Do tańca i do różańca

10-lecie Orkiestry Koncertowej „Victoria”

Z księdzem prałatem Edwardem Żmijewskim, proboszczem parafii Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie, założycielem Orkiestry Koncertowej „Victoria”, płk. rez. Julianem Kwiatkowskim, kierownikiem artystycznym i dyrygentem orkiestry, Andrzejem Krusiewiczem, spikerem Polskiego Radia, prowadzącym koncerty „Victorii”, i płk. rez. Andrzejem Boczkowskim, członkiem zarządu orkiestry, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Dziesięć lat temu, 4 listopada 1997 roku, z inicjatywy Księdza Prałata powstała Orkiestra Koncertowa „Victoria” parafii Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie. Skąd zrodził się pomysł powołania takiej orkiestry?

Ks. Edward Żmijewski: – Przy okazji nawiedzin figury Matki Bożej Fatimskiej w naszej parafii zaprosiłem na tę uroczystość Orkiestrę Koncertową Wojska Polskiego im. Stanisława Moniuszki. Później kilkakrotnie gościła ona w naszej parafii przy innych okazjach. Zwróciłem wówczas uwagę na pana pułkownika Kwiatkowskiego. Podszedłem do niego i poprosiłem, żeby się przedstawił. Opowiedział mi cały swój życiorys muzyczny, a ja zaprosiłem go do siebie na kolację, podczas której powiedziałem: „Panie pułkowniku, ja się nie znam na orkiestrze, mam tylko dobre chęci. Uważam, że w naszej parafii powinna być taka orkiestra, a dzieci i młodzież na pewno będą tym zainteresowani”. I w końcu października 1997 roku ogłosiłem w kościele zamiar powołania takiej orkiestry, na co parafianie zareagowali śmiechem, ale już 4 listopada zgłosiło się około trzydziestu osób. Oczywiście nie wszyscy mieli predyspozycje, więc nie zostali zakwalifikowani. Takie były początki „Victorii”. Pierwszy koncert odbył się 25 stycznia 1998 roku w naszym kościele w obecności ks. bp. Józefa Zawitkowskiego. „Victoria” wystąpiła z programem siedmiu kolęd. Biskup dodał nam ducha, bo sam kocha muzykę, pobłogosławił i orkiestra ruszyła pełną parą. Stale dochodzili do niej nowi członkowie, w związku z czym oprócz pana pułkownika od razu potrzebni byli także inni instruktorzy. Tak się złożyło, że do współpracy z „Victorią” zgłaszały się osoby odchodzące na emeryturę z Orkiestry Koncertowej im. St. Moniuszki i zostawały instruktorami w poszczególnych sekcjach instrumentalnych. Bardzo ważny był dla nas również fakt, iż z orkiestrą związał się pan Andrzej Krusiewicz, który w piękny sposób prowadzi wszystkie koncerty „Victorii”.

Można powiedzieć, że Ksiądz Prałat jest opiekunem duchowym orkiestry, bo przecież „Victoria” pełni także swoistą działalność duszpasterską…

Ks. E.Ż.: – Tak, to jest forma ewangelizacji, bo dzisiaj trzeba szukać różnych dróg dotarcia do ludzi. Dlatego też powołaliśmy tę orkiestrę.

Panie Julianie, był Pan kapelmistrzem i inspektorem wielu orkiestr wojskowych, w tym Orkiestry Reprezentacyjnej Wojsk Lotniczych w Poznaniu. Jak wyglądała Pana droga artystyczna, zanim podjął się Pan organizacji orkiestry „Victoria”, jej kierownictwa artystycznego i funkcji kapelmistrza-dyrygenta?

Julian Kwiatkowski: – Droga ta była bardzo długa. Jestem wychowankiem wojska, bo od 1950 roku byłem elewem orkiestry, cały czas związanym z muzyką. Skończyłem w wojsku średnią szkołę muzyczną, studia wyższe i studia dyrygenckie. Byłem na wielu stanowiskach muzycznych kapelmistrzów orkiestr wojskowych, m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy, w Nowym Sączu i wreszcie w Warszawie, a także inspektorem Orkiestr Wojskowych i Lotniczych, a na końcu swojej służby inspektorem orkiestr Wojska Polskiego. Po przejściu na emeryturę wojskową jeszcze przez kilka lat pracowałem w Orkiestrze Koncertowej Wojska Polskiego im. St. Moniuszki i właśnie we wspomnianym 1997 roku znalazłem się razem z nią w Rembertowie, gdzie zauważył mnie ks. proboszcz Edward Żmijewski.

