Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie wolno trwać w nieprawdzie

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, Dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Dariusz Pogorzelski.

Tomasz Sakiewicz po sześciu latach postanowił wrócić do sprawy oskarżonego o współpracę z SB Ks. Abp. Stanisława Wielgusa. Odnosząc się w swojej ostatniej publikacji do reakcji Radia Maryja na te oskarżenia, napisał, że „biskup pełnił jakąś ważną funkcję w Radiu Maryja”. Jaką funkcję pełnił Ks. Abp Wielgus w rozgłośni założonej i kierowanej przez Ojca?

– Nie wiem o żadnej funkcji, jaką by Ksiądz Arcybiskup pełnił w Radiu Maryja. Ksiądz Arcybiskup Stanisław Wielgus nie pracuje w Radiu Maryja i nigdy nie pracował. To jest jakieś nieporozumienie. To jest po prostu absurd. Księża Biskupi są Pasterzami Kościoła Katolickiego, a nie pracownikami takich instytucji jak radio.

Kiedy media, w tym „Gazeta Polska”, posądziły Ks. Abp. Stanisława Wielgusa o współpracę z SB, w Radiu Maryja pojawiło się wiele głosów broniących duchownego. Szczególnie zwracano uwagę na sposób, w jaki postąpiono z Biskupem i z człowiekiem. Te opinie redaktor Sakiewicz uznał za „potężną nagonkę na ’Gazetę Polską’”. Radio Maryja urządzało nagonki na ten tygodnik?

– Otóż mogę powiedzieć tylko tyle: jestem bardzo rozczarowany tym, że środowiska i osoby, które wprost przyznawały się do katolicyzmu i do tego, że są dziennikarzami katolickimi, tak bezpardonowo zaatakowały Księdza Arcybiskupa. Rozmawiałem z nim dwa tygodnie po doprowadzeniu go do rezygnacji z posługi metropolity warszawskiego. Przypomnę, że do tej posługi Księdza Arcybiskupa Wielgusa wyznaczył Ojciec Święty Benedykt XVI. Wówczas usłyszałem z ust Księdza Arcybiskupa słowa: „Co oni ze mną zrobili, co oni ze mną zrobili…”. Takich rozmów było więcej. Podczas jednej z nich zadałem Księdzu Arcybiskupowi pytanie: „Czy Ksiądz Arcybiskup dostawał jakieś środki, jakieś leki?”. Powiedział mi, że tak, dostawał środki uspokajające. Mówił również, że to wszystko działo się obok niego, tak jakby nie miał pełnej świadomości. Tak to zrozumiałem. A co do działań „Gazety Polskiej” i innych dziennikarzy nazywających się dziennikarzami katolickimi, to obserwując relacje telewizyjne, byłem zszokowany takim postępowaniem wobec Księdza Arcybiskupa. Było ono nie tylko niekatolickie, ale i nieludzkie. Zaszczuto człowieka, psychicznie go złamano. Bez względu na to, czy ta współpraca była, czy nie, to są przecież jakieś procedury – prokuratura, sądy. Jest zasada „Audiatur et altera pars” (Należy wysłuchać drugiej strony), i tu tego nie było.

Dlaczego tak brutalnie postąpiono akurat z Ks. Abp. Wielgusem?

– Pamiętam konferencję, którą głosił jako biskup płocki, zdaje się dla Stowarzyszenia Odrodzenie. Mówił wówczas o nowej lewicy, o tym, jak ta ideologia idzie przez świat, uniwersytety, szkoły, media, politykę. Jak niszczy Kościół katolicki i cywilizację łacińską. Kiedy to usłyszałem, pomyślałem sobie: No to już, Księże Biskupie, jesteś zabity, nie darują ci tego. Myślę, że to było to.

Lustracja Księdza Arcybiskupa była właśnie takim narzędziem?

– Wiele mówiło się o lustracji. Tymczasem proszę zobaczyć, kogo właściwie zlustrowano. Miała być lustracja dziennikarzy, naukowców itd. I co?

Skończyło się na zapowiedziach.

– Ale ci, którzy byli oskarżeni o współpracę z SB, głównie politycy, mogli się wypowiedzieć, mogli się bronić przed sądem. Księdzu Arcybiskupowi nikt nigdy nie udowodnił, że współpracował, komuś szkodził. Nic o tym nie wiem. Wiem natomiast, że takie zaszczucie człowieka, takie metody są niedopuszczalne. Dlatego cały czas mam wielki dystans do ludzi tak działających. Nawet jeżeli mówią, że oskarżenie Księdza Arcybiskupa było błędem i zrobiono krzywdę człowiekowi, a przez to Kościołowi w Polsce, to trzeba to publicznie powiedzieć, przeprosić, zadośćuczynić.

