
Obraz autorstwa Freepik
[Jestem w Kościele] Komunia zakazana, nagroda niemalże przyznana
Czy senator, który deklaruje się jako katolik, jednak zarazem opowiada się za prawem do aborcji, powinien otrzymać nagrodę od Kościoła? Na taki pomysł wpadł metropolita Chicago, ks. kard. Blaise Cupich, wywołując tym samym ogromny skandal. Publiczny sprzeciw wobec tych planów wyrazili nie tylko wierni, ale także 10 amerykańskich biskupów. Polityk ostatecznie sam zrezygnował z nagrody, jednak sprawa otarła się nawet o samego Papieża, którego słowa również wywołały niemałe zamieszanie.
Chodzi o senatora Partii Demokratycznej, Dicka Durbina, który miał otrzymać nagrodę Archidiecezji Chicago w uznaniu dla jego zasług na rzecz imigrantów. Sprawa szybko nabrała rozgłosu, bo polityk, choć nazywa się katolikiem, promuje prawo do aborcji, a nawet sprzeciwia się ratowaniu dzieci, które przeżyły aborcję. Przeciwnicy przyznania mu nagrody podkreślali m.in. że uhonorowanie senatora de facto legitymizowałoby jego niekatolickie poglądy. Swoją drogą z tego powodu Durbin od wielu lat nie może przystępować do Komunii Św. w swojej rodzinnej diecezji. Ks. kard. Cupich trwał jednak przy swoim, co nie było żadnym zaskoczeniem znając jego poglądy. Wreszcie dziennikarzom udało się zapytać o sprawę samego Ojca Świętego. I tu można mieć mieszane uczucia. Z jednej strony Papież zaznaczył, że nie zna dobrze sprawy i nie poparł otwarcie żadnego rozwiązania sporu, z drugiej jednak stwierdził, że nie jest pro-life ktoś, kto sprzeciwia się aborcji, ale popiera karę śmierci lub nieludzkie traktowanie imigrantów. Leon XIV zaznaczył, że trzeba patrzeć na całokształt działalności senatora, a także zaapelował o wzajemny szacunek, dodając że nauczanie Kościoła we wspomnianych sprawach jest jasne. Kilka godzin później senator sam zrezygnował z nagrody. Z informacji medialnych wynika, że wpływ na to mogło mieć oświadczenie przygotowywane przez prezydium Episkopatu USA, co ciekawe w konsultacji z nuncjuszem apostolskim.
Faktem jest, że Papież mógł wypowiedzieć się jaśniej w tej kwestii. Niestety można interpretować jego słowa jako zrównywanie aborcji z innymi problemami, takimi jak dopuszczalność kary śmierci (ten przypadek jest szczególnie jaskrawy, bo przez 2 tys. lat Kościół dopuszczał jej zastosowanie, oczywiście w ściśle określonych przypadkach, zaś zmiana nauczania w tej sprawie dokonana przez Papieża Franciszka jest do dziś przedmiotem krytyki wielu teologów) czy stosunek do migrantów. Jeśli intencją Papieża było zwrócenie uwagi na to, że nie wystarczy sam sprzeciw wobec aborcji, aby móc być w całkowitej zgodzie z nauczaniem Kościoła dotyczącym afirmacji życia ludzkiego i godności osoby (a zakładam, że przynajmniej po części taka była intencja Leona XIV), to niewątpliwie należy przyznać mu rację. Zarazem trzeba jasno powiedzieć, że wśród wymienionych przez Papieża problemów zło aborcji ma szczególną rangę i nie ma tu miejsca na niuansowanie. Z właściwą sobie klarownością pisał o tym w 20004 r. ks. kard. Joseph Ratzinger: „Nie wszystkie kwestie moralne mają takie samo znaczenie moralne jak aborcja i eutanazja. (…) Także wśród katolików może istnieć uzasadnione zróżnicowanie poglądów na temat prowadzenia wojny i stosowania kary śmierci, ale nie w odniesieniu do aborcji i eutanazji”. Tak więc tzw. spójna etyka życia, jak się ją zwykło określać za oceanem, nie stanowi żadnego usprawiedliwienia dla poparcia aborcji, czego wydaje się chcieć ks. kard. Cupich i jemu podobni.
Przeprowadźmy w tym miejscu mały eksperyment myślowy. Czy szansę na podobną nagrodę, którą miał dostać senator Durbin, mógłby otrzymać ktoś tak samo zasłużony w obronie imigrantów, ale zarazem mający poglądy rasistowskie czy antysemickie? Oczywiście byłoby to nie do pomyślenia. Wtedy nikt by nawet nie pomyślał, aby opowiadać jakieś bajki o wzięciu pod uwagę całokształtu. Czyli wygląda na to, że na zabijanie dzieci w łonach matek można przymknąć oko. Czyż nie jest to zaciemnianie prawdy z powodu nastrojów społecznych i wielkich wpływów proaborcyjnych polityków?
Wracając do słów Papieża – tak, można mieć do nich zastrzeżenia i sam je mam, jednak przestrzegałbym przed pochopnym dołączaniem do chóru oburzonych, którzy już postawili krzyżyk na Ojcu Świętym. Pamiętajmy, że nawet Następca św. Piotra jest tylko człowiekiem, który popełnia błędy. Nie było i nigdy nie będzie idealnego Papieża. Myślę, że w naszych czasach widać to wyraźniej, bo ostatni Papieże częściej udzielają wypowiedzi mediom, często spontanicznych, co może stanowić kontrast zarówno wobec przeszłości, jak i niekiedy wobec Magisterium Kościoła, które z natury jest, a przynajmniej powinno być kompleksowe i klarowne. W obliczu tego zasadnym byłoby przemyślenie tego, jak powinna wyglądać aktywność medialna Ojca Świętego.
Faktem jest, że Leon XIV postawił sobie za cel uspokojenie sytuacji po burzliwym pontyfikacie Franciszka oraz pojednanie zwaśnionych środowisk w Kościele. Także we wspomnianej wypowiedzi widać, że Papież nie opowiada się wprost po żadnej ze stron sporu, a jego odpowiedź jest dość ogólna i dyplomatyczna, choć i tak wywołała zamieszanie. Dlatego rodzi się uzasadnione pytanie, jak długo da się utrzymać wizerunek Papieża jako budowniczego mostów? Było oczywiste, że prędzej czy później Ojciec Święty będzie musiał zająć stanowisko w kontrowersyjnych sprawach. Kwestia nagrody dla senatora Durbina to pierwszy podczas obecnego pontyfikatu tak wyraźny przykład na to, że nie da się zadowolić wszystkich, a jedność można zbudować tylko na fundamencie prawdy.
Wojciech Grzywacz


