
Autorstwa Novis-M - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=130227648
[Jestem w Kościele] Co zrobi Papież ws. Mszy trydenckiej?
Jedną z najbardziej oczekiwanych decyzji Papieża Leona XIV jest ta dotycząca przyszłości tzw. Mszy trydenckiej. Choć jest to sprawa, która dotyka stosunkowo niewielkiej liczebnie (w stosunku do wszystkich wiernych) grupy, to nie znaczy jednak, że jest przez to mniej ważna. Wręcz przeciwnie, bo w istocie kwestia ta sprowadza się do samych fundamentów Kościoła, a więc do tego, jak traktuje korzenie, z których wyrasta.
Dlatego, niezależnie od tego, czy ktoś uczęszcza na Mszę trydencką regularnie, czy może nigdy na niej nie był i nawet nie ma takich planów, powinien mieć świadomość, że spór w tej sprawie ma konsekwencje dla istoty wiary. Próby zakazywania starej Mszy, negowanie jej wartości czy porównywanie do rekonstrukcji historycznej prowadzi do zerwania z historycznym zakorzenieniem wiary, osłabiając poczucie ciągłości i jedności z Kościołem wszystkich wieków. Jak pisał Benedykt XVI: „To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe. Skłania nas to do tego, byśmy zachowali i chronili bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła i byśmy dali im odpowiednie dla nich miejsce”.
Kwestię Mszy trydenckiej można rozpatrywać także z perspektywy synodalności. Choć wciąż nie doczekaliśmy się jej oficjalnej i precyzyjnej definicji, to nie ma wątpliwości, że w wielu miejscach wierni ze środowisk tradycyjnych nie są traktowani w sposób synodalny. Doskonale pasowałaby tu parafraza słynnego mema „Kawa jest dla zarządu” – otóż analogicznie synodalność jest dla tych, którzy kwestionują nauczanie Kościoła, a dla ortodoksyjnych katolików jest de facto pokazanie drzwi lub w najlepszym razie ignorowanie.
Podam tylko jeden przykład, o którym ostatnio było głośno. Ks. bp Michael Martin z amerykańskiej diecezji Charlotte drastycznie ograniczył prawo do sprawowania Mszy Świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Jeszcze do niedawna była ona sprawowana w kilku kościołach, a obecnie celebracje odbywają się wyłącznie w jednej kaplicy, która nie jest w stanie pomieścić prężnie rozwijającej się grupy wiernych (nie wspominając już o utrudnieniach w dojeździe do miejsca celebracji). W diecezji Charlotte ma miejsce nie tylko rozprawa z wiernymi uczęszczającymi na Mszę trydencką, bo biskup postanowił zawalczyć z wszystkim, co ma jakiekolwiek tradycyjne konotacje i usunął z katedry klęczniki, przy których wierni przyjmowali Komunię Świętą.
Tego rodzaju przypadki są wołaniem do Ojca Świętego, aby zatrzymał kampanię wymierzoną w tradycjonalistów i samą starą Mszę. Papież zdaje się dostrzegać problem, jest także nieporównanie bardziej przychylny temu środowisku, co wyraża się choćby poprzez ponowne otwarcie Bazyliki św. Piotra dla celebracji według dawnego Mszału. Ponadto ostatnio ks. kard. Robert Sarah poinformował, że rozmawiał z Leonem XIV o kwestii Mszy trydenckiej i, jak przyznał, Papież jest świadomy trudności powstałych w wyniku niesławnego franciszkowego „Traditionis custodes”. Co zatem w tej sprawie Ojciec Święty? Niewątpliwie najlepszą opcją byłby powrót do stanu wprowadzonego przez Benedykta XVI za sprawą motu proprio „Summorum Pontificum”. Bardziej w stylu Leona XIV zdaje się być znalezienie jakiegoś rodzaju rozwiązania kompromisowego. Trudno spekulować, jak mogłoby ono wyglądać, lecz jeśli chodziłoby o przyznanie większych uprawnień w tej sprawie biskupom diecezjalnym, to wciąż pozostałoby ryzyko takich sytuacji jak w przypadku wspomnianej tu diecezji Charlotte. Pocieszający jest jednak fakt, że nawet takie przypadki niesprawiedliwości nie tylko nie zniechęcają wiernych, ale wciąż przyciągają nowych, a stara liturgia pozostaje dla nich źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. To oznacza jedno – nie mamy do czynienia z dziełem ludzkim, tylko pochodzącym od Boga.
Wojciech Grzywacz