Jak pracuje się Panu z młodzieżą w orkiestrze?

J.K.: – Bardzo dobrze. Kocham swój zawód, a kto kocha swoją pracę, to się z nią nie rozstaje. To, co robię, jest moją życiową pasją, przy której w ogóle się nie męczę, ale odpoczywam. Spotykam się z młodzieżą, dla której jest to jednak ciężka praca, bo niezależnie od wielu innych zainteresowań, muszą znaleźć czas trzy razy w tygodniu, aby przyjść na próby. Chcą jednak parać się tą najpiękniejszą ze sztuk, jaką jest muzyka.

A dla Pana, Panie Andrzeju, czym jest praca z „Victorią”?

Andrzej Krusiewicz: – Przede wszystkim przyjemnością. Z Julianem Kwiatkowskim znałem się od dawna, bo współpracowaliśmy przy organizacji imprez wojskowych i koncertów, m.in. w Krakowie. Od kilkunastu lat organizowane są tam spotkania orkiestr wojskowych z całego świata, na których „Victoria” była również gościem, owacyjnie przyjętym na stadionie i Rynku przez mieszkańców Krakowa. Jako gość-amator wcale nie ustępowała orkiestrom zawodowym, wojskowym i świetnie się prezentowała. Miała wspaniały repertuar, występowali z nią znakomici wokaliści i akompaniament instrumentalny był naprawdę rewelacyjny. Kiedyś więc pułkownik zadzwonił do mnie, mówiąc, że orkiestra „Victoria” zaczęła występować, organizować koncerty i jest taka potrzeba, żebym je poprowadził. Jeszcze wtedy nie znałem tej orkiestry, jednak wiedziałem, iż jak Julian zaprasza, to znaczy, że jest to poważne przedsięwzięcie. Szybko poznałem historię „Victorii” i dowiedziałem się, że Julian Kwiatkowski dobrał sobie świetną kadrę instruktorów wojskowych, których znałem już wcześniej. Szybko więc podjąłem się prowadzenia koncertów.

Czy tylko ci instruktorzy zwrócili wówczas Pana uwagę, czy może orkiestra ta wyróżniała się czymś jeszcze na tle innych orkiestr, które Pan już znał?

A.K.: – Prawdziwą perełką zespołu jest tak naprawdę młodzież. Julian wspomniał już, że przecież mają oni własne zainteresowania, chcą grać w piłkę, bawić się przy komputerze, muszą także odrabiać lekcje, a chcą jeszcze mieć czas na naukę czegoś wartościowego i występy z orkiestrą, a to jest naprawdę ciężka praca. Ktoś, kto miał jakikolwiek kontakt z grą na instrumencie muzycznym, wie, że efekty są okupione ogromnym wysiłkiem. Trzeba dużo ćwiczyć i oni chcą to robić. W ciągu tych dziesięciu lat, podczas których koncertowaliśmy w różnych miejscach w Warszawie i poza nią, nieraz okazywało się, że pomimo zmęczenia dzieci te potrafią się w pełni zmobilizować i podczas koncertu zaprezentować naprawdę doskonałe brzmienie utworów. Przykładem mogą być koncerty podczas tegorocznego wyjazdu zagranicznego do Malmoe w Szwecji i Kopenhagi w Danii. Po ponad 20 godzinach jazdy od razu odbyły się występy dla Polonii w kościele wypełnionym po brzegi. Po Mszy św. rozpoczął się specjalny koncert zaaranżowany dla najmłodszych słuchaczy. Następny już dla dorosłych, z nieco innym programem i z innym słowem wprowadzającym. Oficjalna uroczystość odbyła się w konsulacie generalnym w Malmoe. Widziałem na twarzach ludzi zdziwienie poziomem artystycznym orkiestry, która dała patriotyczny koncert, prezentując wspaniałe pieśni, utwory świetnie opracowane i doskonałe brzmienie o charakterze symfonicznym. Panowała atmosfera zachwytu. Podobnie było 3 maja w ambasadzie w Kopenhadze.

J.K.: – Co roku mamy co najmniej jeden wyjazd zagraniczny. Każdy z nich ma swoje odzwierciedlenie w programach muzycznych. Orkiestra w ciągu tych dziesięciu lat odbyła osiemnaście takich podróży. Podczas tych wyjazdów młodzież ma również czas na zwiedzanie, na zapoznanie się z inną kulturą i zwyczajami.

