[JESTEM W KOŚCIELE] Jak się modlisz, tak wierzysz: dlaczego gesty liturgiczne mają znaczenie
„Liczy się tylko to, co masz w sercu”. Tak brzmi jeden z najczęstszych argumentów podważających znaczenie odpowiednich postaw, gestów i praktyk liturgicznych. Ci, którzy próbują zwracać uwagę, że sposób, w jaki się modlimy podczas liturgii, kształtuje naszą wiarę, są uznawani za sztywnych i wyzywani od faryzeuszy. Tymczasem tę zależność potwierdza nie tylko autorytet Kościoła, ale nawet badania naukowe, które dowodzą, że tradycyjne praktyki liturgiczne sprzyjają większej wierze w realną obecność Chrystusa w Eucharystii.
Chodzi o badania przeprowadzone w USA przez psycholog dr Natalie Lindemann z Uniwersytetu Williama Patersona w New Jersey i opublikowane w czasopiśmie Catholic Social Science Review. Najciekawsze wnioski płynące z tych badań dotyczą różnic między wiernymi przyjmującymi Komunię Świętą do ust i na rękę. Okazało się, że ci, którzy zachowują tę pierwszą praktykę, o wiele częściej wykazują wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Wśród osób przyjmujących Komunię na rękę jest to 25-30 proc., zaś wśród przyjmujących do ust 55-60 proc. Również obserwacja innych wiernych przyjmujących Komunię do ust, a także kontakt z tzw. Mszą trydencką wiązały się z wyższym poziomem wiary. Dla niektórych może być to szok, jednak nie dla mnie. Wystarczy wspomnieć, iż największe w historii badanie przeprowadzone wśród amerykańskich katolików wykazało, że ich zdaniem praktyka Komunii na rękę jest jedną z głównych przyczyn utraty wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. Jeśli ktoś jest zainteresowany zgłębieniem zawiłości wokół tej kontrowersyjnej praktyki, to odsyłam do mojego felietonu sprzed roku pt. „Prawda o Komunii Świętej na rękę”.
Stąd też oczywisty wniosek dr Lindemann – gesty takie jak klękanie, przyklękanie czy przyjmowanie Komunii do ust umacniają wiarę skuteczniej niż luźniejsze lub opcjonalne formy. Dlatego proponuje ona powrót do tradycyjnych praktyk liturgicznych jako receptę na zwiększenie wiary amerykańskich katolików w dogmat o rzeczywistej obecności Chrystusa w konsekrowanym chlebie i winie.
Niestety mimo to niektórzy wciąż zaklinają rzeczywistość dezawuując rolę norm regulujących sposób oddawania Bogu czci i wprowadzając sprzeczności między formą a treścią/istotą, co jest nie tylko nieracjonalne, ale i całkowicie obce chrześcijaństwu. Tę fałszywą dychotomię można dostrzec również w innych sferach: ortodoksja vs ortopraksja, miłość vs prawda czy miłosierdzie vs sprawiedliwość. Tymczasem zdrowa katolicka nauka pokazuje, że tych rzeczywistości nie należy sobie przeciwstawiać, gdyż one się wzajemnie dopełniają.
Z drugiej strony niewątpliwie są ludzie, którzy rzeczywiście mają mentalność faryzejską, skupiając się nadmiernie lub wręcz wyłącznie na zewnętrznych obrzędach i przepisach, a ignorując to, do czego one mają prowadzić, czyli właściwej i głębokiej relacji z Bogiem, a także, co się z tym nierozerwalnie łączy – do miłości bliźniego. To właśnie taką postawę krytykował Chrystus, mówiąc faryzeuszom, że składają dziesięcinę, lecz pomijają sprawiedliwość i miłość Bożą, że dbają o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz są one pełne zdzierstwa i niepowściągliwości. Jednak zaraz potem Jezus dodawał: „To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać” oraz „Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta”. Tak więc Chrystus wcale nie deprecjonuje zewnętrznych obrzędów, tylko daje do zrozumienia, że forma i istota są ze sobą komplementarne i muszą iść w parze.
Wojciech Grzywacz



