
Dr O. Kida: W momencie w którym jest tak, że prawo ustępuje polityce, zaczyna rządzić siła i to taka rozumiana w sposób dosłowny, czyli ten, kto ma narzędzia, żeby coś wyegzekwować, staje się prawem
Sądownictwo opiera się na rządach prawa, ale pamiętajmy, że rządy prawa polegają na tym, że to polityka klęka przed prawem, a nie prawo przed polityką. W momencie w którym jest tak, że prawo ustępuje polityce, zaczyna rządzić siła i to taka rozumiana w sposób dosłowny – mówił w niedzielnych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam dr Oskar Kida, konstytucjonalista. Gościem programu była również sędzia Kamila Borszowska-Moszowska.
Polska konstytucja zaznacza, że wszystkie trzy władze – ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza – są od siebie odrębne. Preambuła ustawy zasadniczej podkreśla ich współpracę. Jak zaznaczył dr Oskar Kida, jest to stan modelowy. W rzeczywistości dochodzi do tarć między władzami i jest to całkowicie normalne. Problem w tym, że obecny spór o sądownictwo dawno wyszedł poza ramy normalności w tym zakresie. Na porządku dziennym jest łamanie prawa przez polityków koalicji władzy, w tym konstytucji, o którą tak mocno upominali się przez osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy – tak samo jak o praworządność. Teraz zasady państwa prawa są jawnie deptane, zwłaszcza w kwestii wymiaru sprawiedliwości.
– Sądownictwo opiera się na rządach prawa, ale pamiętajmy, że rządy prawa polegają na tym, że to polityka klęka przed prawem, a nie prawo przed polityką (…). W momencie w którym jest tak, że prawo ustępuje polityce, zaczyna rządzić siła i to taka rozumiana w sposób dosłowny, czyli ten, kto ma narzędzia, żeby coś wyegzekwować, staje się prawem – zwrócił uwagę konstytucjonalista.
Część środowiska sędziowskiego sprzeciwia się reformom wprowadzanym przez Prawo i Sprawiedliwość. Byli oni wśród tych, którzy najgłośniej krzyczeli, że ówcześni rządzący łamią konstytucję. Jednak nie chodziło wcale o praworządność i poszanowanie zapisów ustawy zasadniczej, ale o bycie niejako samodzierżcami w polskim sądownictwie. Jeden z tych sędziów sam swego czasu nazwał swoje środowisko „nadzwyczajną kastą”. Tej „kaście” nie spodobała się utrata wpływu w sferze powoływania sędziów.
– Wpływu, kto zostaje sędzią, kto przychodzi do zawodu, kto awansuje, bo system, który był przewidziany przez poprzednią ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, przewidywał to, że to sędziowie sami decydowali o tym, kto przychodzi do zawodu. Taki prosty przykład to Sąd Najwyższy. Awans do Sądu Najwyższego mogła dostać jedna z dwóch osób, która została przedstawiona przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego – tłumaczyła sędzia Kamila Borszowska-Moszowska.
Rozmówczyni TV Trwam zaznaczyła, że taki stan rzeczy, gdzie „swoi decydują o swoich”, jest niebezpieczny.
– To jest bardzo niebezpieczne, dlatego że powoduje różnego rodzaju układy, a tam, gdzie zaczynają się układy, tam kończy się wymiar sprawiedliwości. Przed 2018 r. (bo to końcówka 2017 r., kiedy ta ustawa została zmieniona), tak naprawdę osoby były zapraszane do sądów wyższej instancji – zwróciła uwagę sędzia.
Stąd w wypowiedziach części środowisk prawniczych oraz polityków i mediów liberalno-lewicowych tak często pada określenie „neosędziowie” odnoszące się do sędziów powołanych w 2018 r. i później. Osoby związane ze starym układem nie akceptują tych sędziów, ponieważ zmiana przepisów, która umożliwiła ich powołanie, przełamała monopol „nadzwyczajnej kasty”.
– Proces powoływania sędziów czy ich awansu nie był [przed 2017 r. – radiomaryja.pl] taki transparentny, jak jest teraz, bo w tej chwili może się zgłosić każdy, każdy podlega ocenie. Potem obrady Krajowej Rady Sądownictwa są również publicznie transmitowane i uchwała, która zostaje podjęta przez Krajową Radę Sądownictwa, jest dostępna w internecie, można się zapoznać, więc można sobie samemu wyrobić zdanie. Wcześniej to było tak, że było tylko jedno zdanie w tej uchwale. Uważam (zresztą sami sędziowie to powiedzieli ustami sędzi Ireny Kamińskiej), że pragną zemsty i ta zemsta się realizuje – mówiła sędzia Kamila Borszowska-Moszowska.
Środowiska sędziowskie związane z dawnym układem uważają, że obecna ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa jest niezgodna z konstytucją. Jednak ustawa zasadnicza w kwestii wybierania sędziów do Krajowej Radzie Sądownictwa odsyła do ustawy. W takich przypadkach nie można się zatem odwoływać do konstytucji i sposobu wyboru członków odczytywać „między wierszami” czy z mglistego rozumienia „ducha konstytucji”.
– W momencie w którym mamy jasny przepis, gdzie wykładnia językowa nie pozostaje wątpliwości, nie powinniśmy sięgać po żadne inne dyrektywy wykładni. Przepis, o którym rozmawialiśmy, jest bardzo jasny i precyzyjny. W przeciwieństwie do posłów i senatorów (gdzie jest wskazane, że w skład Krajowej Rady Sądownictwa wchodzi czterech posłów wybranych przez Sejm i dwóch senatorów wybranych przez Senat) (…), konstytucja nie wymienia, spośród jakich sądów i nie mówi, przez kogo wybranych jest 15 sędziów. Dalej w tym samym przepisie mówi, że zasady wyboru (…) określi ustawa. Więc ustawodawca ma prawo tutaj ukształtować je w sposób o tyle dowolny, o ile nie ogranicza go właśnie choćby to, że musi zachować, że cały czas będzie tych czterech posłów dwóch senatorów, 15 sędziów, szczeble sądownictwa itd. – wyjaśnił dr Oskar Kida.
Nie ma zatem żadnego „neo-KRS” czy „neosędziów” i jeśli szanuje się rządy prawa, to nie może być mowy o podważaniu ich statusu.
radiomaryja.pl