Ile osób liczy obecnie „Vict oria”?

J.K.: – W ciągu dziesięciu lat w orkiestrze występowało ponad 200 osób. Na liście jest około 70 muzyków. Jesteśmy w stanie, nawet przy tylko częściowym składzie orkiestry, zagrać wszystko, począwszy od oprawy Mszy św. po koncerty muzyki rozrywkowej i poważnej, włącznie z towarzyszeniem solistów Teatru Wielkiego – Opery Narodowej.

W jakim wieku są instrumentaliści orkiestry? Czy ukończyli jakieś szkoły muzyczne, czy może są to amatorzy?

J.K.: – W orkiestrze są uczniowie szkół muzycznych, studenci wyższych uczelni warszawskich, ale także amatorzy. Rozpiętość wiekowa jest bardzo duża – od przedszkolaka do sędziwego pana. Grają u nas nawet całe trzypokoleniowe rodziny. „Victoria” to wspaniałe dzieło, z trudem urodzone, ale kochane dziecko naszego proboszcza, księdza Edwarda.

Czy każdy, kto by chciał i spełniał odpowiednie wymagania, mógłby zostać członkiem orkiestry?

Ks. E.Ż.: – Tak. Jesteśmy otwarci na innych. W zasadzie 60 procent członków orkiestry to osoby miejscowe, ale reszta przyjeżdża z innych dzielnic Warszawy, a nawet z innych miast. Mamy więc także dzieci z Mińska Mazowieckiego, Józefowa, a nawet z Nowego Sącza.

Orkiestra prowadzi także własną szkółkę nauki gry na flecie prostym dla kilkuletnich dzieci. Czy po jej ukończeniu mają one później możliwość występowania z orkiestrą?

Ks. E.Ż.: – Tak. Pomyśleliśmy o tym przedszkolu muzycznym, bo przecież nikt z tych dzieci nie miał podstaw muzycznych. Po dwóch latach czy po półtora roku, w zależności od umiejętności, włączamy je do orkiestry.

Z orkiestrą na stałe współpracuje pani Kamila Adamowicz, solistka orkiestry, oraz Robert Dymowski, solista Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Czy oprócz nich ktoś jeszcze występuje z „Victorią”?

J.K.: – Występowało z nami ponad dwudziestu śpiewaków. Wymienię tylko kilka nazwisk z Teatru Wielkiego: wspomniany już pan Robert Dymowski – bas/baryton, i Ryszard Wróblewski – tenor, ale także Krystyna Kochan-Wysocka – sopran, Ryszard Morka – bas, Edyta Ciechomska – sopran, Rafał Bartmiński – tenor, Grzegorz Szostak – bas/baryton. Mamy więc tę gamę solistów bardzo szeroką. Teraz nawiązałem kontakt z Akademią Muzyczną, bo chcemy włączyć do orkiestry młode pokolenie. Już śpiewa z nami Emil Zwoliński – tenor, student piątego roku.

Andrzej Boczkowski: – Z orkiestrą nie wstydzą się śpiewać najlepsi śpiewacy operowi. Wokół niej gromadzą się ludzie z jakimś dorobkiem intelektualnym, co także świadczy o tym, że orkiestra reprezentuje pewien poziom.

Podczas uroczystości związanych z I rocznicą śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II „Victoria” występowała w Rembertowie w towarzystwie trzech chórów: parafialnego Matki Boskiej Zwycięskiej pod dyrekcją pani Ewy Gawkowskiej, wspaniałego chóru Sióstr Loretanek, prowadzonego przez siostrę Esterę, oraz studium wokalnego pani prof. Krystyny Wysockiej-Kochan. Czy orkiestra występuje z tymi chórami także podczas innych uroczystości?

Ks. E.Ż.: – Współpraca z chórami jest raczej okazjonalna. Jeżeli jest jakaś szczególnie ważna okazja, jak w ubiegłym roku odsłonięcie i poświęcenie pomnika Papieża przed kościołem, to chór pani Wysockiej-Kochan, Sióstr Loretanek i nasz występowały faktycznie razem. A wspiera nas głównie nasz chór parafialny pani Gawkowskiej, której dużą pomocą służy pan Zbigniew Szablewski.

