Wizja klonowania

Kilka dni temu w mediach na świecie pojawiła się informacja o tym, że eksperci z Uniwersytetu Zdrowia i Nauki w stanie Oregon w USA dokonali wytworzenia drogą klonowania zarodka liczącego około 150 komórek. Uzyskane w ten sposób embrionalne komórki macierzyste, zdaniem szefa zespołu badawczego Shoukhrata Mitalipova, „mają duży potencjał. (…) następne zadanie to przekształcić je w inne rodzaje komórek, na przykład komórki nerwowe, wątroby czy krwi”.

Rewolucyjna wiadomość wywołała od razu kolejną gorącą dyskusję. Kolejną, gdyż dyskusja nad tzw. klonowaniem terapeutycznym trwa od momentu, gdy pojawiły się wcześniejsze doniesienia medialne mówiące o sukcesach tego procederu. O ile wcześniejsze wiadomości, w tym ta najbardziej głośna, dotycząca zespołu koreańskiego kierowanego przez Woo-Suk Hwanga w 2004 r., okazały się fikcją i oszustwem, o tyle obecna informacja ma znamiona prawdy.

Dyskusje polaryzują się wokół dwóch stanowisk. Entuzjaści twierdzą, że taka technologia pomoże w leczeniu wielu poważnych chorób, w tym ślepoty czy uszkodzeń układu nerwowego. Przeciwnicy tej metody podkreślają, że człowieka nie wolno klonować, bo jest to nieetyczne.

Tak najczęściej ujmują spór krótkie doniesienia medialne. Warto spojrzeć nieco głębiej i bardziej dociekliwie w istotę tego sporu.

Człowiek to nie część zamienna

Komórki macierzyste stanowią dzisiaj wielką nadzieję medycyny. Pod tym pojęciem kryje się jednak wiele typów komórek. Ze względu na wszechstronność w wytwarzaniu różnorodnych komórek potomnych wyróżnia się wśród komórek macierzystych: totipotencjalne – pochodzące z zygoty, pluripotencjalne – mogące się różnicować w komórki pochodzące z różnych listków zarodkowych, multipotencjalne – mogące dać początek komórkom pochodzącym z jednego listka zarodkowego i mające mniejszy zakres różnicowania się, oraz unipotencjalne – mogące wytworzyć tylko jeden typ komórek.

Zróżnicowanie tych komórek i ich potencjalności związane jest z tym, z jakiego źródła one pochodzą. Ludzkie komórki macierzyste można bowiem otrzymywać z embrionów ludzkich uzyskiwanych metodą zapłodnienia in vitro, z embrionów uzyskiwanych metodą klonowania, z tkanki dziecka po poronieniu czy aborcji, z krwi pępowinowej podczas porodu oraz z organizmu ludzkiego, w którym występują komórki macierzyste dorosłe.

Najprościej ujmując – można wyróżnić dwa typy komórek macierzystych. Pierwsze to tzw. embrionalne komórki macierzyste, które pochodzą z wytworzonego i niszczonego embrionu. Drugie natomiast to somatyczne komórki macierzyste, które pochodzą z dojrzałego organizmu ludzkiego (krwi pępowinowej lub szpiku kostnego). Temu podziałowi odpowiada stopień potencjalności, możliwości obu komórek. Embrionalne są – jak się twierdzi – „wszystkomogące”, somatyczne są „niemal wszystkomogące”.

Różnica jest jednak ogromna, gdy idzie o ich źródło pochodzenia. W przypadku embrionalnych komórek mamy do czynienia z wytworzeniem zarodka ludzkiego, a następnie jego zniszczeniem. Inaczej ujmując, oznacza to reprodukcję nowego życia ludzkiego, które zostaje przeznaczone na części zamienne.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na kolejny „kamuflaż językowy” w zakresie współczesnych biotechnologii. Tak jak „leczenie niepłodności drogą in vitro” jest ewidentnym kłamstwem – reprodukcja in vitro niczego nie leczy, tak „klonowanie terapeutyczne” jest wysoce nieterapeutyczne dla samego sklonowanego zarodka. Trudno bowiem za terapię uznać utylizację życia – powołanie do istnienia na części zamienne dla chorego organizmu. Można wręcz powiedzieć, że „klonowanie terapeutyczne” jest bardziej perwersyjne od klonowania reprodukcyjnego. W tym drugim tworzy się (chce się wytworzyć) nowy zarodek, by z niego rozwinąć zduplikowane czyjeś życie i istnienie. W produkcji komórek macierzystych tworzy się zarodek, by go utylizować!

W tzw. klonowaniu terapeutycznym bierze się – raz jeszcze warto to podkreślić – pod uwagę wszystko z wyjątkiem tej istoty ludzkiej, o którą w nim chodzi. O skali manipulacji językowej może świadczyć jeszcze jedno. Gdy tę samą, z punktu widzenia biotechnologicznego, procedurę klonowania nazywa się klonowaniem reprodukcyjnym, to wówczas embrion z definicji ma być początkiem życia ludzkiego i ma się nadawać do dalszego rozwoju. Gdy natomiast tę samą procedurę nazwie się klonowaniem terapeutycznym, embrion traktowany jest jako materiał przeznaczony do celów „terapeutycznych”, sam w sobie skazany na unicestwienie.

