fot. PAP/Marcin Gadomski

Ekstraklasa. Klocki zaczynają pasować – Piotr Stokowiec układa Lechię po swojemu z efektami

Zaledwie jeden stracony gol w czterech meczach nowego sezonu, osiem zdobytych punktów i brak tabunów obcokrajowców przed startem rozgrywek Lechia Gdańsk pod wodzą Piotra Stokowca łapie stabilizację, której jeszcze niedawno brakowało.


Ostatnia ligowa kolejka sezonu 2016/2017 mogła być przełomem dla Lechii. Wygrana w Warszawie z Legią oznaczałaby pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Szanse były spore, bo Legioniści nie postawili trudnych warunków. Gdańszczanie sami jednak wyglądali tak, jakby zadowalała ich gra w Lidze Europy, w której byli aż do 87. minuty meczu Jagiellonii z Lechem i gola Arvydasa Novikovasa na 2:2.

Minimalistyczne podejście zostało więc szybko skarcone. Bezbramkowy remis pozwolił na zajęcie 4. miejsca. Można byłoby machnąć na to ręką, gdyby nie fakt, że miesiąc wcześniej Puchar Polski zgarnęła Arka i tylko podium dawało możliwość gry w Europie, a miejsce Gdańska zajęła Gdynia. Brak pucharów kosztem największego rywala bolał jeszcze bardziej.

Sprowadzeni, jak na polskie warunki, solidni piłkarze za spore pieniądze w kolejnym sezonie nie zdołali już nawiązać do formy z poprzednich rozgrywek. Mieli też problem z chęcią do pracy. Marco Paixao w trakcie sezonu stwierdził, że skoro jesienią strzelił już trzynaście goli, może sobie nieco poluzować. Sytuacji nie ułatwiały też liczne transfery. Co sezon w jedną i drugą stronę przez klub przewijało się kilkunastu piłkarzy.

We wrześniu Piotr Nowak zamienił trenerski dres na dyrektorski fotel, a jego miejsce zajął człowiek odpowiedzialny wcześniej za przygotowanie fizyczne, Adam Owen. Walijczyk szybko przekonał się jednak, że motoryka i taktyka oraz inne detale przygotowania meczowego to spora różnica. Ofiarą słabszych wyników zawsze pada trener, więc i tym razem nie było inaczej. Na stanowisku wytrzymał nieco ponad pięć miesięcy.

Na początku marca w Gdańsku nastała nowa era. Szkoleniowcem został Piotr Stokowiec, który od razu zaprowadził w drużynie własny porządek. Przede wszystkim odstawił na bok starą gwardię w postaci Jakuba Wawrzyniaka, Sebastiana Mili czy Marco Paixao. Podziękował też bezproduktywnemu Grzegorzowi Kuświkowi.

Od początku zdecydowanie postawił na Patryka Lipskiego, który wcześniej nie mógł liczyć na regularną grę. Pomocnik, przed przyjściem do Lechii, zachwycał w Ruchu Chorzów i wśród młodych piłkarzy wybijał się w Ekstraklasie ponad przeciętność. Zagrał też na Euro U-21 w Polsce. Turniej naszej drużynie nie wyszedł, więc marzenia o zagranicznym transferze trzeba było odłożyć na później. Odkąd w Lechii zmienił się szkoleniowiec gra niemal wszystko od deski do deski. Lipskiemu brakuje jeszcze najważniejszego – liczb, choć te, jak sam zapewnia, powinny się pojawić. W nowym sezonie na listę strzelców zapisał się w czwartym meczu z Miedzią.

– Oczekuję od siebie jeszcze więcej, ale ten gol bardzo cieszy, bo w ostatnich meczach nie miałem ani asyst, ani goli, a te liczby są ważne. Często grałem bardzo zespołowo i miałem więcej zadań defensywnych. Wiem, że to żadne usprawiedliwienie i ciężko pracuję. Wierzę, że to będzie dobry sezon w moim wykonaniu – mówi pomocnik Lechii.

Różnica w liczbie rozegranych minut pod wodzą Adama Owena i Piotra Stokowca (źródło: transfermarkt.pl)

Z wypożyczenia ze Stali wrócił Jakub Arak. Snajper w I lidze był regularny (7 goli w 15 meczach), ale do klubu przyszedł jeszcze jeden napastnik. W biało-zielonych barwach występować będzie nie byle kto, bo Artur Sobiech. Jego problemem był jednak ostatnio brak gry. Od marca na boisku spędził łącznie zaledwie 11 minut. Ma jednak spore doświadczenie na boiskach Bundesligi, w której w 98 meczach zdobył 18 goli. Dla Lechii powinien być zatem wzmocnieniem co najmniej solidnym.

Do klubu nie ściągnięto kolejnych wagonów zagranicznych piłkarzy. Obok Sobiecha zatrudniono Jarosława Kubickiego, którego szkoleniowiec zna ze wspólnej pracy w Zagłębiu Lubin, a do rywalizacji z Dusanem Kuciakiem zaproszono Zlatana Alomerovicia. W Gdańsku pojawił się też Egy Maulana Vikri. Indonezyjczyk jest jednak przede wszystkim zakupem marketingowym.

Grę ofensywną można oprzeć też na nowym kapitanie – Flavio Paixao. Opaska na ramieniu u progu sezonu dodała mu na tyle animuszu, że już w inauguracyjnej kolejce zapewnił drużynie zwycięstwo nad Jagiellonią. Portugalczyk już w poprzednim sezonie często brał na siebie ciężar gry, ale dodatkowa odpowiedzialność może zadziałać jeszcze bardziej motywująco.

Stokowiec poukładał też grę w defensywie. Dusan Kuciak i linia obrony dobrze się uzupełniają, dzięki czemu Słowak nie musi wybiegać z bramki i dusić swoich kolegów, jak miał to w zwyczaju. W czterech pierwszych meczach Kuciak skapitulował tylko raz w starciu ze Śląskiem. Poprzedni sezon był pod tym względem istną katastrofą. Gdańszczanie dali się pokonać aż 58 razy, a meczach kontrolnych ulegali nawet zdecydowanie słabszym rywalom. Taki stan rzeczy zdecydowanie zadowala Piotra Stokowca.

– W zeszłym sezonie straciliśmy mnóstwo bramek. Widziałem też bezradną drużynę w spotkaniu z Kotwicą Kołobrzeg, kiedy nie mogliśmy nic zrobić i zostaliśmy zdominowani. Być może jest jeszcze kilka niedociągnięć, ale mamy osiem punktów i jedną straconą bramkę, więc każdemu życzę takich ewentualnych niedociągnięć – wskazuje szkoleniowiec.

Problemem jest wytrzymywanie tempa kolejnych meczów. Pierwsze połowy w wykonaniu gdańszczan bywają zabójcze, ale od 60. minuty zespół ewidentnie nieco siada, a wtedy robi się niebezpiecznie.

Jeśli w Gdańsku nic się nie wysypie, Lechia powinna być raczej drużyną, która podobnie jak dwa sezony temu awansowała do grupy mistrzowskiej. Walka o mistrzostwo pozostaje jeszcze z pewnością w sferze marzeń. Pewne jest jednak, że w klubie chwilowo zapanowała tak potrzebna stabilizacja.

Sport.RIRM

drukuj