fot. PAP/Tomasz Gzell

Dr M. Sutkowski: W szczycie zakażeń manifestacje – niezależnie od poglądów – są społecznie niedopuszczalne. Martwię się o młodych ludzi, o ich rodziny i o nas wszystkich

W szczycie zakażeń, zgonów manifestacje  – niezależnie od poglądów – są po prostu społecznie rzeczą niedopuszczalną i my zakotwiczyliśmy się w pewnym absurdzie, żeby wysyłać osoby na protesty. Z tymi młodymi osobami koronawirus wraca do domów, wchodzi do ich rodziców czy dziadków i niestety rozwój choroby (to potwierdzają przykłady manifestacji w Hiszpanii, Francji) będzie widoczny. Martwię się o młodych ludzi, o ich rodziny i o nas wszystkich – podkreślił dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych oraz rzecznik prasowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

W Polsce szacuje się rekordowe zachorowania na COVID-19, a na ulicach protestujący, którzy wyrażają swoje niezadowolenie wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego.

Wolność wyrażania poglądów to jest na pewno jedno, ale pandemia to jest drugie. Polityka – polityką, poglądy – poglądami, ale jesteśmy w okresie pandemii. Porządek publiczny i bezpieczeństwo sanitarne wszystkich obywateli powinno być celem nadrzędnym. Nie może być tak, że „moje” jest na wierzchu. To nie może być wojna domowo – pandemiczna, to jest absurd – powiedział dr Michał Sutkowski.

Jak stwierdził prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych – musimy się uspokoić i odstąpić od protestów niezależnie od tego, jakie poglądy wyznajemy.

W szczycie zakażeń, zgonów, manifestacje  – niezależnie od poglądów – są społecznie rzeczą niedopuszczalną i zakotwiczyliśmy się w pewnym absurdzie, żeby wysyłać osoby na protesty. Z tymi młodymi osobami koronawirus wraca do domów, wchodzi do ich rodziców czy dziadków i niestety rozwój choroby (to potwierdzają przykłady manifestacji w Hiszpanii, Francji) będzie widoczny. Martwię się o zdrowie tych młodych ludzi, o ich rodziny i o nas wszystkich – zaznaczył lekarz.

Możliwości służby zdrowia są ograniczone.

Zbliżyliśmy się do granic możliwości służby zdrowia. Powoli zbliżamy się do ściany z uwagi na pandemię, z uwagi na liczne zachorowania, z uwagi, że sami prowokujemy (według badań 2/3 przypadków). Wprowadzane są z jednej strony – i słusznie – obostrzenia, zalecenia, profilaktyka sanitarna, która od soboty i od poniedziałku funkcjonuje. Gdy ona nie zostanie zrealizowana, efekt będzie się znosił w związku z dodatkową liczbą zakażonych pacjentów, którzy pojawią się na manifestacjach, w przestrzeni publicznej, na różnego rodzaju tego typu okazjach, gdzie siłą rzeczy nie ma możliwości trzymania dystansu, nie wszyscy noszą maski  – akcentował prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Jak podkreślił gość Radia Maryja – mamy obecnie „jesień wirusa”.

My już jako ochrona zdrowia zbliżyliśmy się do niemożliwego. Zwiększana liczba szpitali covidowych, kupowane respiratory, sprzęt (to trzeba oczywiście robić), ale to nic nie da, bo wąskim gardłem jest liczba personelu  – dodał.

Doktor wspomniał również o pacjentów nie covidowych.

Jest masa różnego rodzaju innych chorób, które chcemy i musimy leczyć, a nie możemy leczyć z uwagi na zajęcia dodatkowe, które wynikają po prostu z pandemii. Pomimo ogromnego zaangażowania całego personelu medycznego, nie tylko lekarzy, ale pielęgniarek, ratowników, pracowników technicznych szpitala, służb różnego rodzaju, wolontariuszy (którzy pomagają osobom starszym), służby wojskowej, straży pożarnej i wielu, wielu innym działaniom, także i Kościoła katolickiego, będziemy mieli zerowy efekt albo znikomy, dlatego że będzie pandemia na ulicach –  akcentował rzecznik.

Rozmówca „Aktualności dnia” zaapelował  na antenie Radia Maryja.

Niezależnie od tego, co myślicie i niezależnie od tego, co chcecie wyrażać, nie wyrażajcie tego w ten sposób, bo to jest przeciwko zdrowiu publicznemu. Wartości w pandemii naprawdę najważniejszej – podsumował.

Całą rozmowę z dr Michałem Sutkowskim można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj