fot. PAP/Reprodukcja

J. J. Kasprzyk w „Naszym Dzienniku”: Pałac Saski – pałac symbol

Bywają miejsca, których los w jakiejś mierze odzwierciedla historię danego narodu. W naszych dziejach jednym z takich miejsc jest Pałac Saski i jego najbliższe otoczenie. Jego historia to opowieść o polskim doświadczeniu ostatnich trzystu lat. O chwilach chwały, klęski, upadku i triumfu.

Królewska rezydencja

Tam gdzie dziś warszawiacy raczą się chłodem fontanny ogrodu Saskiego, wznosił się w XVII wieku dwór, a później piętrowy pałacyk rodziny Morsztynów. Ród przeszedł do historii głównie za sprawą Jana Andrzeja – sprawnego polityka tamtej doby, podskarbiego koronnego i sekretarza królewskiego, a nade wszystko poety barokowego, który dał Polsce pierwszy przekład „Cyda” Pierre’a Corneille’a. Gdy na tronie Rzeczypospolitej Obojga Narodów zasiadł August II Mocny z dynastii Wettynów, zakupił on od Morsztynów pałac, przebudował go gruntownie i uczynił swą rezydencją. Pałac stał się jednym z elementów ciekawego i niezwykle urokliwego, także z uwagi na sąsiadujący z nim ogród, założenia urbanistycznego zwanego Osią Saską, która ciągnęła się od Krakowskiego Przedmieścia aż po koszary wojskowe na Mirowie.

Całość nabrała szczególnego blasku w połowie XVIII wieku, czyli już za panowania Augusta III Sasa. Tętniło tu życie polityczne i kulturalne, także dzięki okazałemu amfiteatrowi, usytuowanemu w ogrodach. Pałac utracił status rezydencji królewskiej, gdy na tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski. Wówczas życie polityczne, kulturalne i towarzyskie stolicy przeniosło się po części na zamek, a głównie do kompleksu parkowo-pałacowego, nazwanego Łazienkami Królewskimi. Był to już jednak czas upadku mocarstwa, jakim jeszcze wiek wcześniej była Rzeczpospolita.

Ościenne imperia podjęły decyzję o wymazaniu Polski z map Europy i świata, wykorzystując do tego również podsycaną zręcznie anarchię wewnętrzną, której nie zdążyły już uporządkować reformy Sejmu Wielkiego i uchwalenie Konstytucji majowej w 1791 r. Trzy lata później Pałac Saski stał się świadkiem krwawej, lecz zwycięskiej dla Polaków bitwy stoczonej przez powstańców Tadeusza Kościuszki z armią rosyjską. Niepodległości nie udało się jednak ocalić. Rosja, Prusy i Austria rozdrapały do końca terytorium Rzeczypospolitej, a nieszczęsny król Poniatowski, dołączywszy wcześniej do obozu zdrady narodowej, czyli konfederacji targowickiej, w dzień imienin imperatorowej Rosji, Katarzyny, w 1795 r. abdykował, przypieczętowując tym samym formalnie likwidację państwa.

Noc zaborów

Pałac Saski był niemym świadkiem chwil radości i nadziei w dobie napoleońskiej. Tutaj cesarz Napoleon przyjmował defilady wojsk francuskich i sprzymierzonych z nimi wojsk Księstwa Warszawskiego. Nadzieje prysły wraz z klęską cesarza w wojnie z Rosją. Po kongresie wiedeńskim pałac stał się własnością rządu Królestwa Polskiego, a w jego części utworzono liceum. Języka francuskiego uczył w nim Mikołaj Chopin, ojciec Fryderyka. Z tego tytułu rodzina Chopinów przez siedem lat zajmowała skromne mieszkanie na drugim piętrze pałacu, a nasz największy kompozytor tu właśnie pobierał pierwsze lekcje gry na fortepianie. Tu także powstały jego dziecięce kompozycje, zachwycające do dziś dojrzałością i mistrzostwem, jak „Polonez g-moll”.

