Marsz Niepodległości testem dla mediów

Medioznawca dr Hanna Karp mówi o kształtowaniu obrazu Marszu Niepodległości w mediach głównego nurtu i Telewizji Publicznej.

Dotychczasowe wydarzenia, które łączą się z dorocznymi relacjami mediów wokół Marszy Niepodległości 11 listopada wskazują najwyraźniej na to – i coraz bardziej to widać – że jest to swoisty test dla mediów, jeżeli mówimy już o samych przekazach medialnych i samych mediach. Tutaj można zauważyć kilka warstw, jeżeli chodzi o same przekazy medialne. Media głównego nurtu – stacje komercyjne, jak również Telewizja Publiczna, wyraźnie celują w przekazy nacechowane emocjonalnie. W ubiegłych latach była to emocja bardzo negatywna – do tego stopnia, że telewizje komercyjne głównego nurtu skupiały się wręcz przez kilka godzin na tym, żeby przedstawiać te same, półgodzinne, piętnastominutowe sekwencje. Ciągle wracano do pewnych fragmentów, które się wydarzyły i były agresywne, przepełnione bardzo negatywnymi emocjami.

Z drugiej strony trzeba zauważyć, że w Telewizji Publicznej, jak również w mediach komercyjnych szły za tym kłamstwa na poziomie podstawowej informacji. Widz nie dowiadywał się tak naprawdę, co dzieje się przy Placu Konstytucji, czy wzdłuż trasy całego przemarszu, jak ten marsz wygląda – te obrazy mogliśmy dopiero obserwować poprzez przekazy internautów, tych, którzy jako dziennikarze obywatelscy zamieszczali po jakimś czasie filmiki z marszu. Dopiero po jakimś czasie opinia publiczna, która była bardzo zainteresowana marszami, mogła wyrobić sobie zdanie na temat tego, jaki ten marsz rzeczywiście był.

Możemy zatem powiedzieć, że jeżeli chodzi o media głównego nurtu – komercyjne i Telewizję Publiczną – była to zorganizowana manipulacja. Wiemy przecież, że nawet dziennikarz zaledwie po studiach miałby wyobrażenie tego, jak miałby wyglądać rzeczywisty przekaz takiej relacji, a tego nie było. Oczywiście tak, jak wspomniałam: tutaj ratunek jest w internecie – i wcale nie w mediach dominujących, tylko w tych, które na różne sposoby dopracowały się już własnej pozycji na rynku i powoli przebijają się do swoich widzów.

TV Trwam może wpłynąć na ogólną opinię o Marszu

W tym roku jest wyjątkowa sytuacja, kiedy może zdarzyć się tak, że szeroką opinię publiczną może kształtować również przekaz Telewizji Trwam. Z racji jej obecności na multipleksie naziemnym-cyfrowym wejdzie niejako siłą rzeczy w te kanały głównego nurtu. Widz, jeżeli będzie próbował zmieniać stację, żeby wyrobić swoje zdanie na temat tego, co się dzieje, trafi także na Telewizję Trwam. I będzie to stacja, która będzie zapewne, jak można się spodziewać, przekazywać informację niezmanipulowaną. Jest to zatem rzeczywiście wielka szansa i można oczekiwać, że właśnie podczas relacji 11 listopada Telewizja Trwam będzie miała bardzo dużą oglądalność.

Z drugiej strony pamiętajmy, że opinię publiczną kształtują przekazy telewizji głównego nurtu. One utrwalają ten obraz. Mimo tego, nie należy zapominać, że telewizja publiczna zobowiązana jest do przekazywania autentycznego, niezafałszowanego obrazu tej relacji – dlatego, że ona pracuje za nasze pieniądze. My wszyscy jako obywatele finansujemy tę stację, ten obraz. To jest „nasza” telewizja publiczna. Ona jest zobowiązana do wiernego przekazu. A że tak się nie dzieje, to niestety jest kolejna sprawa do dużej, obszernej debaty publicznej.

Co czeka nas w tym roku?  

Teraz zatrzymajmy się przy tym, co może zdarzyć się w tym roku. Na podstawie tego, co już do nas dociera, można domniemywać, że część oficjalną tegorocznego marszu niepodległości będzie próbował zagospodarować prezydent Komorowski. Ten jego marsz „Razem dla Niepodległej” będzie wielką paradą, która zapewne toczyć się będzie, jeśli pogoda na to pozwoli, w pięknym słońcu na Krakowskim Przedmieściu.

