[Jestem w Kościele] Czy musimy rozumieć wszystko, co dzieje się na Mszy świętej?

O. Wacław Oszajca na łamach „Tygodnika Powszechnego” wykpił Msze święte pontyfikalne, a więc te pod przewodnictwem biskupa. W tekście pt. „Niechrześcijanin wchodzi na mszę odprawianą przez biskupa i co widzi?” jezuita wyśmiewa gesty, które mają miejsce podczas tego rodzaju liturgii, np. wyrażające szacunek wobec biskupa i jego insygniów. Zdaniem o. Oszajcy obrzędy Mszy pontyfikalnej niewiele mówią i wręcz wprowadzają w błąd także chrześcijan. Abstrahując jednak od niezrozumienia tych konkretnych gestów, największym problemem przemyśleń autora „Tygodnika Powszechnego” jest przebijająca z nich pokusa racjonalizacji liturgii, która prowadzi do banalizacji misterium.

Przytoczmy fragment z rzeczonego artykułu: „Przy stole gromada mężczyzn kręci się wokół jednego z nich. Na jego głowę nakładają i zdejmują jakąś wielką, czubatą czapkę i mały berecik. Dają mu i zabierają coś w rodzaju laski. Okadzają go i biją przed nim pokłony. A jeśli trafiłby do kościoła bractwa św. Piotra czy Piusa X, słysząc łacinę, pomyślałby, że jest świadkiem obrzędu dla wtajemniczonych, w którym najważniejsze to celebrans, jego czapka i laska, skoro nie wolno jej dotykać gołą ręką, a tylko przez kawałek tkaniny”. A przecież wspomniane tu gesty, a także choćby używanie łaciny, podkreślają fakt, że obcujemy z czymś, co nas przekracza, z misterium, z rzeczywistością nie z tego świata. I nawet jeśli coś nie jest dla nas w pełni czytelne, to czy w liturgii chodzi o to, żeby wszystko rozumieć? Przecież integralną jej częścią jest tajemnica i nic w tym dziwnego, bo nie jesteśmy w stanie objąć Boga naszym rozumem i zmysłami.

O. Oszajca stawia następnie tezę, jakoby Msza Święta była jedną z przyczyn klerykalizmu. Wnioskuje tak na podstawie faktu, iż tylko kapłan sprawujący Mszę Świętą spożywa Krew Pańską (sprecyzujmy, że zazwyczaj tak się dzieje, ale nie zawsze). W rzeczywistości jednak przejawów klerykalizmu szukałbym raczej w postawie tych księży, którzy lepiej od Kościoła wiedzą, jak powinna wyglądać liturgia i którzy podczas celebracji eucharystycznej na pierwszy plan wysuwają siebie i swoje przemyślenia, a nie Chrystusa. Klerykalizmowi sprzyja także – co niektórych może zszokuje – sprawowanie Najświętszej Ofiary versus populum, o czym pisałem w felietonie pt. „Liturgiczny klerykalizm”.

Wróćmy jednak do meritum, czyli do zaserwowanej przez o. Oszajcę krytyki pewnych obrzędów mszalnych jako niezrozumiałych lub wręcz wprowadzających w błąd. Warto przytoczyć w tym miejscu fragment jednego z referatów ks. kard. Josepha Ratzingera: „Nasz sposób sprawowania liturgii jest często zbyt racjonalistyczny. Liturgia staje się nauczaniem, które chce przede wszystkim być zrozumiałe. Konsekwencją tego jest nierzadko banalizacja misterium, nadmiar naszych słów, powtarzanie utartych zwrotów, które wydają się łatwiej dostępne i lepiej odbierane przez ludzi. Jest to jednak błąd nie tylko teologiczny, ale także psychologiczny i duszpasterski. Moda na ezoteryzm oraz rozpowszechnianie się azjatyckich technik relaksu i wewnętrznego wyciszenia świadczą o tym, że w naszych liturgiach czegoś brakuje. Właśnie w naszym dzisiejszym świecie potrzebujemy ciszy, tajemnicy ponadindywidualnej, piękna. Liturgia nie jest wynalazkiem celebrującego ją kapłana ani zespołu specjalistów; liturgia («obrządek») rozwijała się w ramach organicznego procesu trwającego stulecia, jest owocem doświadczenia wiary wszystkich pokoleń. Choć uczestnicy nie rozumieją może wszystkich słów, pojmują jej głęboki sens, odczuwają obecność tajemnicy, która przekracza wszelkie słowa. Celebrans nie stanowi centrum akcji liturgicznej: nie stoi przed ludem we własnym imieniu — nie mówi od siebie i za siebie, ale in persona Christi. Nieistotne są zdolności osobiste celebransa, ale jedynie jego wiara, przez którą przeziera obecność Chrystusa: «Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał» (J 3, 30)”.

W orbicie tego błędnego podejścia, o którym mówi ks. kard. Ratzinger, znajduje się choćby nadużywanie komentarzy liturgicznych, które pojawiają się zwłaszcza przy okazji bardziej uroczystych Mszy. Serwuje się nam komentarz przed Eucharystią, komentarze przed czytaniami, komentarze do procesji z darami i można ta długo wymieniać. Między innymi z tego powodu liturgia staje się przegadana, oddalając się od swojego prawdziwego celu. Nic więc dziwnego, że tak wielu ludzi przyciąga Msza trydencka. Wszakże próbując za wszelką cenę uczynić liturgię jak najbardziej zrozumiałą i przystępną, tak naprawdę odzieramy ją z sacrum.

Wojciech Grzywacz

drukuj