W tym czasie plac przed pałacem powiększono i wybrukowano. Było to ulubione miejsce wielogodzinnych przeglądów wojska dokonywanych przez wielkiego księcia Konstantego. Miał on szczególne zamiłowanie do obserwowania wyczerpujących żołnierzy musztr paradnych, co oceniane było powszechnie jako dowód na jego psychopatyczną naturę. Najdrobniejsze formy wojskowej niedyspozycji, nie mówiąc już o niesubordynacji, karał bezwzględnie i publicznie. Plac Saski stawał się więc świadkiem ataków szału księcia, które w literaturze utrwalił Juliusz Słowacki w „Kordianie”.

Po upadku Powstania Listopadowego pałac przebudowano w stylu klasycystycznym, wyburzając jego środkową część, a w jej miejsce usytuowano charakterystyczną kolumnadę w porządku korynckim. W tym kształcie pałac przetrwał ponad sto lat, a jego użytkownikiem była armia rosyjska. Plac przed pałacem miał być z kolei wizytówką „rosyjskiej Warszawy”. W 1841 r. usytuowano tu pomnik dedykowany tym oficerom Królestwa Polskiego, którzy nie poparli spisku podchorążych Piotra Wysockiego, opowiedzieli się za rosyjską dominacją i carem, a przeciw insurekcji listopadowej 1830 r. Monumentalny pomnik, zaprojektowany na polecenie osławionego Iwana Paskiewicza, nosił oficjalnie nazwę „pomnik Polaków poległych za wierność swojemu monarsze”. Warszawska ulica określała go dosadniej, nadając mu miano pomnika zdrajców.

Z kolei po klęsce Powstania Styczniowego Rosjanie przystąpili do budowy na placu Saskim wielkiej cerkwi Aleksandra Newskiego. Budowla wraz z gigantyczną, 70-metrową dzwonnicą górowała nie tylko nad Pałacem Saskim, ale też nad całym miastem. Jej budowę ukończono w 1912 r. Miała przypominać niepokornym Polakom, że Rosja była, jest i będzie na zawsze włodarzem Warszawy, a snucie marzeń o niepodległości skazane jest na porażkę. Cerkiew służyła jednak zaborcy rosyjskiemu zaledwie trzy lata. Wyniki zmagań frontowych I wojny światowej spowodowały, że Rosjanie zmuszeni byli opuścić Warszawę, która znalazła się pod okupacją niemiecką.

Gdyby zastosować historyczne analogie, można by powiedzieć, że podobną funkcję jak cerkiew na placu Saskim miał pełnić górujący nad stolicą, wzniesiony w latach komunistycznego terroru Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Gorzka refleksja przychodzi wówczas, gdy porównamy, co z takimi symbolami robiono w II Rzeczypospolitej, a co robi się współcześnie. Polska, która odzyskała niepodległość w 1918 r., dość szybko poradziła sobie z tym problemem. Najpierw rozebrano dzwonnicę cerkwi, a w latach 1924-1926 zniknęła ona w ogóle z powierzchni placu. I było oczywiste dla wszystkich, że symbol rusyfikacji nie może istnieć w przestrzeni publicznej. Niestety, III Rzeczpospolita po dziś dzień nie potrafi sobie poradzić z symbolem stalinizmu, jakim jest Pałac Kultury i Nauki.

