fot. twitter.com

Punkt poświęcony uszczelnieniu ustawy o wolnych od handlu niedzielach wykreślony z obrad Sejmu

Rozpoczęła się dziwna pełzająca wojna różnych środowisk ze zwolennikami ograniczenia handlu w niedzielę – stwierdza przedstawiciel „Solidarności” Pracowników Handlu. W planie tegorocznych obrad Sejmu nie widnieje już punkt poświęcony kwestii uszczelnienia ustawy o wolnych od handlu niedzielach.

Projekt ustawy o uszczelnieniu zakazu handlu w niedzielę miał być rozpatrywany przez Sejm w środę, ale marszałek Marek Kuchciński zdjął ten punkt z porządku obrad. Ustawa miała wprowadzić zakaz handlu w tych sklepach, które prowadzą rzekomą działalność pocztową. Decyzją marszałka zaskoczony jest poseł Jan Mosiński. Nie rozumie on, dlaczego zażądano kolejnej ekspertyzy do projektu.

– Naprawdę nie rozumiem intencji – jakie ekspertyzy? Nie wiem. Natomiast po korytarzach sejmowych krąży plotka, że to lobby pracodawców intensywnie pracuje nad tym, aby nawet wycofać się z tego projektu – mówi Jan Mosiński.

Ponadto wolna niedziela staje się fikcją z powodu dodatkowego obciążenia w sobotę i poniedziałek. Wielu pracodawców rozszerzyło czas pracy w sobotę do końca doby, a więc do godz. 24.00 w nocy, a początek pracy w poniedziałek już parę minut po godz. 0.00.

– Co z jednej strony powoduje, że ta niedziela staje się dosyć fikcyjna jako dzień odpoczynku, dzień wolny, a z drugiej strony jest to zwyczajnie niehumanitarne, bo jak dojechać o godz. 0.00 w czy 1.00 w nocy do pracy – wskazuje rzecznik NSZZ „Solidarność” Marek Lewandowski.

„Solidarność” chciałaby tę sprawę uregulować, aby widełki poprzedzające niedzielę dały więcej czasu na faktyczne wykorzystanie wolnego dnia do wypoczynku. Jednak ta poprawka została już odrzucona. Pojawiła się też próba wmawiania społeczeństwu, że wkrótce upadnie kilka tysięcy placówek. To szeroko zakrojona kampania pracodawców przeciwnych wolnym niedzielom.  Powołują się oni na Główny Urząd Statystyczny.

– Nic takiego GUS nie wydał, bo GUS nie jest instytucją prognozującą, tylko stwierdza fakty, a więc gromadzi dane i je przekazuje. Zatem to już jest nieprawda. Nieprawdą jest to, że ponad 60 procent Polaków jest przeciwnych tej ustawie – podkreśla przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” Alfred Bujara.

– Badania były robione na tysiącu respondentów, a więc nie znamy do końca metodologii. Jest to badanie przygotowane przez pracodawców – dodaje.

Tymczasem „Solidarność” ma własne badania, które przedstawi w przyszłym tygodniu.

– Mówi się o rzekomych stratach wynikających z tej ustawy. Prawda jest taka, że obroty, zwłaszcza w tych dużych sieciach w dni poprzedzające wolną niedzielę, przewyższają wcześniejsze. Także obroty rosną – mówi Janusz Śniadek z PiS.

Dodaje, że przyczyn upadku małych handlowców w żadnym razie nie wolno upatrywać w wolnych niedzielach, bo do tego doprowadza kolosalna przewaga konkurencyjna sieci handlowych połączona z ogromnymi promocjami.

– Sejm w tym roku zbiera się jeszcze raz. Jeżeli to nie będzie przegłosowane na następnym posiedzeniu Sejmu między 12 a 14 grudnia, to w tym roku po prostu ta nowelizacja ustawy nie zostanie przegłosowana i nie wejdzie w życie – podkreśla ekonomista Mariusz Kękuś.

Sejm zastanawia się przede wszystkim nad tym, czy punkty handlowe typu „Żabka” powinny równocześnie być punktami pocztowym, co uprawnia do otwarcia sklepu w niedzielę. Wciąż jest ponad 30 wykluczeń w ustawie, podczas gdy „Solidarność” proponowała tylko 7. To miało być gwarancją, że ustawa będzie dobrze działać.

TV Trwam News/RIRM

drukuj