fot. flickr.com/Toruńska Agenda Kulturalna

Kolędy i pastorałki

O tradycji i historii kolęd oraz pastorałek opowiada Dawid Rzepka, organista w kościele św. Wojciecha w Krakowie, student muzykologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Etymologia

Słowo „kolęda” pochodzi od łacińskiego słowa „calendae”, które oznaczało w czasach rzymskich początek każdego miesiąca, przy czym kalendy styczniowe obchodzono szczególnie radośnie i łączono to z wzajemnym wręczaniem podarunków, odwiedzaniem się. Można więc powiedzieć, że u zarania tradycji kolędowania leżał zwyczaj jeszcze przedchrześcijański, który na długo przetrwał w czasach chrześcijańskich. Zresztą, jeszcze w XVII wieku nazywano obdarowywanie się prezentami w okresie Bożego Narodzenia „dawaniem na kolędę”. Przy tym termin „kolęda” na określenie śpiewów związanych z Bożym Narodzeniem dawniej był stosowany sporadycznie. Właściwie dopiero w XIX w. upowszechniło się dzisiejsze znaczenie. Wcześniej nazywano kolędy „rotułami”, „kantykami” albo po prostu „pieśniami”.

Początki powstawania kolęd

Należy przypomnieć, że święto Bożego Narodzenia jest znacznie młodsze niż święto Wielkanocy. Pojawia się dopiero w IV w. – najpierw w liturgii rzymskiej, następnie rozprzestrzenia się na cały ówczesny chrześcijański świat. Z początku śpiewano w liturgii po prostu chorał – na przykład „Puer natus est nobis”, czyli introit na święto Bożego Narodzenia. Tak więc właściwie melodie śpiewane z okazji Bożego Narodzenia aż do czasów średniowiecza, renesansu nie różniły się od innych melodii kościelnych. O kolędach jako takich możemy mówić mniej więcej od XVI w. Znamy najstarsze pieśni bożonarodzeniowe z tego czasu, takie jak np. „Anioł pasterzom mówił” czy „Kiedy król Herod królował”. Widać w ich strukturze muzycznej, że nawiązują one do hymnów, do dostojnych melodii kościelnych, mają spokojny, równomierny tok rytmiczny i melodyczny. Kontynuacją tego poważnego, hymnicznego nurtu pieśni bożonarodzeniowych są np. takie kolędy jak angielska „Hark, the herald Angels sing”, która ma tekst pochodzący z XVIII wieku, natomiast melodia śpiewana obecnie jest nowsza (XIX-wieczna, autorstwa samego Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego).

Pastorałki

Pastorałki to nurt, który pojawia się w XVII wieku i należy do pobożności ludowej – często także w nawiązaniach do muzycznego stylu tańców ludowych. Znaczącą datą może być tu rok 1630, kiedy niejaki Jan Żabczyc wydał „Symfonie anielskie” – zbiorek 36 pieśni, które przełamywały dotychczasową konwencję twórczości kolędowej.  Żabczyc po raz pierwszy w historii kolęd wprowadził wtedy na dużą skalę motywy świeckie, obrazki z życia pasterzy itp., przy czym melodie były jeszcze bardziej niekościelne niż teksty, ponieważ autor zalecił, aby zamieszczone teksty wykonywać na melodie powszechnie znanych świeckich pieśni. Same melodie nie zostały wydrukowane, autor dołączył  w instrukcji pełny ich wykaz, co było, swoją drogą, często stosowaną praktyką w tym czasie i wcześniej, ponieważ drukowanie muzyki było o wiele bardziej skomplikowane niż drukowanie tekstu słownego – trzeba było posiadać albo osobny zestaw czcionek, albo wykonać drzeworyt czy miedzioryt, ale to też wymagało dodatkowych umiejętności. I na przykład jedna z tych pieśni, o tytule „Panna przedwieczna była bezpieczna”, została opatrzona instrukcją, że należy ją śpiewać na melodię „Poszła niewiasta z kurem do miasta”. Przybieżeli do Betlejem natomiast wykonywało się na melodię „Otóż tobie, pani matko” – przy czym, spieszę uspokoić: nie jest to ta sama melodia, którą śpiewamy dzisiaj. Ciekawostką jest, że obawiając się być może cenzury kościelnej, autor zbioru dołączył informację, że brak odpowiednich melodii jest tylko chwilowy i że został spowodowany niedostatkami w druku oraz krótkością czasu. Nie wiemy, czy była to tylko wymówka, ponieważ Żabczyc w niedługim czasie zmarł.