Będzie to obraz zapewne dominujący i w telewizjach komercyjnych (tzw. „zaprzyjaźnionych” z panem prezydentem) i w telewizji publicznej. Wiemy, jakie elementy i szczegóły są w tej chwili dopracowywane (np. w roli głównej ma wystąpić cadillac Józefa Piłsudskiego, jeszcze z 1935 roku; rolę marszałka Piłsudskiego ma grać pan  Daniel Olbrychski. Notabene jest to cadillac, który trafił do Rumunii, później po wojnie ściągnęli go komuniści i od 1946 roku byli wożeni nim esbeccy prominenci Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Z czasem esbecy to auto zniszczyli, rozkradli, potwornie zdewastowali do tego stopnia, że później służyło już za tarczę strzelecką. Teraz auto – odrestaurowane – będzie elementem parady pana prezydenta Komorowskiego).

Dwa różne marsze

Możemy tutaj wnioskować, że w mediach głównego nurtu będą dwa główne obrazy – tzn. jeden – obraz pięknej i wspaniałej parady prezydenta Komorowskiego, któremu towarzyszą politycy, warszawiacy, dzieci, młodzież, jednym słowem sielanka. I drugi, kontrastowy obraz – popołudniowa manifestacja tego „drugiego marszu”, który będzie prawdopodobnie przedstawiany jako ten, który sieje jakąś niepewność, wzbudza agresję zagrożenie, a uczestniczenie w nim jest czymś niepewnym (należy uważać, stanowi pewien rodzaj zagrożenia).

Jak wiadomo, dotychczasowe, wcześniejsze obrazy potwierdzały właśnie ten rodzaj spojrzenia i takiego odbioru tego marszu. Tutaj taka moja uwaga, pewna rada dla tych, którzy może organizują marsz warszawiaków, ten marsz, który niekoniecznie jest związany z tymi czynnikami oficjalnymi – żeby być może zorientowali się, w których miejscach popołudniu rozstawiane będą wozy satelitarne „telewizji zaprzyjaźnionych”. Potem może okazać się bowiem, że właśnie z tych miejsc płynie najwięcej dziwnych, nieobliczalnych zachowań, sytuacji, które niosą zagrożenie czy nawet są elementami pewnej prowokacji.

Wiemy przecież, że takie prowokacje już miały miejsce: chociażby w ubiegłym roku, poprzez element palonej tęczy (który zdominował główny przekaz emocjonalny) i sytuację pod Ambasadą Federacji Rosyjskiej, gdzie oczywiście też miały miejsce rożnego rodzaju sytuacje zagrożenia, agresji, dewastacji itd. Można tutaj zatem bardzo jasno powiedzieć: przekazy będą emocjonalne i będą bazować na głównym kontraście – pan prezydent, który jest bastionem spokoju, bezpieczeństwa, zaufania, radości i ta druga strona, faszyzująca, niebezpieczna młodzież.

Notabene, z przekazów docierają do nas jasne sygnały policji, że będzie ona bardzo ostro pilnować, że będzie dużo środków sił bezpieczeństwa. Nie wyruszono jeszcze na żaden marsz, a już właściwie są elementy inwigilacji, zastraszania. W różnych miejscach Polski są nachodzeni organizatorzy tych marszów. Widzimy wiele różnych symptomów, które wskazują, że ma być spokój.

Oficjalnie ma być piękna parada, a obywatele, ci którzy przyjadą do Warszawy na tę manifestację, mają właściwie czuć się jakby nie u siebie, nie na swoim święcie – chyba, że przyłączą się do pana prezydenta Komorowskiego.  Wtedy być może byliby jakoś tam zaakceptowani. W PRL-u te wszystkie nurty, które w tej chwili będą w tym drugim pochodzie, nazywano bandami „agresywnych wyrostków”, „wichrzycieli”, „nieznanych sprawców” itd. Te wszystkie elementy znamy już z propagandy komunistycznej. Tak właściwe rysuje się obraz tego marszu dla Niepodległej oraz marszu, który ma być popołudniu jako marszu organizowanego przez jakiś wichrzycieli, wyrostków, bandy agresywnych, młodych ludzi, które prewencyjnie trzeba uspokajać.

Dr Hanna Karp, medioznawca

drukuj