[Jestem w Kościele] Chrześcijaństwo kontratakuje
Niedawno media informowały, że Kościół we Francji ma „poważny problem ze rekordowym napływem dorosłych, którzy proszą o chrzest”. Niestety również media katolickie powielały to nieszczęsne sformułowanie – no bo przecież co to za problem? To wielka radość! Teraz podobnie optymistyczne wieści płyną z innych zlaicyzowanych krajów, z Holandii i Belgii, gdzie po raz pierwszy od lat odnotowano przejawy ożywienia religijnego. Czyżby to pierwsze symptomy potwierdzające „przepowiednię” młodego niemieckiego księdza Josepha Ratzingera, że z obecnego kryzysu wyłoni się odnowiony Kościół jutra, z którego popłynie wielka moc i który na nowo stanie się domem dla ludzi spragnionych Boga?
Oczywiście nierozsądne byłoby wieszczenie końca kryzysu, kiedy w zasadzie znajdujemy się w samym jego środku, zaś jego objawy często omawiam w moich tekstach. Niemniej biorąc pod uwagę wspomniane informacje z Francji, Belgii i Holandii, a także choćby niesamowicie żywotny Kościół w Afryce i Azji, nie można tylko ciągle bić na alarm czy wręcz wieszczyć, że teraz to już tylko koniec świata, tylko starać się dostrzegać również dobro.
Właśnie w taki sposób sprawę widzi ks. bp Erik Varden z Norwegii, który powiedział ostatnio, iż ateizm traci na znaczeniu, a w ludziach zaczyna się odzywać pragnienie prawdy. Jak mówi, w krajach nordyckich sekularyzacja się wyczerpała, pozostawiając po sobie tylko pustkę, którą może wypełnić tylko Chrystus. Głosy wieszczące, że chrześcijaństwo „wraca do gry” stawiają nie tylko ludzie związani z Kościołem, ale w naszym kraju choćby filozof Tomasz Stawiszyński, który zauważył z niepokojem, że miejsce chrześcijaństwa zajęły narracje tożsamościowe, pseudonauka, teorie spiskowe i skomercjalizowane ezoteryzmy. Pozytywny wpływ największej religii świata na życie społeczne uznał nawet guru nowego ateizmu Richard Dawkins, określając się mianem kulturowego chrześcijanina.
„Kryzys to szansa” – w dobie różnej maści coachów i trenerów osobistych to powiedzonko stało się na tyle wyświechtane, że często nie traktujemy go poważnie. Tymczasem to prawda – kryzys to szansa. Doskonale widać to na przykładzie historii Kościoła. W jednej ze swoich audycji ks. abp Fulton Sheen zauważył, że kryzysy są niejako wpisane w dzieje Kościoła i występują w 500-letnich cyklach. Jak dotąd Kościół przeżył cztery zgony – mówił amerykański kaznodzieja, wskazując na upadek Cesarstwa Rzymskiego, schizmę wschodnią, reformację protestancką i to, z czym mierzymy się obecnie (mimo że słowa te ks. abp Sheen wypowiedział ponad 50 lat temu), a chodziło mu o ducha tego świata, któremu jako chrześcijanie tak bardzo ulegamy.
Mówiąc o tym, Sługa Boży nie popadał jednak w defetyzm i beznadzieję. Mówił, że w ten sposób Bóg nas testuje, pozwalając, aby szatan przesiał nas jak pszenicę, ale jest to coś pięknego i powinniśmy dziękować Panu, że żyjemy akurat w takich czasach. Może wydawać się to dziwne, ale przecież wiemy, że Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach.
„Kościół nie jest czymś ciągłym — umiera i zmartwychwstaje. Postępuje zgodnie z zasadą samego Chrystusa jako kapłana i ofiary. (…) I oto nadchodzi klęska, pozorny upadek, zostajemy wrzuceni do grobu, a potem zmartwychwstajemy” – mówił ks. abp Fulton Sheen, zwracając uwagę, że musimy oprzeć się tak rozpowszechnionej dziś pokusie reformowania wiary, a zamiast tego skupić się na dążeniu do świętości. Wówczas, prędzej czy później, Kościół po raz kolejny powstanie z martwych, wbrew płonnym nadziejom jego wrogów.
Wojciech Grzywacz



