fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Czy bycie dobrym człowiekiem wystarczy do zbawienia?

Co jakiś czas można trafić na wypowiedzi twierdząco odpowiadające na postawione w tytule pytanie. Zdarza się to także (o zgrozo!) w kręgach uchodzących za katolickie. Tymczasem tzw. dobroludzizm, wedle którego nie ma znaczenia, w co człowiek wierzy, jest dziś jedną z najbardziej rozpowszechnionych herezji, a przy tym podstawowym dogmatem humanizmu, najpopularniejszej obecnie „świeckiej religii”.

„Humanizm to pogląd, według którego ludzki umysł nie potrzebuje wiary, a ludzka siła nie potrzebuje łaski” –  pisał w jednej ze swoich najwybitniejszych książek Czcigodny Sługa Boży ks. abp Fulton Sheen.

„Nowe stare błędy” pokazują, że przytłaczająca większość współczesnych błędnych poglądów to tak naprawdę na nowo opakowane dawne herezje. Tak ks. abp Sheen postrzega właśnie wspomniany humanizm, który jest jakby nowym wydaniem herezji z V wieku zwanej pelagianizmem. Głosił on, że człowiek może osiągnąć zbawienie własnymi siłami, bez pomocy Łaski Bożej. Brzmi znajomo?

Tak rozumiany „dobroludzizm” w nieuchronny sposób prowadzi do obojętności na sprawy nadprzyrodzone. Jednak największym problemem takiego stanowiska jest trudność w zdefiniowaniu tego, co tak naprawdę znaczy bycie dobrym człowiekiem. Skoro bowiem warunkiem sine qua non „dobroludzizmu” jest relatywizm (nieważne, w co się wierzy), to zatruwa on również rozumienie pojęcia dobra, które może być diametralnie inaczej pojmowane w zależności od subiektywnych przekonań.

Żeby to było jasne – bycie dobrym dla bliżnich jest niezwykle ważne i chyba nikt tego nie neguje. Wiara bez uczynków byłaby przecież martwa, jak czytamy w Liście św. Jakuba. Jednak dobre uczynki nie zastępują wiary, lecz z niej wynikają, dlatego uznawanie, że człowiek może zapracować nimi na zbawienie jest w nagłębszym sensie pogardą względem Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie i jest jedynym Zbawicielem ludzkości. Skoro wiara nie ma znaczenia, to po co było Wcielenie, ofiara krzyżowa i Zmartwychwstanie?

Piewcy „dobroludzimu” najczęściej przywołują na swoją obronę Kazanie na Górze oraz opis Sądu Ostatecznego. Zarazem przemilczają jednak te fragmenty, które wskazują na konieczność wiary i chrztu.

„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” – czytamy w Ewangelii wg św. Marka.

Św. Paweł w Liście do Hebrajczyków pisze z kolei „Bez wiary nie można podobać się Bogu”. To dlatego tak ważne jest uzwględnianie zasady analogii wiary w czytaniu Pisma Świętego. Historia Kościoła uczy, że wybiórczość w tym zakresie to przepis na herezję.

Oczywiście to nie znaczy, że ludzie, którzy nigdy nie mieli szansy poznać Ewangelii i Kościoła, są skazani na potępienie. To właśnie w ich przypadku dobre czyny i wierność sumieniu są decydujące w obliczu niezawinionej niewiary. Nie jest to jednak „standardowa” i powszechna droga zbawienia, jak usiłują przekonywać wyznawcy „dobroludzizmu”, lecz wyraz miłosierdzia Boga, który chce zbawienia wszystkich ludzi.

Wojciech Grzywacz

 

drukuj