Tekst pastorałki często odbiega od poważnych tekstów liturgicznych. Odzwierciedlenie podziału na kolędy i pastorałki możemy zobaczyć w dzisiejszych śpiewnikach, tzn. mamy dokładnie podział na „pieśni na okres Narodzenia Pańskiego” oraz „kolędy domowe”, czyli tzw. pastorałki. Oprócz tego, że melodia pastorałek często jest bardziej „ludowa”, skoczna, to – jak już wspomniałem – tekst również miewa charakter apokryficzny – fantazja autorów dla zaspokojenia ciekawości dodaje różne „szczegóły”, o których Ewangelia nie wspomina. Należą tu również kołysanki, czyli np. „Gdy śliczna Panna”, „Lulajże Jezuniu” czy „Oj, Maluśki, Maluśki”. Istnieją też pastorałki, w których sam fakt narodzenia Boga jest traktowany jedynie jako pretekst do różnych barwnych opisów hucznej zabawy. Można też zaobserwować w tekstach zjawisko lokalizacji kolędy, tzn. opowiada się tak o narodzeniu Pańskim, jakby Bóg się narodził w Polsce, w bliskich nam warunkach kulturowych. I taką jest np. kolęda góralska „Dobrze, żeś się Jezu pod Giewontem zrodził”.

Po raz pierwszy ten podział na kolędy i pastorałki został ujęty w śpiewniku ks. Michała Marcina Mioduszewskiego wydanym w 1843 roku. We wstępie do tego śpiewnika autor definiuje pojęcie pastorałki jako tej bardziej rubasznej, opisującej sceny z wizyty pasterzy i ukazującej człowieczeństwo Jezusa i Maryi. I ten podział, jak już wspominałem, w „Śpiewniku kościelnym ks. Jana Siedleckiego” utrzymuje się do dziś.

Można jeszcze właściwie wspomnieć o kolejnej kategorii i w XX wieku wyróżnić piosenki bożonarodzeniowe, których możemy posłuchać w radiu. Duża część z nich jest związana tylko z atmosferą Świąt, która jest bardzo podkreślana, ogólną „świątecznością” i cechuje się nieobecnością wątków religijnych. Treść tych piosenek może być wręcz związana z pogodą – np. opowiada o tym, że pada śnieg. Do tej kategorii należą takie utwory, jak: „Christmas time”, „Last Christmas” czy „Jingle Bells”.

Kolędy a liturgia w Kościele katolickim

Okres kolędowy rozpoczyna się od 25 grudnia. Zgodnie z kalendarzem liturgicznym każda uroczystość rozpoczyna się po zmroku dnia poprzedniego, dlatego już 24 grudnia wieczorem możemy śpiewać kolędy. Okres ten kończy się w Niedzielę Chrztu Pańskiego – pierwszą niedzielę po Objawieniu Pańskim (czyli po 6 stycznia). Potem  następuje okres zwykły, który w liturgii już nie odnosi się do narodzenia Pańskiego, ale tradycyjnie nazywamy go okresem kolędowym. Kończy się on dopiero 2 lutego, świętem Ofiarowania Pańskiego. Wtedy kolędy znów się „legalnie” wykonuje, natomiast pomiędzy tą pierwszą niedzielą po 6 stycznia a drugim lutego, ściśle trzymając się przepisów liturgicznych, nie należy w czasie liturgii wykonywać kolęd. Można oczywiście jak najbardziej wykonywać koncerty kolędowe etc. poza Mszą św. Wolno też śpiewać kolędy po jej zakończeniu, czyli po rozesłaniu (jako tzw. pieśń na wyjście) lub przed Mszą św. Ale w trakcie samej Mszy kolędy nie powinny się już w tym czasie pojawiać.

Jeżeli chodzi o instrumentarium, to tę kwestię także określają przepisy liturgiczne, które wyraźnie mówią, że przede wszystkim pierwsze miejsce ma w kościele głos ludzki, potem – jako szczególnie uprzywilejowany instrument – występują organy. Mogą pojawić się inne instrumenty, o ile ich  natura i wykorzystanie nie są sprzeczne z atmosferą sacrum. Tak więc wykluczone są takie instrumenty jak przykładowo perkusja czy gitara elektryczna – są one wprost wymieniane w dokumentach liturgicznych jako zabronione. Natomiast w praktyce sposób użycia instrumentów też ma pewne znaczenie, ponieważ można grać tak, żeby to odpowiadało duchowi liturgii na instrumentach, które nie są typowo przeznaczone do liturgii. A z drugiej strony i śpiewem można wykonać muzykę, która nie nadaje się do towarzyszenia Mszy świętej.

Dawid Rzepka/RIRM

drukuj