fot. flickr.com

UE próbuje bronić dyrektywy o prawach autorskich 

Rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas przekonuje, że dyrektywa o prawach autorskich nie jest skierowana przeciwko internautom. Według unijnego polityka zmiany mają wzmocnić pozycję właścicieli praw autorskich względem dużych platform. Z kolei poseł PiS Dominik Tarczyński nazywa działania Unii Europejskiej próbą ocenzurowania internetu.

Dominik Tarczyński zaznaczył, że decyzja Unii Europejskiej ws. dyrektywy o prawach autorskich to tylko i wyłącznie pretekst, aby ograniczać prawa internautów.

– Jest to sposób, który ma ograniczyć wolność w internecie. Internet w wielu przypadkach ostatnich wyborów politycznych był medium, które decydowało o wynikach wyborczych. Teraz eurokraci z Unii Europejskiej chcą zdecydować o tym, jaka treść musi być usunięta, a jaka nie. Jest to nowa nowomowa, którą trzeba nazwać cenzurą. Nie możemy się na to zgodzić – akcentował polityk.

Pod koniec października plany Brukseli skrytykowała szefowa YouTube Susan Wojcicki. Jej zdaniem, internauci stracą możliwość swobodnego wyrażania swoich opinii w sieci. Zaapelowała także o protest przeciwko nowemu prawu.

Najwięcej emocji wzbudzają paragrafy 11 i 13 dyrektywy. Dotyczą one obowiązku filtrowania treści pod kątem praw autorskich oraz tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

Regulacje wymagają, by platformy internetowe płaciły osobom, które mają prawa autorskie za publikowane przez użytkowników treści lub kasowały takie materiały.

RIRM

drukuj