fot. pixabay.com

[NASZ DZIENNIK] Walka z normalnością

Jedyna katolicka organizacja zajmująca się rodziną działająca przy Unii Europejskiej została pozbawiona finansowania przez Komisję Europejską – informuje „Nasz Dziennik”.

Coraz wyraźniej rysuje się granica, gdzie po jednej stronie w Unii Europejskiej stoją organizacje ideologicznie, a po drugiej te, które odwołują się do tradycyjnej wizji rodziny i porządku społecznego. Komisja Europejska zdecydowała bowiem o wykluczeniu z finansowania Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich w Europie (FAFCE) – jedynej formalnie działającej w Brukseli organizacji pozarządowej o wyraźnie chrześcijańskim charakterze.

– Decyzja Komisji Europejskiej tylko to potwierdza, że trwa otwarty już konflikt z fundamentami kulturowymi Europy. Odebranie funduszy dla FAFCE trudno interpretować inaczej niż jako otwarcie kolejnego frontu walki z normalnością – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jan Dziedziczak, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceszef polskiej dyplomacji.

Bruksela przeanalizowała sześć wniosków złożonych przez Federację i doszła do wniosku, że żaden z nich w należytym stopniu nie realizuje postulatów rewolucji 1968 r. Dlatego też ich ocenę zmniejszono o 30 proc., a tym samym odebrano szansę na uzyskanie środków.

– Zgłoszę ten fakt władzom Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) i zakładam, że na najbliższym posiedzeniu Parlamentu Europejskiego zażądamy od KE, aby się z tej decyzji wytłumaczyła – mówi Bogdan Rzońca, poseł do Parlamentu Europejskiego.

Jak dodaje, zmuszanie organizacji katolickich do promowania ideologii gender to działanie dyskryminacyjne na polu wolności religijnej.

– Komisja dopuściła się ciężkiego złamania prawa. Wolność religijna jest podstawą Unii. Mam nadzieję, że poszkodowane organizacje wniosą tę sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE – zaznacza europoseł.

Komisja Europejska, oceniając wnioski, zarzuciła Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich w Europie „ograniczone informacje na temat nierówności ze względu na płeć”, co – zdaniem urzędników – miało rzekomo wpływać na płytką analizę tzw. płci społecznej oraz niewystarczające zrozumienie barier w uczestnictwie różnych grup. W innym fragmencie oceny pojawił się zarzut, że choć wartości UE zostały formalnie uwzględnione, to zabrakło „jaśniejszych wyjaśnień”, w jaki sposób wdrażane będą takie zasady, jak godność człowieka, demokracja i równość, zwłaszcza w odniesieniu do języka uwzględniającego kwestie płci oraz mechanizmów zapobiegania dyskryminacji. Konkluzja była jednoznaczna: zabezpieczenia uznano za niewystarczające, a projekty – za niezgodne z oczekiwaniami ideologicznymi, choć słowo „ideologia” w dokumentach oczywiście nie pada. Natychmiast ich ocena spadła o 30 proc., a to ostatecznie przekreśliło ich szansę na znalezienie się na liście beneficjentów.

Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy tu do czynienia z działaniem jawnie dyskryminującym środowiska katolickie.

– Oczekiwanie, by organizacje odwołujące się do klasycznego rozumienia rodziny wpisały się w narrację, która to pojęcie rozmywa, relatywizuje albo wręcz zastępuje terminami w rodzaju „związki partnerskie” czy „struktury rodzinne”, jest nie tylko niepoważne, ale też sprzeczne z deklarowanym pluralizmem Unii Europejskiej – wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Arkadiusz Jabłoński, filolog, socjolog i filozof społeczny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. św. Jana Pawła II.

FAFCE właśnie dlatego istnieje, by budować alternatywę wobec koncepcji, w których rodzina zostaje zrównana z dowolną formą relacji, niezależnie od jej trwałości, struktury czy funkcji społecznej. Tymczasem sygnał wysyłany z Brukseli jest czytelny: w Unii Europejskiej coraz mniej miejsca pozostaje dla podmiotów, które bronią rodziny opartej na trwałym związku kobiety i mężczyzny.

