fot. freepik.com

Samochody z Chin zalewają Europę

Chińskie samochody zalewają europejski rynek. Okazuje się, że to nie tylko zagrożenie dla przemysłu motoryzacyjnego. Auta z Chin to także zagrożenie dla bezpieczeństwa. Unia stara się reagować, ale nie wiadomo, czy będzie skuteczna.

Według „The Economist” w 2025 r. eksport chińskich samochodów do Europy wzrósł aż o 26 proc. i przekroczył milion sztuk. Widać to także na polskich ulicach. Na koniec 2023 r. w Polsce było zarejestrowanych niewiele ponad 300 chińskich samochodów. Tylko w tym roku zarejestrowano ich już prawie 40 tys. Powodem jest m. in. konkurencyjna cena – zwrócił uwagę dr Tomasz Teluk, politolog, prezes Instytutu Globalizacji.

– Zdobywają szturmem rynek, nawet mimo barier celnych i protekcjonizmu ze strony Brukseli. Wielu konsumentów woli kupić tańszy samochód, mniej za niego zapłacić. Stąd wybierają chińskie marki – wskazywał ekspert.

Niektóre modele chińskich samochodów są tańsze od europejskich aut z podobnym wyposażeniem nawet o kilkadziesiąt procent. To efekt przede wszystkim dotowania chińskich producentów przez tamtejsze władze. Chiny się nie zatrzymują i planują dalszą ekspansję na naszym rynku. Jeden z producentów chce do 2029 r. rozpocząć produkcję w Europie nawet 300 tys. sztuk pojazdów rocznie.

– Myślimy o Europie Wschodniej, a nawet Południowej. Rozmawiamy z różnymi krajami, różnymi rządami, które mogą mieć najbardziej preferowaną lokalizację i teren – poinformował prezes chińskiej firmy GWM, Parker Shi.

Chińskie samochody to nie tylko zagrożenie dla europejskiego przemysłu. To także zagrożenie dla własności prywatnej, dla wrażliwych danych i bezpieczeństwa państw.

„Inteligentne samochody, wyposażone w kamery, czujniki podczerwieni, skanery linii papilarnych i mikrofony, są w stanie rejestrować każdy ruch i głos kierowcy, pasażerów oraz osób znajdujących się w otoczeniu pojazdu” – możemy przeczytać w raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich „Smartfony na kółkach”.

Ośrodek alarmuje wprost – chińskie samochody mogą szpiegować na rzecz Pekinu i pośrednio dla Moskwy. Na zagrożenie dla europejskiego przemysłu i dla europejskiego bezpieczeństwa musi zareagować Unia – podkreśliła minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

– Chińczycy dopłacają do swoich produktów, konkurują nieuczciwie. W związku z tym cała Unia Europejska musi tak działać, żeby ograniczyć dostęp dotowanych produktów na rynki europejskie – zwracała uwagę szefowa resortu funduszy i polityki regionalnej.

W październiku zeszłego roku Unia Europejska wprowadziła ponad 45-procentowe cła na w pełni elektryczne samochody z Chin. Państwo Środka jednak przestawiło się na eksport do Europy samochodów spalinowych i hybrydowych, których taryfy nie obejmują. Bruksela i Pekin pracują jednak nad odejściem od ceł i zastąpieniem ich minimalną ceną za importowany chiński samochód.

Chiny z zadowoleniem przyjmują odnowione zaangażowanie Unii Europejskiej w ponowne rozpoczęcie negocjacji dotyczących zobowiązania cenowego i doceniają jej powrót na ścieżkę rozwiązywania różnic poprzez dialog – oznajmił rzecznik Ministerstwa Handlu Chin, He Yadong.

Unia stara się reagować na problemy europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Odpowiedzią jest rezygnacja Komisji Europejskiej z zakazu sprzedaży aut spalinowych po 2035 r. i zastąpienie go ograniczeniem emisji CO2 o 90 proc. przez producentów samochodów.

– Chiny agresywnie konkurują w kluczowych technologiach, w pojazdach elektrycznych i akumulatorach. USA wciąż nas wyprzedzają pod względem produktywności i innowacyjności w kilku sektorach. Przy tak zaciętej konkurencji, Unia Europejska musi po prostu przyspieszyć – argumentuje tę decyzję komisarz Unii Europejskiej ds. klimatu, Wopke Hoekstra.

To zmiana tylko pozorna, która nakłada na producentów ogromne koszty – ocenił poseł Grzegorz Płaczek z Konfederacji.

– Tego typu rozwiązania są po prostu szkodliwe, niemożliwe do wdrożenia i skończy się tym, że to chińskie samochody zaleją za chwilę europejski rynek i naprawdę nie ma się z czego cieszyć – stwierdził polityk.

Większe wymagania wobec producentów oznaczają wyższą cenę dla klienta.

– Jeśli cały czas będzie ten ekologiczny zielony radykalizm, to Chińczycy zniszczą europejski rynek samochodowy (zresztą już teraz ma on poważne problemy), bo będą zawsze starali się produkować taniej – mówił dr Tomasz Teluk.

Problemy europejskich producentów samochodów mogą odbić się na polskiej gospodarce. Mogą doprowadzić do zamknięcia fabryk samochodów działających w Polsce oraz likwidacji firm dostarczających podzespoły dla wielu europejskich producentów.

TV Trwam News

drukuj