Tu spoczywa Żołnierz Nieznany

Po 1918 r. Pałac Saski stał się jednym z najistotniejszych miejsc życia politycznego i wojskowego odrodzonej po latach zaborów Polski. Jego wnętrza zajął Sztab Generalny Wojska Polskiego, a tym samym pałac stał się świadkiem kluczowych dla losów Polski i Europy wydarzeń. To tu, według wskazań Marszałka Józefa Piłsudskiego, opracowany został pod kierunkiem generałów Tadeusza Rozwadowskiego i Tadeusza Piskora plan zwycięskiej Bitwy Warszawskiej, uznanej za jedną z decydujących o losach świata. Tu także polscy kryptolodzy pod kierunkiem Jana Kowalewskiego złamali szyfry bolszewickie, co walnie przyczyniło się do wiktorii w wojnie 1920 r. Ich śladem podążyli pracownicy Biura Szyfrów kierowanego przez płk. Gwidona Langera, wybitni matematycy: Jerzy Różycki, Marian Rejewski i Henryk Zygalski. To oni w 1932 r. złamali kod niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Tuż przed wybuchem II wojny światowej tą wiedzą podzielili się z naszym sojusznikiem – Wielką Brytanią. Kto wie, jak wyglądałyby losy Europy i świata, gdyby nie ta wiedza…

Pałac był wtedy także, a może przede wszystkim, jednym z najważniejszych symboli niepodległej Rzeczypospolitej. W 1923 r. w obecności Marszałka Piłsudskiego i marszałka Ferdinanda Focha odsłonięto przed nim pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Stanął na cokole z rozebranego pomnika Iwana Paskiewicza. Dwa lata później kolumnadę pałacu wybrano jako lokalizację Grobu Nieznanego Żołnierza – w zamyśle twórców miejsca najświętszego dla wspólnoty narodowej i państwowej. Prace przygotowawcze trwały rok. Dokonano losowego wyboru z listy piętnastu pobojowisk z czasów walk o granice odrodzonej Polski. Uczynił to ogniomistrz Józef Buczkowski, najmłodszy kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari. Wybór padł na Lwów. Tam na cmentarzu Orląt Jadwiga Zarugiewiczowa, polska Ormianka, której syn Konstanty zginął rozsieczony bolszewickimi pałaszami w bitwie pod Zadwórzem, a ciała jego nie odnaleziono, wskazała na bezimienną trumnę. Spoczywał w niej młodociany ochotnik, czternastolatek, którego imienia i nazwiska nigdy nie udało się ustalić, poległy w obronie Lwowa w walkach z Ukraińcami jesienią 1918 r.

W Dzień Zaduszny 1925 r. jego doczesne szczątki przywieziono do Warszawy i uroczyście złożono w kolumnadzie Pałacu Saskiego, zdobiąc grób napisem: „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę”. Przy grobie zapłonął wieczny znicz pamięci, dzień i noc stała przy nim wojskowa warta honorowa, a składanie tu wieńców stało się najważniejszym elementem wszystkich uroczystości państwowych i wizyt delegacji zagranicznych. Wokół grobu umieszczono tablice z nazwami miejscowości, w których toczone były boje o wolność Rzeczypospolitej.

Grób Nieznanego Żołnierza i plac przed nim, noszący od 1928 r. imię Marszałka Józefa Piłsudskiego, był aż do wybuchu wojny miejscem najważniejszych uroczystości, defilad wojskowych i obowiązkowym miejscem odwiedzin dla gości z kraju i zza granicy. W sąsiadującym z Pałacem Saskim Pałacu Brühla siedzibę swą miało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. I to tu zapewne wiosną 1939 r. układał swą mowę sejmową płk Józef Beck. Mowę, w której wyraził stanowcze „nie!” ekspansyjnej polityce niemieckiej III Rzeszy.

„Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor!” – stwierdzał szef MSZ. Kilka miesięcy później wierni temu przesłaniu Polacy, jako pierwsi na świecie, stawili czoła dwóm największym totalitaryzmom XX wieku: niemieckiemu narodowemu socjalizmowi i sowieckiemu komunizmowi.

Zgliszcza

W czasie okupacji niemieckiej Pałac Saski zajął Wehrmacht, a Pałac Brühla gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer. Plac otrzymał imię Adolfa Hitlera, a z dawnych śladów pozostał tylko Grób Nieznanego Żołnierza, którego Niemcy nie odważyli się usunąć. Na znak swej dominacji ustawili jednak przed nim wielką literę „V”, która miała oznaczać zwycięstwa niemieckie na wszystkich frontach wojennych. Nie stała długo. W nocy z 28 na 29 lipca 1941 r. została skutecznie zniszczona przez bohaterskiego harcerza Szarych Szeregów Czesława Zadróżnego w ramach jednej z najbardziej spektakularnych, choć ryzykownych akcji tzw. małego sabotażu.