– Widać to również w języku, który coraz częściej wypiera samo słowo „rodzina” z debaty publicznej i nauk społecznych, zastępując je formami mającymi rzekomo neutralizować jego „dyskryminujący” charakter. To nie jest przypadkowa zmiana terminologii, lecz element szerszego procesu osłabiania instytucji i środowisk stojących na straży tradycyjnego modelu życia społecznego – akcentuje prof. Arkadiusz Jabłoński.

Od lat Komisja Europejska konsekwentnie wymaga, aby w niemal każdym programie finansowym obecny był komponent równościowy.

– Początkowo chodziło głównie o parytety kobiet i mężczyzn oraz uwzględnianie perspektywy feministycznej. Dziś ta logika została znacząco poszerzona i obejmuje obowiązek afirmacji całego spektrum ideologii spod znaku queer i lgbt, często już nie jako jednego z możliwych punktów widzenia, lecz jako milcząco przyjętego standardu – zwraca uwagę Bogdan Rzońca.

Eliminowanie katolików

Pieniądze z unijnej kasy są dzielone według klucza światopoglądowego. Środowiska lewicowe i liberalne są uprzywilejowane, konserwatywne – systemowo eliminowane.

– Nie ma kryterium rozsądku, realizmu czy rzeczywistej użyteczności projektów. Jest za to obsesyjna potrzeba wpisywania do każdego dokumentu, nawet dotyczącego kwestii czysto ekonomicznych, zapisów o „równości płci”, „inkluzywności” i domniemanych formach dyskryminacji – akcentuje Jan Dziedziczak.

Wrogiem staje się chrześcijaństwo, a wraz z nim prawo naturalne i tradycyjna wizja ładu społecznego.

Decyzję Komisji Europejskiej ostro skomentował przewodniczący FAFCE Vincenzo Bassi, który w oficjalnym oświadczeniu nie pozostawił wątpliwości co do jej charakteru, nazywając ją wprost „dyskryminacją ideologiczną”. Stowarzyszenie, którego podstawowym celem jest promowanie i wzmacnianie rodziny jako fundamentu życia społecznego, zostało wykluczone z kluczowych programów unijnych, takich jak CERV czy Erasmus+. FAFCE wskazuje, że nie jest racjonalne to, że projekty przedstawiające rodzinę jako naturalne środowisko integracji, solidarności i ochrony najsłabszych otrzymują niskie noty, podczas gdy jeden z nich był w całości poświęcony tak palącemu problemowi, jak edukacja cyfrowa nieletnich i bezpieczeństwo dzieci w sieci.

Decyzja KE ma bezpośredni wpływ na dalsze funkcjonowanie organizacji. FAFCE, pozbawiona dostępu do finansowania unijnego, znalazła się w sytuacji granicznej. Aby utrzymać bieżące projekty i zachować ciągłość swojej działalności, stowarzyszenie potrzebuje pilnie 150 tys. euro. Bez tych środków w 2026 r. konieczne będą zwolnienia części zespołu.

To kolejny etap konsekwentnego wypychania chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej Unii Europejskiej, prowadzonego pod osłoną regulacji, które nie wynikają z żadnego społecznego konsensusu, lecz są wytworem wąskiego kręgu urzędniczo-politycznego.

– Komisja powołuje się na przepisy, które sama tworzyła, a następnie wykorzystuje je jako pałkę ideologiczną wobec tych, którzy nie chcą się podporządkować nowej ortodoksji – stwierdza Jan Dziedziczak.

Dla coraz szerszego grona obserwatorów sprawa ta jawi się jako kolejny etap ideologicznego dryfu Brukseli – już nie tylko w sferze deklaracji czy języka dokumentów, lecz w twardych decyzjach finansowych.

– Odcinanie organizacji chrześcijańskich od środków publicznych, gdy odmawiają one wpisania się w obowiązującą narrację, zaczyna przypominać systemową ofensywę wymierzoną w tych, którzy bronią życia, rodziny i tradycyjnej tożsamości europejskiej – konstatuje prof. Arkadiusz Jabłoński.

Dlatego ta sprawa nie może zostać zamieciona pod dywan.

– Powinna stać się przedmiotem debaty w Parlamencie Europejskim, najlepiej już na najbliższym posiedzeniu w Strasburgu. Komisja musi publicznie wyjaśnić, jakie kryteria stosuje i dlaczego uznaje, że organizacja katolicka z definicji narusza zasady równości – podsumowuje Bogdan Rzońca.

 

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj