„Niemiecki Danzig” i „»zbazowany« Hitler” – zakłamywanie historii w mediach społecznościowych
Przekłamania dotyczące historii – w szczególności II wojny światowej – nie są dziś wyłącznie domeną pojedynczych polityków czy instytucji. Coraz częściej tego rodzaju tezy podnoszone są oddolnie – w mediach społecznościowych, wśród zagranicznych środowisk skrajnych, które relatywizują niemieckie zbrodnie, wybielają nazizm i przenoszą winę na ofiary. To zjawisko zdaje się przybierać na sile i wkrótce może okazać się poważnym wyzwaniem dla polskiej polityki historycznej.
Zakłamywanie historii
Polska nie od dziś mierzy się z problemem przekłamań historycznych. Stwierdzenie, że kwestia ta powraca, byłoby niedopowiedzeniem. Należałoby raczej użyć sformułowania, że trwa nieprzerwanie, z okresami szczególnego nasilenia. Problem motywowanego politycznie rewizjonizmu historycznego dotyczy zwłaszcza narracji płynącej z zagranicy i odnosi się przede wszystkim do II wojny światowej. Niedawno głośno było o [skandalicznym wpisie instytutu Jad Waszem], w którym stwierdzono, że „Polska była pierwszym krajem, gdzie Żydzi zostali zmuszeni do noszenia wyróżniającej ich odznaki, w celu odizolowania ich od otaczającej ludności”, ale „zapomniano” dodać, że chodzi o Polskę okupowaną przez Niemcy. W podobnym duchu pojawiają się co jakiś nieprawdziwe i krzywdzące słowa o „polskich obozach śmierci”.
Niemcy jako ofiara II wojny światowej?
Przekłamania historyczne dotyczące II wojny światowej to przede wszystkim narracja umniejszająca winę Niemców. Tego rodzaju kłamstwa przybierają różne formy. Jedną z nich jest konsekwentne używanie słowa „naziści” w miejsce słowa „Niemcy”, kiedy mowa o niemieckiej agresji, okupacji, zbrodniach wojennych i Holokauście. Ma to w zamyśle oddzielić nazizm jako ideologię polityczną od państwa i narodu niemieckiego. Prowadzi to w ostateczności do konstatacji, że Niemcy jako naród byli jedną z ofiar Adolfa Hitlera i jego popleczników. Jest to oczywistą nieprawdą, jeśli spojrzy się na wysokie poparcie, jakim cieszył się dyktator – przypomnijmy: wybrany w sposób demokratyczny. Kiedy w dyskursie historycznym oddzieli się ideologię narodowo-socjalistyczną od narodu i państwa niemieckiego, możliwe są dalsze kłamstwa w rodzaju „polskich obozów śmierci” i przypisywania Polakom sprawstwa Holokaustu.
Innym aspektem niemieckiego rewizjonizmu historycznego, wybrzmiewającym coraz częściej, jest podważanie polskości ziem odzyskanych. Zauważyć to można zwłaszcza na przykładzie odniesień do Gdańska, gdzie przeciwnicy obecnego układu granic polsko-niemieckich używają niemieckiej nazwy miasta – „Danzig”. Gdańsk określany jest przy tym jako miasto niemieckie. Wśród proniemieckich internautów znaleźć można nawet twierdzenia, że jest on „obecnie okupowany przez Polskę”.


Z narracją o rzekomej niemieckości Gdańska łączy się również kwestia zakłamywania powodów wybuchu II wojny światowej. W tym kontekście pojawiają się głosy, że Adolf Hitler chciał tylko połączyć niemieckie ziemie oraz bronić ludności niemieckiej uciskanej przez Polaków (a nawet – jak twierdzą niektórzy internauci – przez „polskich Żydów”). To praktycznie powielanie niemieckiej propagandy z czasów III Rzeszy, a stąd bardzo blisko do szczególnie niebezpiecznych konkluzji.

„Hitler nie był wcale taki zły”?
Obok rozmydlania odpowiedzialności Niemców i rewizjonizmu dotyczącego ziem odzyskanych, w mediach społecznościowych można coraz częściej natknąć się na szokujące i skandaliczne tezy dotyczące nazizmu i samego Adolfa Hitlera. Co osobliwe, tego rodzaju sądy wygłasza część amerykańskiej prawicy. Niektórzy powołują się przy tym na słowa o „pokonaniu niewłaściwego wroga” w II wojnie światowej, przypisywane gen. George’owi Pattonowi (choć nigdy nie udowodniono, że amerykański dowódca był autorem takiej wypowiedzi). Logika usprawiedliwiania Adolfa Hitlera przez część Amerykanów w takim przypadku sprowadzać się może do następującego wnioskowania: „Komunizm jest zły, a Hitler walczył z komunizmem, więc Hitler był po tej samej stronie, co my”. Można pokusić się o stwierdzenie, że tego rodzaju uproszczone rozumowanie pozbawione głębszej refleksji historycznej może wynikać z ignorancji i postrzegania historii Europy z lat 30-tych i 40-tych XX wieku przez pryzmat współczesnych amerykańskich problemów. To tzw. błąd prezentyzmu.
Usprawiedliwianie nazizmu i Adolfa Hitlera łączy się z brakiem zaufania do akademickiej nauki (postrzeganej jako rzekomo całkowicie skażona marksizmem) i wiarą w teorie spiskowe dotyczące systemowego ukrywania przed opinią publiczną „prawdziwej” historii.
Adolf Hitler w świadomości osób wyrażających tego rodzaju poglądy jest wielkim obrońcą cywilizacji Zachodu i białej rasy, niesłusznie demonizowanym przez wpływowe środowiska komunistyczne i żydowskie.
Przykłady takiego myślenia można było zaobserwować w komentarzach do jednego z postów na platformie X w 2024 r., odnoszącego się do Sonderaktion Krakau. Choć sam wpis nie był pozbawiony politycznego zabarwienia i historycznych niedopowiedzeń – autor, historyk, użył przykładu Sonderaktion Krakau do poparcia swojej tezy, iż „faszyści nienawidzą intelektualistów” i ani razu nie użył w nim słowa „Niemcy” – to odpowiedzi na jego treść były nieporównywalnie bardziej oburzające.
Użytkownicy profili założonych w Stanach Zjednoczonych, odnosząc się do polskich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego represjonowanych przez Niemców używali określeń takich jak: „zdegenowani marksistowscy wywrotowcy”, „żydowscy intelektualiści piszący całe książki propagujące ich nienawiść i plany ludobójstwa” oraz „intelektualiści nazywający się -baum/-stein/-gold/-berg”.



Można zauważyć tu wspomniany wcześniej błąd prezentyzmu. Amerykańscy internauci, przekonani, że sfera akademicka w ich kraju jest opanowana przez „żydokomunę”, najwyraźniej uznali, że jest to zjawisko globalne i sięgające wiele lat wstecz. Tymczasem wykładowcy UJ represjonowani w Sonderaktion Krakau byli w większości polskimi katolikami o poglądach konserwatywnych.
Warto też wskazać, że jeden z internautów w odniesieniu do niemieckiej zbrodni użył młodzieżowego określenia „pretty based”, gdzie „based” jest trudnym do przetłumaczenia (poza quasi-ironiczną językową kalką „zbazowany”) słowem wyrażającym aprobatę w stosunku do odważnych, słusznych i nonkonformistycznych poglądów lub działań. Nie jest to odosobniony komentarz pojedynczego internetowego trolla. Przenikanie rewizjonizmu i negacjonizmu zbrodni niemieckich z okresu II wojny światowej do kultury internetowej to niestety częste zjawisko, zwłaszcza w środowiskach związanych z amerykańskim białym nacjonalizmem.

Groyperzy – nienawistnicy spod znaku zielonej żabki
W anglojęzycznej części internetu w negowaniu Holokaustu, wybielaniu Adolfa Hitlera i powielaniu nazistowskiej propagandy prym wiodą niewątpliwie groyperzy (ang. groypers). To młodzieżowy ruch amerykańskich białych nacjonalistów skupionych wokół postaci Nicka Fuentesa, kontrowersyjnego influencera politycznego. Nick Fuentes nie jest niszową postacią. Na platformie X ma aż 1,2 mln obserwujących – to dużo, zważywszy na ekstremistyczne poglądy, jakie reprezentuje.
Swoją nazwę groyperzy zaczerpnęli od jednego z wariantów żabki Pepe, popularnego internetowego memu. Pulchny, zielony, uśmiechnięty w wyrazie samozadowolenia płaz stał się maskotką ruchu, umieszczaną (w różnych wariantach) na zdjęciach profilowych jego członków w mediach społecznościowych. Z racji na młody wiek i obeznanie z kulturą internetu, groyperzy sprawnie posługują się charakterystycznym żargonem i memami w głoszeniu swoich racji.
Oprócz typowych dla prawicy poglądów wyrażających sprzeciw wobec ideologii LGBT, masowej imigracji i szeroko pojętego marksizmu, groyperzy głoszą poglądy skrajne – propagują rasizm, antysemityzm, mizoginię, kłamstwo oświęcimskie i usprawiedliwianie nazizmu oraz nie stronią od wulgarnego języka pełnego pogardy. W kontekście rasizmu zauważalna jest wyraźna hipokryzja tego ruchu. Groyperzy m.in. nie uznają Słowian za przedstawicieli rasy białej, a jednocześnie ich lider ma m.in. meksykańskie korzenie.
Wyjątkowo przykrym jest fakt, iż za podstawę swojego światopoglądu groyperzy uznają chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm, głównie dlatego, że ich guru sam określa się mianem katolika. Nietrudno jednak zauważyć, że ogromna część idei głoszonych przez groyperów, a także sposób ich wyrażania, są nie do pogodzenia z nauczaniem Kościoła. Zapewne „katolickość” tego ruchu ma jedynie aspekt kontrkulturowy i prawdopodobnie służy wyróżnieniu się spośród reszty prawicowych ruchów w Stanach Zjednoczonych, w których dominują tradycje protestanckie.
Sam Nick Fuentes wygłosił szereg skandalicznych słów dotyczących nazistowskich Niemiec i Adolfa Hitlera. Stwierdził on m.in., że Polacy powinni wybaczyć Adolfowi Hitlerowi, oraz że niemiecki przywódca był „cool” i miał „aurę”. „Aura” to kolejne określenie z młodzieżowego slangu rozpowszechnione w mediach społecznościowych. Odnosi się ono do charyzmy i podziwu, jaki wzbudza dana osoba. Osoby twierdzące, że przywódca III Rzeszy miał „aurę”, często publikują w internecie klipy sklejone z fragmentów filmów z udziałem dyktatora, które charakteryzuje dynamiczny, efektowny montaż i muzyka z silną linią basową. Wpisują się one w nurt memów z rodzaju „sigma”, „gigachad”, „aura farming”, „based” – bez szczegółowego wyjaśniania znaczenia poszczególnych terminów wystarczy jedynie wskazać, że chodzi w nich o ukazanie kogoś jako silnej, niezależnej, nonkonformistycznej osobowości. Takie przedstawienie postaci Adolfa Hitlera przywodzi na myśl „Triumf Woli” – „arcydzieło” niemieckiej propagandy doby hitleryzmu.



Należy przy tym wskazać, że sposób działania groyperów daje im łatwą linię obrony przed konsekwencjami swoich wypowiedzi. Zawsze mogą wyprzeć się swoich poglądów, twierdząc, że to wyłącznie ironiczne memy i internetowy trolling. W takim ujęciu bardzo łatwo sprowadzić całą sytuację do absurdu i ośmieszyć wszystkich, którzy starają się ją nagłaśniać.
Wyzwanie dla polskiej polityki historycznej
Skala rewizjonizmu i negacjonizmu historycznego w mediach społecznościowych każe twierdzić, że nie jest to marginalne zjawisko. Im więcej czasu mija od zakończenia II wojny światowej, im mniej jest naocznych świadków tragicznych wydarzeń doby niemieckiej okupacji, a nauka w wydaniu akademickim jest coraz częściej deprecjonowana jako z natury skażona marksizmem, tym łatwiej o przekłamania historyczne. Zważywszy na kierunek, w jakim podążają media społecznościowe, staje się to zjawiskiem oddolnym. W takim przypadku rodzą się pytania o skuteczność polskiej polityki historycznej w tych nowych realiach. Zauważmy, że do tej pory poglądy rewizjonistyczne oraz kłamliwie przypisujące Polakom winę za niemieckie zbrodnie miały charakter incydentalny i wygłaszały je konkretne osoby – jak Erika Steinbach czy Jan Tomasz Gross. Dzięki temu instytucjom państwowym, takim jak Instytut Pamięci Narodowej, politykom oraz mediom łatwiej było odnieść się do sprawy i obalić argumenty zwolenników tego rodzaju tez.
Obecnie kwestia rewizjonizmu przybrała mocno oddolny charakter. Instytucje państwowe nie są w stanie odpowiadać na każdy wpis w mediach społecznościowych domagający się zwrotu ziem odzyskanych czy na każdy przypadek, kiedy guru groyperów podczas transmisji na żywo wygłosi pochwałę Adolfa Hitlera. Oczywiście istnieją tzw. portale factcheckingowe oraz notatki społeczności na platformie X, ale trudno łudzić się, że tego rodzaju zabiegi zdadzą się na cokolwiek w przypadku osób dotkniętych „syndromem oblężonej twierdzy” i święcie przekonanych o słuszności swoich poglądów ze względu na ich „antysystemowość”.
To problem, na który trudno znaleźć receptę. W Niemczech rośnie poparcie dla nacjonalistycznej partii AfD, w której nie brakuje osób o poglądach rewizjonistycznych w stosunku do Polski, a w USA ruch groyperów ma poważne ambicje, by wejść do świata „dużej polityki” – zwłaszcza, że Nick Fuentes zaczął urastać do rangi twarzy młodej amerykańskiej prawicy po tragicznej śmierci swojego politycznego rywala – Charliego Kirka, który reprezentował zdecydowanie bardziej kulturalny i wyważony konserwatyzm. To może oznaczać, że w nie tak dalekiej przyszłości problem przekłamań historycznych dotyczących historii XX wieku może dotknąć sfery stosunków międzynarodowych w jeszcze większym stopniu niż obecnie.
radiomaryja.pl