J.K.: – Trzeba dodać, że ksiądz proboszcz jest nie tylko wielkim miłośnikiem „Victorii”, ale dzięki swej pasji muzycznej zaprasza do Rembertowa najlepsze chóry z całego świata. Mieliśmy u siebie już chór „Kantylena” z Brna, chór dziecięcy z Kanady z Hamilton, zespół i chór „Krakowiacy” z Francji. Była także Ukraińska Orkiestra Reprezentacyjna ze Lwowa, Orkiestra Reprezentacyjna Wojska Polskiego, Orkiestra Reprezentacyjna Straży Granicznej z Nowego Sącza, węgierska Orkiestra Reprezentacyjna z Moor, Smyczkowa Orkiestra Kameralna Bundeswehry czy zespół z Wybrzeża Kości Słoniowej. Goście, którzy przyjeżdżają do nas, najpierw sami dają koncert, później my, a na koniec gramy wspólnie.

Utwory z jakiego kręgu muzyki najczęściej prezentuje orkiestra podczas koncertów?

J.K.: – Wykonujemy utwory religijne poświęcone Ojcu Świętemu, Matce Bożej, a także historyczne, na temat oręża polskiego. Sama muzyka może niewiele mówi, ale tekst podłożony pod nią daje cały obraz naszej historii – od Powstania Listopadowego do dziś. Uczą one wielkiego patriotyzmu. Prezentujemy także utwory poważne i rozrywkowe.

Ks. E.Ż.: – Ponadto w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, czyli w niedzielę Świętej Rodziny, obchodzone są u nas jubileusze małżeństw. Takich par zbiera się zwykle około 200. Odprawiana jest w ich intencji Msza św., odnawiane są przyrzeczenia ślubne, grany marsz Mendelsona, a potem bankiet w szkole, podczas którego gra „Victoria”. Prezentuje ona wówczas takie melodie, jak: „Ujrzałem pierwszy siwy włos na twojej skroni” czy „40 lat minęło” – utwory dobierane do poszczególnych roczników, więc ludzie wspaniale się bawią. Tu „Victoria” jest niezastąpiona, bo może ona grać i do tańca, i do różańca. Zawsze 30 grudnia zapraszam do kościoła na Mszę św. wszystkie rodziny, które pochowały na naszym cmentarzu kogoś bliskiego w danym roku. Wówczas również oprawę Mszy św. zapewnia „Victoria”.

Które z koncertów „Victorii” wiążą się ze szczególnymi wspomnieniami?

Ks. E.Ż.: – Ostatnio w bazylice Księży Salezjanów na Pradze był kard. Tarcisio Bertone. Zwrócono się do nas z propozycją, żebyśmy wystąpili. Przed bazyliką „Victoria” zagrała hymn watykański i polski, a także ze dwa czy trzy utwory włoskie. Kardynał był tak zadowolony, że podszedł do nas i powiedział: „Zapraszam do La Scali w Mediolanie”…

We wrześniu 2002 roku Orkiestra Koncertowa „Victoria” odbyła pielgrzymkę do Rzymu do Ojca Świętego. Jak wyglądało spotkanie z Papieżem?

Ks. E.Ż.: – Zanim przybyliśmy do Ojca Świętego, mieliśmy oprawę Mszy św. z racji rocznicy bitwy pod Wiedniem na Kalenbergu. Była to przepiękna uroczystość pod przewodnictwem ks. bp. Józefa Zawitkowskiego. Potem pojechaliśmy do Rzymu i znaleźliśmy się w auli Pawła VI. Jak Ojciec Święty wywołał „Victorię” z Warszawy, wtedy zaczęliśmy grać, włączając w śpiew „Barki” całą salę. Razem ze wszystkimi śpiewał również sam Papież. Potem mieliśmy wspólne zdjęcie z Janem Pawłem II. Było to dla nas wielkie przeżycie.

J.K.: – Ten wyjazd był poświęcony przede wszystkim osobie Ojca Świętego. Była to nasza dziękczynna podróż. Drugie wielkie przeżycie poza wizytą u Papieża to Msza św. na Monte Cassino, która jednocześnie była ogromną lekcją patriotyzmu.

Czy „Victoria” koncertowała dla Ojca Świętego także podczas jego pielgrzymek po Polsce?

Ks. E.Ż.: – Podczas pobytu Jana Pawła II w Polsce w 1999 roku pan płk Kwiatkowski dyrygował w Łowiczu orkiestrami i chórami. Występowało wówczas ponad 900 muzyków, w tym nasza „Victoria” i 1200 chórzystów.

