fot. PAP/Paweł Pawłowski

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy o podatku od handlu

Nawet dwa miliardy złotych  – tyle rocznie ma wpłynąć do budżetu państwa z podatku od handlu. Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy. Nowy podatek ma nie tylko zapewnić dodatkowe wpływy do państwowej kasy, ale także ma wyrównać konkurencję między właścicielami małych sklepów a sieciami handlowymi.

Podatek od hipermarketów był jedną z przedwyborczych zapowiedzi. W trakcie konsultacji społecznych ustalono, że będzie to podatek obrotowy – mówił w programie Polski Punkt Widzenia, wiceminister finansów Leszek Skiba.

– Ten mechanizm podatku od obrotu jest pewnym uproszczonym mechanizmem i utrudnia uciekanie (od podatku przyp. red) – bo rzeczywiście jest tak, że podatek od zysku tak naprawdę oznacza, że jeżeli ktoś generuje sobie różne koszty, to w takim razie tego zysku nie ma i nie ma co opodatkowywać – powiedział Leszek Skiba, wiceminister finansów.

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt. Przewiduje on trzy stawki podatku przy kwocie wolnej na poziomie 1,5 mln zł:

  • 0,7 proc. obciąży przychód do 300 mln zł miesięcznie
  • 1,3 proc. obciąży przychód powyżej 300 mln zł miesięcznie
  • 1,9 proc. obciąży przychód ze sprzedaży w sobotę, niedziele i inne dni ustawowo wolne od pracy

Płatnikami nowego podatku będą sieci handlowe i sprzedawcy detaliczni. Wyższą stawkę podatkową zapłaci tylko jedna polska sieć. Drobni, polscy sklepikarze będą z tej daniny zwolnieni.

Te ostatnie trzy lata to, jak mówią handlowcy, inwazja  dyskontów. Niemieckie, portugalskie i duńskie dyskonty osiągnęły w 2014 roku przychód w wysokości 50 mld zł. Do tego francuskie, niemieckie i brytyjskie supermarkety w 2014 roku zanotowały przychód na poziomie 32,6 mld zł. Ale do budżetu państwa z podatku CIT wpłynęło niewiele pieniędzy. Na przykład LIDL Polska i Kaufland nie zapłaciły ani złotówki.

– Dziś jest tak, że Polska stała się krajem kolonialnym dla europejskich sieci handlowych,  sklepów wielkopowierzchniowych i hipermarketów. One eksploatują polski rynek, wyprowadzają potężne pieniądze do swoich krajów, nie płacąc w Polsce podatków – zaznaczył Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.

Teraz ma się to zmienić. Dotychczas obcy kapitał na rynku sprzedaży detalicznej był faworyzowany. Prof. Zdzisław Kordel z Uniwersytetu Gdańskiego ocenia, że podatek obrotowy to bardzo dobry pomysł.

– Myślę, że ten podatek można było znacznie wcześniej wprowadzić, żeby mieć stałe wpływy do budżetu, a jednocześnie trochę chronić własnych rodzimych handlowców, którzy na polskim rynku funkcjonują – wyjaśnił prof. Zdzisław Kordel Katedra Gospodarki Przestrzennej UG.

Opozycja mnoży jednak problemy. Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej twierdzi, że dodatkowe koszty dużych sklepów odbiją się negatywnie nie tylko na konsumentach.

– Ta droga jest najbardziej prawdopodobna – przełożenie podatku na dostawców – mówiła Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej.

Opozycja straszy również, że nowym progresywnym podatkiem może zainteresować się Bruksela, podobnie jak to było  na Węgrzech.

– Polski rząd ma suwerenne prawo zmieniać u siebie system podatkowy – wskazał Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Traktat Lizboński politykę fiskalną pozostawia bowiem w gestii państw członkowskich. Nowy podatek miałby zacząć działać już od kwietnia, a wpływy w tym roku maja sięgnąć 2 mld.

 

 

TV Trwam News/RIRM

 

drukuj