Z publikacji Tomasza Sakiewicza wynika, że „Gazeta Polska” nie żałuje tego, co zrobiła. Wręcz przeciwnie, uważa, że jej obowiązkiem było napisać o materiałach dotyczących Księdza Arcybiskupa, miało to służyć dobru Kościoła.

– Powinniśmy wszyscy tworzyć wolne i niezależne media, które mają służyć komunikacji między ludźmi. Nawet jeżeli w mediach się pomylimy, to trzeba powiedzieć: pomyliłem się. To się zdarza, jesteśmy ludźmi. Błąd można popełnić, ale nie wolno głosić nieprawdy cały czas i trwać w nieprawdzie, bo przez to źle kształtujemy siebie i ludzi. Na kłamstwie nie można niczego zbudować.

Czytając redaktora Sakiewicza, można mieć wrażenie, że Radio Maryja było niechętne „Gazecie Polskiej”.

– Jakiś czas temu „Gazeta Polska” opublikowała tekst, w którym sugerowano, że Radio Maryja współpracuje z rosyjskim wywiadem, czego potwierdzeniem miały być nadajniki radiowe za Uralem. To nie były nasze nadajniki, wynajmowaliśmy je na kilka godzin dziennie w sposób zupełnie legalny. Podobnie było i jest z nadajnikami w USA i Kanadzie. Z tego by wynikało, że powinniśmy być też amerykańskimi agentami. Jeśli dobrze pamiętam, „GP” nigdy nie sprostowała tych swoich sensacji, a one były później powtarzane nie tylko w Polsce, ale i na świecie. To jest odbieranie dobrego imienia. Dlatego z dystansem patrzę na pewne redakcje i na pewne media.

Wcześniej takiego dystansu wobec „Gazety Polskiej” Ojciec nie miał?

– W początkach działalności Radia Maryja zaprosiłem do nas pana redaktora Sakiewicza. Do Radia przyjechał razem z ówczesnym redaktorem naczelnym „GP” Piotrem Wierzbickim oraz z panią Elżbietą Isakiewicz. Byłem tym zaskoczony, bo zaprosiliśmy na audycję jedną osobę. Mimo to wszyscy troje pojawili się na antenie. Zanim program się rozpoczął, poprosiłem, aby goście nie atakowali ludzi, nie atakowali Żydów. Niestety, w czasie audycji, na żywo oczywiście, jedna z tych osób – to nie był pan Sakiewicz – zachowała się zupełnie odwrotnie. Nastąpiła konsternacja. Próbowałem wówczas jakoś odwrócić sytuację. Poza tym nie było współpracy z „Gazetą Polską”.

Jakie dziś są relacje z tym tygodnikiem?

– Niedawno ktoś z naszych współpracowników zapytał mnie, czy pamiętam, że pan Sakiewicz pisał do Benedykta XVI list niemal z instrukcjami, co powinien zrobić ze mną Ojciec Święty. Ja tego nie traktowałem zbyt poważnie, ale to pokazuje pewne – powiedziałbym – niejasności. Jeżeli mamy służyć prawdzie, to trzeba iść w prawdzie, tworzyć dialog z poszanowaniem jeden drugiego, ale z poszanowaniem prawdy.

„Gazeta Polska” podejmuje bardzo wiele tematów, które są obecne na antenie Radia Maryja. Odwołuje się do wartości, które są bliskie słuchaczom Radia, jak chociażby patriotyzm.

– Oczywiście Ojczyznę trzeba kochać, ale trzeba też przypomnieć, że nasza ziemska Ojczyzna nie jest celem ostatecznym. Ostateczny cel to Ojczyzna niebieska. Ojczyzna ziemska jest pewną drogą – pewnym zadaniem, w którym też się doskonalimy. Dobrze, że jest pa- triotyzm, ale nie może on istnieć samodzielnie, bez dochodzenia do prawdy, którą jest Chrystus Pan. Bez oparcia się na Panu Bogu nie będzie odrodzenia Narodu i Ojczyzny. A jeszcze o odwoływaniu się do patriotyzmu. Tu też byłbym ostrożny. Wielu do nas przychodziło, mówili dużo o Ojczyźnie, Kościele. Klękali na nabożeństwach. Niestety, później się okazywało, że wiarę i patriotyzm traktowali instrumentalnie. Chcieli się tylko uwiarygodnić w oczach ludzi wierzących. Także w tym przypadku patrzę na to, czy jest miłość do Kościoła.

Dziękuję za rozmowę.

Dariusz Pogorzelski

drukuj