[Jestem w Kościele] Msza za stworzenie, czyli o ekologii po katolicku
Stolica Apostolska ogłosiła nowy formularz mszalny „pro custodia creationis”, czyli „o ochronę stworzenia”. Ubolewam, że część środowisk tradycjonalistycznych zareagowała na to z oburzeniem, tworząc wokół „Mszy ekologicznej” (jak sami to określają) atmosferę skandalu i węsząc modernizm. Kościół przecież od wieków modlił się np. o deszcz i nikomu to nie przeszkadzało. Więc co złego jest w modlitwie o ochronę środowiska?
Niektórzy słysząc hasła o „Mszy ekologicznej” mogą pomyśleć, że chodzi tu o jakiś nowy ryt liturgii, albo o ograniczenie emisji CO2 podczas Eucharystii. Nic z tych rzeczy. To po prostu nowy formularz, których w Mszale (posoborowym, ale również przedsoborowym, i to nawet w większym stopniu) jest wiele. Są one przeznaczone na różne okoliczności, np. o wyproszenie deszczu czy o oddalenie burz. Żeby tego było mało, to przy okazji całej tej pseudoafery dowiedziałem się, że w tradycyjnym Mszale można znaleźć nawet tak „egzotyczne” formularze Mszy, jak choćby za żeglujących, podczas zarazy u zwierząt, czy za uchodźców. Co w takim razie miałoby stać na przeszkodzie Mszy o ochronę stworzonego świata? Swoją drogą polecam się zapoznać z tekstami nowego formularza. Jeśli ktoś krzyczy o modernizmie, to się po prostu ośmiesza. Niestety zaczynam odnosić wrażenie, że niektórzy stworzyli swój model biznesowy na tego typu „pudelkizacji” spraw kościelnych.
W jakiejś mierze jestem w stanie zrozumieć niepokój w tej sprawie, bo poprzedni pontyfikat przyzwyczaił nas do niekiedy przesadnego akcentowania kwestii ekologicznych (być może nawet kosztem innych tematów), które mimo wszystko powinny być podporządkowane trosce o zbawienie dusz, czyli najwyższego prawa w Kościele. Nie oznacza to jednak, że można całkowicie zignorować nasze moralne zobowiązania wobec Bożego daru, jakim jest stworzony świat. Wyjątkowy przykład dał nam oczywiście św. Franciszek z Asyżu, ale mało kto wie choćby o tym, że zanim tron piotrowy objął ks. kard. Jorge Bergoglio, to Benedykta XVI okrzyknięto mianem „zielonego Papieża”, zwracając uwagę na jego zaangażowanie na rzecz ochrony środowiska.
Tak więc możliwa jest ekologia, która z jednej strony podkreśla to, że człowiek jest koroną stworzenia, a z drugiej nie neguje konieczności troski o środowisko naturalne, radykalnie interpretując biblijne słowa „Czyńcie sobie Ziemię poddaną”. Zdrowe podejście do ekologii doskonale streszcza się w słowach św. Jana Pawła II z encykliki Redemptor hominis: „Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny i szlachetny »pan« i »stróż«, a nie jako bezwzględny »eksplorator«”.
Niewątpliwie w głównym nurcie debaty publicznej mamy do czynienia z ideologizacją ekologii i jest to realny problem. Tylko nie doszukujmy się ideologii tam, gdzie jej nie ma. Troska o stworzony świat to nie wymysł modernizmu, tylko stały element Magisterium Kościoła, który teraz znajdzie liturgiczne odzwierciedlenie. I bardzo dobrze.
Wojciech Grzywacz



