycy, chętnie sprzedadzą co tam jeszcze posiadają, przeniosą się pod most i pełni wdzięczności za mądre rządy cesarzycy, chętnie zapłacą zasądzone kary.

Wiedzą przecież, że nieposłuszeństwo musi kosztować. Nie po to głosowali za przyjęciem do Unii Europejskiej, żeby wyłamywać się z unijnego porządku. Ordnung muss sein. Skoro Komisja Europejska tak świetnie sobie radzi z wymuszaniem wykonania swoich rozkazów, ma zapewne niepodważalne podstawy uzasadniające ich wydawanie. Jakież to one mogą być? Zważywszy na estymę, jaką w pewnych kręgach cieszy się rewolucja francuska, jakże by mogło zabraknąć jej sztandarowych haseł w ideologii leżącej u podstaw decyzji Komisji Europejskiej.

Wolność, Równość i Braterstwo wprost emanują ze stosunku Komisji i poszczególnych komisarzy do wolności słowa, do równości subsydiów i do poczucia braterstwa z okradzionymi z opieki zdrowotnej. Kolejny filar, na którym wspiera się unijna ideologia to racjonalizm. Racjonalizm naukowy, oczywiście. Dzięki niemu, całe prawo europejskie, nawet to, które niezwykle ostro rozprawia się z realiami krajów członkowskich, w tym z kulturą i interesami gospodarczymi ich mieszkańców, nabiera niezwykłej wartości – jest najbardziej optymalnym spełnieniem wymagań określonych dla naszych czasów przez naukę, Naukę przez duże N.

Kto tego nie rozumie, ten kiep. Zacofany wstecznik z ciemnogrodu, z którym nowocześni świetnie wykształceni prędzej czy później sobie poradzą. Elita intelektualna nie pozwoli rzucać kłód pod nogi Europeczyków kroczących drogą postępu. Na przykład w obszarze energetyki, czy też rolnictwa. Za dosłownie żywe wcielenie postępu rolniczego Komisja Europejska uznaje uprawy roślin genetycznie modyfikowanych i czyni wszystko, aby jak najwięcej ich odmian na obszarze Unii Europejskiej zarejestrować i tym samym legalnie uprawiać.

Także wbrew woli zacofanych wsteczników z ciemnogrodu, którzy nie rozumieją korzyści z postępowych zdobyczy nauki. Ponieważ decyzje biurokratów, jakimi są w istocie komisarze, wymagają podkładek podpisanych przez niezależnych ekspertów, w 2002 roku powołano Europejski Urząd do spraw Bezpieczeństwa Żywności (European Food Safety Authority – EFSA). Tu właśnie powstawały i nadal powstają niezależne ekspertyzy uzasadniające entuzjazm Komisji Europejskiej wobec gmo.

Jednak już po dekadzie działalności tej agencji Unii Europejskiej okazało się, że jest ona opanowana przez agentów wpływu głównego w świecie machera od gmo notorycznie obsadzanych w roli niezależnych ekspertów właśnie przez Komisję Europejską. Nawet w oczach euroentuzjastów skompromitowana tym dobrze udokumentowanym skandalem Komisja Europejska straciła wszelkie prawa do podpierania nauką swoich absurdalnych i szkodliwych decyzji. Ich prawne szkielety obdarte z naukowego uzasadnienia świecą brutalną przemocą i cuchną rozkładem korupcji.

dr Zbigniew Hałat 

drukuj