fot. PAP/EPA

Krym za przyłączeniem do Rosji

Parlament Krymu jednomyślnie opowiedział się za przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej – poinformowała rosyjska agencja prasowa RIA-Nowosti.

Według tej agencji parlament podjął decyzję, by Krym „wszedł w skład Federacji Rosyjskiej na prawach podmiotu Federacji Rosyjskiej”.

Agencja Interfax-Ukraina napisała z kolei, że parlament w Symferopolu zwrócił się do prezydenta i parlamentu Federacji Rosyjskiej z propozycją rozpoczęcia procedury wejścia Krymu w skład Federacji Rosyjskiej jako jej podmiot.

Parlament Krymu opowiedział się też za wyznaczeniem na 16 marca referendum z dwoma pytaniami, z których jedno brzmi: „czy jesteś za ponownym zjednoczeniem Krymu z Rosją na prawach podmiotu FR?”.

Drugie z pytań brzmi: „czy jesteś za przywróceniem obowiązywania konstytucji Republiki Krym z 1992 roku i za statusem Krymu jako części Ukrainy?”. Parlament stwierdził, że ten z wariantów, który poprze większość głosujących, będzie uznany za bezpośrednie wyrażenie woli mieszkańców Krymu.

Tomasz Szatkowski, prezes Fundacji Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, podkreślił, że prezydent Rosji zaczął zadawać sobie sprawę, że musi ograniczyć swoje cele tylko do Krymu.       Stąd ta nerwowość i eskalacja – tłumaczy.

– W decyzji parlamentu widzę przykrywkę dla otwartego zaangażowania ę sił rosyjskich w przejęcie kontroli nad Krymem.  Większa obecność, być może większa agresywność, postawienie jasno żądań wycofania wojsk ukraińskich z obszaru półwyspu – takich ruchów bym się spodziewał. Sądzę, że w tym momencie rosyjska interwencja militarna na innych obszarach Ukrainy byłaby ryzykowna dla Rosjan. Byłaby zarówno tragicznym posunięciem dla Ukrainy jak i politycznym samobójstwem dla Rosji – powiedział Tomasz Szatkowski.

Wicepremier Krymu Rustam Temirgalijew oświadczył, że może przyjąć rosyjskiego rubla jako swoja walutę. Zapowiedział także nacjonalizację ukraińskich przedsiębiorstw na półwyspie.

Zwiększa się jednocześnie rosyjska obecność wojskowa w Sewastopolu. Ponad 50 jednostek sprzętu bojowego oraz ok. 500 rosyjskich żołnierzy przybyło tam na okrętach Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej. Siły rosyjskie zatopiły też stary krążownik w przesmyku między jeziorem Donuzław a Morzem Czarnym, blokując wyjście w morze okrętom marynarki wojennej Ukrainy. Obserwatorzy OBWE poinformowali, że sytuacja na Krymie jest napięta, ale nie stwierdzono faktów ograniczania tam praw mniejszości.

Prof. Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej ocenił sytuację na Krymie jako „pełzającą agresję”. Zachód nie może bagatelizować takich sygnałów – podkreślił.

– Powoli, ale Rosja ciągle zwiększa swoją obecność militarną. Zrobiła to w ten sposób, że najpierw z mundurów zdjęto odznaki mówiące, że są to wojska Federacji Rosyjskiej i prezydent Putin udawał, że to jakaś samoobrona, która się tam pojawiła, mówiąc że ci ludzie kupili sobie mundury w sklepach. Teraz nowe fakty wskazują, że Rosja chyba przestaje udawać. To ogromne wyzwanie i dla NATO i dla zachodu i dla UE. Myślę więc, że panowie ministrowie spraw zagranicznych, premierzy i prezydenci mogą się czuć zrobieni na szaro przez Moskwę. I pytanie: jak długo świat zachodni może tolerować tego typu sytuacje? – powiedział prof. Romuald Szeremietiew.

W czwartek w Brukseli odbył się nadzwyczajny szczyt UE. Szefowie rządów państw UE zdecydowali o politycznym nacisku na deeskalację sytuacji na Krymie. UE zawiesiła rozmowy z Rosją o liberalizacji wizowej oraz nowej umowie o partnerstwie i współpracy.

Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy powiedział, że jeśli sytuacja się nie poprawi, Unia gotowa jest do podjęcia dalszych kroków, w tym zamrożenia aktywów, sankcji wizowych i odwołania szczytu UE-Rosja.

Były ambasador tytularny Polski przy UE Dariusz Sobków stwierdził, że sankcje UE to sygnał polityczny, jednak mało groźny dla Rosji.

– Można powiedzieć, że UE sięgnęła po arsenał kwestii z najniższej półki, kwestii, które są najmniej dotkliwe, które ograniczają się do retoryki, do stanowiska słownego, werbalnego. Przekładają się na prace administracyjne, ale nie jest to zerwanie dialogu politycznego (który oczywiście ma miejsce równolegle, poprzez różnego typu spotkania o charakterze czy to dyplomatycznym, czy to administracyjnym). UE przede wszystkim nie sięgnęła po kwestie najbardziej dotkliwe, najbardziej bolesne, a mianowicie restrykcje gospodarcze. Ten arsenał spraw, które UE podniosła nie przeraża strony rosyjskiej, dlatego że strona rosyjska brała pod uwagę tego typu reakcje w pierwszym rzędzie – ocenił.

UE zapowiedziała także, że jest gotowa do podpisania politycznej części umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą jeszcze przed wyborami w tym kraju, wyznaczonymi na 25 maja.

Wcześniej Amerykański prezydent Barack Obama wprowadził sankcje na osoby i instytucje odpowiedzialne za podważenie demokracji na Ukrainie. Zakazy wizowe dotyczą zarówno ukraińskich, jak i rosyjskich wysokich rangą urzędników i innych osób.

Widoczna jest tutaj koordynacja działań UE i USA, która może okazać się dotkliwa dla Rosji – stwierdził Dariusz Sobków.

– Od wielu lat strona rosyjska gra na tym, że wygrywa sprzeczne interesy pomiędzy poszczególnymi krajami, organizacjami międzynarodowymi, czy ich członkami. Im więcej koordynacji między stanowiskiem USA a UE, tym słabsze stanowisko rosyjskie, które tradycyjnie już polega na tym, że rozgrywa się sprzeczne interesy. Jak widać w tej chwili pomiędzy Ameryką a UE wielu tych sprzecznych interesów politycznych w stosunku do Rosji nie ma – stwierdził ambasador.

 

 

 

RIRM

drukuj