Orkiestra nagrywa także kasety i płyty CD ze swoją muzyką. Ile ich już powstało?

Ks. E.Ż.: – Na sukces „Victorii” składa się ogromna praca ze strony wszystkich instruktorów, szczególnie pułkownika, oraz ogromne nakłady finansowe. Stąd w jakimś procencie amortyzuje się to poprzez wydawane płyty i kasety, które rozprowadzamy. To jest drobny procent zwrotu, a reszta spoczywa właściwie na barkach parafii. W tym roku po raz pierwszy współpracują z nami władze samorządowe dzielnicy Rembertów. Co ciekawe, podczas tegorocznego wyjazdu zagranicznego powiedziałem: „Panowie, 2 czerwca jest koncert z racji Dnia Dziecka i Dnia Matki, nie ma płyty o matce”. Nie trzeba było więcej mówić, 2 czerwca była już płyta gotowa.

J.K.: – I proszę pana, powstała piękna płyta nagrana przez naszą orkiestrę i solistów Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. To wszystko zostało wykonane w ciągu jednego miesiąca. Jako były żołnierz jestem przyzwyczajony do otrzymywania rozkazów i ich wykonywania. A ksiądz zawsze powiada: trzeba to zrobić. I sprawa zamknięta – nie ma odwrotu! Jak się chce, wszystko jest możliwe. Wydaje mi się, że młodzież tutaj, w orkiestrze, poprzez takie podejście wychowywana jest do odpowiedzialności osobistej i zbiorowej. Wiedzą, że każdy z nich musi się przygotować indywidualnie do wykonania swojej partii muzycznej oraz do wspólnego wykonania w czasie nagrania. Orkiestra do tej pory wydała siedem płyt.

Trzy lata temu „Victoria” zdobyła Złoty Medal podczas Międzynarodowego Konkursu Orkiestr w Moor na Węgrzech. Jak orkiestra wspomina ten konkurs?

J.K.: – Z wielkim sentymentem. Orkiestra węgierska z Moor, wyjeżdżając do Tallina na konkurs młodzieżowych orkiestr, nawiązała z nami kontakt. Spytali, czy możemy ich przyjąć u siebie w czasie ich podróży z Moor do Tallina, a za to dadzą koncert. Tak też się stało. „Victoria” przypadła im do gustu, dlatego za dwa lata zaprosili nas na Międzynarodowy Konkurs Orkiestr, gdzie zdobyliśmy ten Złoty Medal. W konkursie brało udział dwanaście orkiestr, a potem odbywała się ich parada po mieście, podczas której jako jedyni wykonaliśmy Czardasza. Aplauz był niesamowity.

Z okazji Święta Niepodległości odbędzie się dzisiaj (w sobotę) o godz. 18.00 w sali widowiskowej Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie koncert „Victorii”. Czy planowane są w tym roku jeszcze jakieś inne występy orkiestry?

Ks. E.Ż.: – Tak. Ponieważ nasza diecezja obsługuje przez cały grudzień Msze św. niedzielne o godzinie 7.00 rano w Łagiewnikach, 2 grudnia 2007 r. będziemy zapewniać tam oprawę muzyczną Mszy św., w której wykonamy pieśni adwentowe.

Czy na zainteresowania patriotyczne Księdza Prałata wywarł wpływ ksiądz Jerzy Popiełuszko?

Ks. E.Ż.: – Tak. Byliśmy przyjaciółmi. Ostatni raz przyjechał do mnie 13 października 1984 roku z życzeniami na imieniny, a już 19 października nie żył. Później identyfikowałem jego zwłoki w Białymstoku i przywoziłem do Warszawy. Poza tym patriotyzmu uczył mnie mój ojciec .

A.B.: – Ponieważ nasz kościół został wzniesiony jako wotum zwycięstwa za rok 1920, ksiądz proboszcz od samego początku starał się, aby ten fakt w szczególny sposób podkreślić. I stąd też przed kościołem stanął pomnik wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920 roku, który był odsłonięty w 80. rocznicę Cudu nad Wisłą, oraz tablice pamiątkowe z nazwami pól bitewnych z tego okresu. Wcześniej powstał w Rembertowie pomnik ofiar obozu nr 10 NKWD. To, co wyniósł ksiądz proboszcz z rodzinnego domu, materializowało się później w jego czynach.

A jak wyglądają warsztaty muzyczne, które organizuje „Victoria”, i gdzie się one odbywają?

