fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Red. S. Michalkiewicz: Naszym niezawisłym sędziom trzeba było zagrozić batogiem, żeby wzbudzić w nich resztki uczciwości

Osobnik odmawiający zwrócenia pieniędzy,  które mu się nie należały, ma na swoim charakterze poważną skazę, więc sędzią Sądu Najwyższego, podobnie jak i żadnego innego, być nie powinien – powiedział na antenie Radia Maryja w felietonie „Myśląc Ojczyzna” Stanisław Michalkiewicz.

„Walka” o praworządność w Polsce – jak mówił publicysta – pod przewodnictwem „dwóch niemieckich owczarków: Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa, którym udało się wciągnąć do niej nawet niezawisły – oczywiście, niewątpliwie – Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, zaczyna nawet przynosić efekty pozytywne”.

– Oto w październiku ubiegłego roku Trybunał w Luksemburgu, na wniosek wspomnianych owczarków, „zawiesił” ustawę. (…) To „zawieszenie” sprawiło, że niezawiśli sędziowie Sądu Najwyższego, którzy na podstawie „zawieszonej” ustawy przeszli już w stan spoczynku i nawet zainkasowali z tego tytułu odprawy, w wysokości około 150 tysięcy złotych, jak gdyby nigdy nic (…) wrócili do „orzekania” – ale pobranych wcześniej odpraw zwrócić już nie chcieli – powiedział.

Redaktor wskazał, że „ta odmowa nie wzbudziła specjalnego zdziwienia, bo wiadomo, że w Polsce tylko ryba nie bierze, ale zdziwienie swoją drogą, a sytuacja prawna – swoją. Rzecz w tym, że ustawa o Sądzie Najwyższym – i ta „zawieszona”, i ta poprzednia – wśród warunków wymaganych od sędziów Sądu Najwyższego wprowadza i ten, że muszą oni być „nieskazitelnego charakteru”. Tymczasem osobnik odmawiający zwrócenia pieniędzy,  które mu się nie należały, ma na swoim charakterze poważną skazę, więc sędzią Sądu Najwyższego, podobnie jak i żadnego innego, być nie powinien”.

Publicysta dodał, że „w Polsce oczywiście mało kto na takie drobiazgi zwraca uwagę, ale przecież walkę o praworządność w naszym bantustanie prowadzą owczarki niemieckie, a w Niemczech wszystko musi być akuratne. Toteż przypuszczam, że wspomniane owczarki, nie mówiąc już o innych osobistościach, musiały zacząć naszych sędziów podkręcać, żeby te odprawy jednak zwrócili”.

– Jak zauważył Adam Mickiewicz – „każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka i swojego zająca, którego się boi.” (…) Toteż kiedy wspomniane zające wyznaczyły niezawisłym sędziom Sądu Najwyższego ultimatum, którego termin upływał 20 lutego br. – wszyscy niezawiśli sędziowie posłusznie i w podskokach odprawy zwrócili. Ciekawe, co to było za ultimatum – ale cokolwiek to było, musiało brzmieć groźnie, skoro niezawiśli sędziowie tak się wystraszyli – mówił.

– Wprawdzie strach nie jest najlepszą motywacją, ani najbardziej chwalebną, ale trudno – jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Zresztą, jak to mówią, wedle stawu grobla, więc być może naszym niezawisłym sędziom trzeba było zagrozić batogiem, żeby wzbudzić w nich resztki uczciwości. Jak tam było, tak tam było, ale tak czy owak, uczciwość doszła w końcu do głosu, a zatem nie można powiedzieć, by walka o praworządność w Polsce nie przynosiła żadnych pozytywnych efektów – podkreślił Stanisław Michalkiewicz.

RIRM/S.K.

drukuj