Zwolennicy klonowania terapeutycznego powołują się na potencjalne korzyści z tego typu procederu. Doniesieniom takim jak wspomniane na początku towarzyszy z reguły swoista propaganda sukcesów medycyny. Wzmacnia ona mentalność utylitarystyczną.

Rzadko zauważa się, że w takich anonsach i kreślonych perspektywach przypuszczenia dotyczące potencjalnych sukcesów mieszane są z fantazjami. Krótkim doniesieniom prasowym nie towarzyszy z reguły opis całej skomplikowanej medycznie i etycznie sytuacji, niepowodzeń, niebezpieczeństw czy też rzeczywistych małych kroków w terapii. Na przykład nie ma we wspomnianych doniesieniach niemal żadnej informacji na temat pozyskiwania komórek jajowych od kobiet, które są niezbędne do zabiegów klonowania. Jaką drogą są pozyskiwane? W jaki sposób? Za jaką cenę? W miejsce rzetelnych informacji i faktów przeważa retoryka o „cudownym leku na wszystko”. W ten sposób manipuluje się opinią publiczną. Z jednej strony pokazywane są łatwe i entuzjastyczne obietnice leczenia prawie wszystkich chorób czy regeneracji wszystkich narządów. Z drugiej strony kwitowane krótkim zdaniem stwierdzenie: „Zarodków człowieka nie wolno klonować, bo jest to nieetyczne”. W takim zestawieniu łatwo wytworzyć przekonanie, że jest to zło konieczne, że dobry cel uświęca złe środki. Sugeruje się, że jest to jedyny sposób na choroby, cierpienia, ludzkie dramaty.

Zysk za wszelką cenę

Do niedawna uważano, że w organizmie dorosłego występują tylko te populacje komórek macierzystych, które dają początek komórkom wytwarzanym na tym etapie życia. Inaczej mówiąc, obowiązywała zasada nieodwracalności zróżnicowania tych komórek – raz ukierunkowana komórka nie była w stanie tego zdeterminowania zmienić. Od kilku lat wiedza na ten temat się zmieniła. Dziś wiemy, a potwierdziła to niedawna Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny, że w dorosłym organizmie występują różnorodne komórki macierzyste, nie tylko tego rodzaju, które utworzyły dany narząd. Zatem do wykorzystania komórek macierzystych w medycynie nie są niezbędne komórki totipotencjalne z embrionów. Źródłem komórek pluripotencjalnych może być szpik, krew pępowinowa, a nawet tkanki dorosłego człowieka. Co z tego wynika? Przede wszystkim to, że tzw. terapeutyczne klonowanie embrionów ludzkich wynika nie z potrzeb naukowych, ale czysto merkantylnych.

W całym tym procesie, szumie medialnym, manipulowaniu emocjami dokonuje się bardzo znacząca dyskusja na temat początku życia ludzkiego oraz jego statusu moralnego i prawnego. Wskazywanie na możliwość terapii drogą pozyskiwania komórek zarodkowych, które stanowią początek życia, jako alternatywę dla terapii komórkami somatycznymi, oznacza w konsekwencji zatarcie różnicy między statusem ontycznym i moralnym embrionu ludzkiego a statusem komórek somatycznych.

To kolejny akapit w pisanym przez wiele ostatnich lat sporze o problem statusu moralnego embrionu ludzkiego. Ten status człowieka w jego początkowym stadium życia spotyka się wciąż z negacją. Dla aborcjonistów dziecko poczęte nie jest człowiekiem, dla zwolenników in vitro tylko wybrany embrion staje się dzieckiem, inne są „nadliczbowe”, przeznaczone do utylizacji, zniszczenia. Dla zwolenników „klonowania terapeutycznego” istota ludzka, która powstaje w wyniku tej procedury, nie jest człowiekiem, ale „wiązką komórek”. Mówi się wówczas nie o życiu ludzkim, ale o życiu komórek. Tak wypowiadał się przed kilku laty po nieprzeprowadzonym do końca eksperymencie „klonowania terapeutycznego” 13 października 2001 r. Michael West, prezes firmy Advanced Cell Technology.

Dylematy etyczne wokół tzw. klonowania terapeutycznego odsłaniają – bardziej niż cokolwiek – status naszego myślenia o człowieku, o wartości ludzkiego życia. Odsłaniają też miejsce medycyny w naszej kulturze – na ile jest to medycyna w służbie człowieka, na ile zaś dąży do zysku i sławy, kosztem człowieka.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Autor jest etykiem, kierownikiem Zakładu Katolickiej Nauki Społecznej UAM w Poznaniu.

drukuj