O. prof. P. Mazanka CSsR: Rzeź Woli to był największy mord na osobach zakonnych w czasie całej II wojny światowej. Z ludnością cywilną zginęli redemptoryści
6 sierpnia o świcie trzydziestu zakonników zostało rozstrzelonych. To był największy mord na osobach zakonnych w czasie całej II wojny światowej. Oczywiście ginęli razem z ludnością cywilną – mówił o. prof. Paweł Mazanka CSsR, wykładowca filozofii, kierownik katedry metafizyki na UKSW i autor książki „Redemptoryści Woli”, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja. Dodał, że redemptoryści „dokonali aktu miłości, bo zostali do końca – otworzyli klasztor, ludzie mogli nocować, dzielili się żywnością, przede wszystkim spowiadali i udzielali Komunii Świętej”.
W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku rozpoczęła się jedna z najbardziej tragicznych kart powstania warszawskiego – Rzeź Woli. W ciągu kilku dni niemieckie oddziały dokonały masowych mordów na dziesiątkach tysięcy mieszkańcach dzielnicy. Ofiarami eksterminacji byli również kapłani, zakonnicy, osoby konsekrowane, które pozostały ze swoimi wiernymi, niosąc im pomoc, pocieszenie i posługę duchową. Wśród nich było trzydziestu redemptorystów z klasztoru przy ulicy Karolkowej 49.
– 6 sierpnia o świcie trzydziestu zakonników zostało rozstrzelonych. To były największe mordy na osobach zakonnych w czasie całej II wojny światowej. Oczywiście ginęli razem z ludnością cywilną – zaznaczył o. prof. Paweł Mazanka CSsR.
Redemptoryści mieli możliwość opuszczenia klasztoru i przedostania się do Śródmieścia, ale postanowili pozostać z mieszkańcami Woli, których wcześniej przyjęli pod swój dach.
– Dzisiaj im dziękujemy, że zostali, że nie uciekli, mimo że były ostrzeżenia. Z zachodniej części Woli 5 sierpnia wieczorem ludzie uciekają, czy nawet wcześniej i tak też mówili do ojców, zaznaczając, że wszystkich mordują. Mamy na to świadectwa ludzi. Mogli uciec, zostawić tych ludzi, ale jednak zostali, bowiem okoliczna ludność gromadziła się w klasztorze. Liczyli, że tu mają większe szanse na uratowanie, niż gdzieś tam na podwórkach, w kamienicach. Uważali, że w kościele będzie łatwiej. Część, szczególnie kobiety, akurat się uratowała. Trzeba powiedzieć, że Niemiec podobno, gdy wypędzono naszych ojców i innych mężczyzn 800 metrów od kościoła w kierunku kościoła św. Wojciecha, krzyknął do kobiet, aby uciekły, a ojców wraz z innymi mężczyznami rozstrzelano. Nasi ojcowie dokonali aktu miłości, bo zostali do końca – otworzyli klasztor, ludzie mogli nocować, dzielili się żywnością, przede wszystkim spowiadali i udzielali Komunii Świętej – mówił duchowny.
Jak podkreślił ojciec profesor, redemptoryści z Woli pozostawili po sobie spuściznę, którą powinni realizować współcześni współbracia.
– Jesteśmy jakby ich kontynuatorami, w tym sensie, że staramy się być patriotami i ludźmi wierzącymi. Dźwigamy tą wspaniałą historię i tą wspaniałą tradycję. To jest tak bardzo ważne również dla nas zakonników, że oni tak wspaniale zaświadczyli. Myślę, że to nie był jakiś jednorazowy akt, oni się przygotowywali na to poprzez swoją ascezę, poprzez modlitwę, ofiarę i pracę. Podobnie zresztą jak święty o. Maksymilian Kolbe – akcentował.
– To jest dla nas też bardzo ważne, że oni wytrwali, że nikt się nie wyłamał, że jakoś uhonorowali ślub posłuszeństwa. Przełożony nakazał, bo liczył, że w grupie razem mają większe szanse i nikt się nie wyłamał, wszyscy zostali wyprowadzeni, odmawiając różaniec. Byli rozstrzeliwani pojedynczo, po kolei, właśnie z różańcem na ustach twarzami odwróceni do palącej się kamienicy. Tak zginęli – dodał.
Całą rozmowę z o. prof. Pawłem Mazanką CSsR można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