Pałac przetrwał walki powstańcze bez większych uszkodzeń. Dopiero w grudniu 1944 r. niemieccy barbarzyńcy dokonali jego całkowitego zniszczenia, gdy planowo i systematycznie zamieniali Warszawę w miasto gruzów i ruin. Wraz z pałacem płonęły i były wysadzane w powietrze wszystkie zabytki, świątynie, gmachy użyteczności publicznej, domy mieszkalne, pomniki. Był to odwet za polskie marzenie o wolności, urzeczywistnione podczas 63 dni walk powstańczych. Niezwyciężona Warszawa miała zniknąć z powierzchni ziemi. Cudem ocalał Grób Nieznanego Żołnierza, bo akurat w tym miejscu nie uległy detonacji podłożone przez Niemców materiały wybuchowe. Cudem ocalała też figura Chrystusa sprzed kościoła Świętego Krzyża. I choć znalazła się na ziemi, to nadal Chrystus wskazywał swym palcem drogę ku przyszłości z wołaniem: Sursum corda – W górę serca.

Niech zstąpi Duch Twój

Jeden z symboli II Rzeczypospolitej – Pałac Saski – nie został po wojnie odbudowany, a wszelkie inicjatywy w tej sprawie były torpedowane przez władze komunistyczne. Pozostawiono tylko niewielki jego fragment, w którym mieści się Grób Nieznanego Żołnierza. Większość komunistycznych wieców, ceremonii czy pochodów zostało przeniesionych na plac Defilad przy Pałacu Kultury. Nie powrócono oczywiście do przedwojennego patrona placu, nazywając miejsce placem Zwycięstwa. Nazwa ta nabrała zupełnie nowego znaczenia w 1979 r. Wówczas hołd cieniom Nieznanego Żołnierza złożył przybyły z pierwszą pielgrzymką do Ojczyzny Ojciec Święty Jan Paweł II. Podczas homilii powiedział: „Na iluż to miejscach Europy i świata żołnierz polski przemawiał swą śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”. I kończył słowami, które zmieniły bieg dziejów: „Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój. I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Słowa te zapoczątkowały ostateczne starcie dobra ze złem. Polacy powstali z kolan, uwierzyli, że sny o wolności mogą stać się realne, że nie wolno tracić nadziei. W podobnym duchu spotkali się w tym miejscu na uroczystościach pogrzebowych Prymasa Tysiąclecia i spotykali się wielokrotnie nawet wówczas, gdy komuniści podjęli ostatnią rozpaczliwą próbę utrzymania się przy władzy przez wprowadzenie stanu wojennego. Wtedy na placu układany był znak krzyża z kwiatów, „nielegalnych kwiatów” – jak śpiewał w latach 80. Jan Pietrzak.

Po latach przyszła suwerenność. Ale już na początku III Rzeczypospolitej wielu, w tym śp. prezydent Lech Kaczyński, słusznie zauważało, że suwerenność jest czynnikiem niewystarczającym, choć niezbędnym dla trwania Narodu. Aby Naród trwał współcześnie i myślał o przyszłości, potrzebna jest nieustanna dbałość o ducha Narodu, o wychowanie pokoleń także w kulcie pamięci o przeszłości. Bo pamięć kształtuje tożsamość i tworzy kod kulturowy wspólnoty, jaką jest Naród. Ważnymi zaś elementami, które politykę pamięci kształtują, są zabytki kultury materialnej, są miejsca symbole. Należy do nich bez wątpienia Pałac Saski, którego losy są podobne do losów Polski. Jego odbudowa będzie więc klamrą spinającą nasze trudne doświadczenie historyczne ostatnich trzech stuleci.

Jan Józef Kasprzyk, „Nasz Dziennik”

drukuj