J.K.: – Wyjeżdżamy na warsztaty muzyczne zimowe i letnie. Letnie odbywają się w Kołobrzegu, a zimowe w Krynicy. Co się dzieje na tych warsztatach? O godzinie 7.30 pobudka. Po toalecie porannej, modlitwie i śniadaniu od godziny 9.00 rozpoczynają się szkolenia muzyczne z instruktorami. Od godz. 10.00 do 13.00 odbywa się zbiorowa próba, podczas której ćwiczymy aktualny program. Jest też czas na zwiedzanie i wypoczynek: latem kąpiele, a zimą narty.

Jakie są Księdza Prałata i Panów refleksje związane z jubileuszem 10-lecia działalności artystycznej Orkiestry Koncertowej „Victoria”?

Ks. E.Ż.: – Sukcesy „Victorii” inspirują innych, co mnie bardzo cieszy. Na przykład niedawno powstał wspaniały chór młodzieżowy w parafii Bożego Ciała na Kamionku. Z okazji jubileuszu „Victorii” ks. abp Sławoj Leszek Głódź napisał do nas piękne słowa, które pozwolę sobie tu przytoczyć. Są one dla nas bardzo ważne: „‚Victoria’ jest chlubą naszej diecezji warszawsko-praskiej. Towarzyszą jej znani soliści Teatru Wielkiego – Opery Narodowej i innych muzycznych scen warszawskich, ale także soliści amatorzy, w tym kilkuletnie dzieci. Artyści swoją muzyką i śpiewem uświetniają ważne uroczystości religijne i patriotyczne w wielu miastach i miejscowościach naszego kraju. Mają bowiem w swoim repertuarze nie tylko muzykę religijną, ale także patriotyczną, poważną, a nawet rozrywkową. Radując się z dotychczasowych osiągnięć artystycznych, jako pasterz diecezji warszawsko-praskiej składam orkiestrze Victoria i jej solistom gratulacje i serdeczne życzenia wielu kolejnych sukcesów muzycznych. Chwaląc naszego Stwórcę, nieście ludziom dobro, wlewając w serca wiarę, radość i ducha modlitwy, bo kto śpiewa, dwakroć się modli (…)”. Chcę podkreślić, że zawsze z wielką radością uczestniczymy w uroczystościach rocznicowych Radia Maryja i podczas pielgrzymek Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. To dzięki Ojcu Dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi, poprzez Radio Maryja i Telewizję Trwam orkiestra „Victoria” znana jest na całym świecie, za co mu gorąco dziękujemy.

J. K.: – Dzięki pracy z „Victorią” nie odczuwam swojego wieku. Daje mi ona wielką satysfakcję z tego, że w tych ostatnich latach mojego życia mogę przekazać innym to, co potrafię, i staram się robić to jak najlepiej. Co ciekawe, dawniej było prawie 60 orkiestr wojskowych, dziś sytuacja jest dramatyczna, bo wiele z nich zostało rozwiązanych i obecnie jest ich mniej niż 20. Dlatego tak ważny jest mecenat księdza proboszcza, to, że istnieje „Victoria”, która ma aż 15 wspaniałych muzyków-instruktorów, czego niejedna szkoła muzyczna może pozazdrościć.

A.B.: – Myślę, że to zawołanie orkiestry: „Bogu na chwałę, a ludziom ku radości”, oddaje cały sen istnienia orkiestry, bo chwaląc Pana Boga, ludzie mają rzeczywiście z tego radość. Jak spojrzymy na te pokolenia, które przewinęły się przez orkiestrę, to myślę, że to jest największy kapitał, bo oni wyszli z niej ubogaceni.

A.K.: – Zasługą księdza proboszcza jest to, że w parafii i jej otoczeniu żywy jest duch patriotyzmu. To bardzo ważne, że ten patriotyzm można podbudować wartością estetyczną, a muzyka jest taką wartością, która trafia do serca bezpośrednio. Zaangażowanie w tworzenie sztuki to jest również pewna wartość wychowawcza. Istnienie takiej orkiestry daje w końcu radość słuchaczom. Wiem, że na koncerty do Rembertowa przyjeżdżają ludzie z całej Warszawy. I dopiero na to nakłada się satysfakcja indywidualna. Bo jeżeli w życiu udaje się zrobić coś wartościowego, to procentuje to wewnętrzną, pozytywną dumą.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

drukuj