[NASZ WYWIAD] Prof. W. Osadczy: Wiktor Juszczenko nie może być partnerem do jakichkolwiek rozmów z Polską; to gloryfikator banderyzmu i osoba niewiarygodna

Byłego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki, nie powinno się traktować poważnie. Z taką osobą się nie rozmawia. Jest to gloryfikator banderyzmu, osoba wielce niewiarygodna. (…) Pan prezydent Juszczenko nie może być partnerem do jakichkolwiek rozmów i nie może być osobą, którą się przyjmuje na terenie państwa polskiego – powiedział w rozmowie z Karoliną Gierat z Redakcji Portalowej Radia Maryja prof. Włodzimierz Osadczy, historyk.

Karolina Gierat: „Akt historycznego pojednania między Polakami i Ukraińcami już się dokonał, zresztą przy ogromnym wkładzie waszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W imię czego politycy w Warszawie wracają dziś do wątków historycznych – pytał były prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko. Jak rozumieć te słowa?

Prof. Włodzimierz Osadczy: Akt pojednania między prezydentem śp. Lechem Kaczyńskim a Wiktorem Juszczenką w rzeczywistości – taki fakt – nie miał miejsca. Wydarzenie, które dzieli Polaków i Ukraińców, a mianowicie ludobójstwo, którego dokonali nacjonaliści ukraińscy na kresach wschodnich Rzeczpospolitej, nie zostało potępione. Nie zostało potępione w sposób właściwy i godny na terenie Rzeczpospolitej. Zostało zanegowane przez państwo ukraińskie. Mówienie o pojednaniu polsko-ukraińskim, w prawdzie na bazie potępienia zbrodniczej ideologii idealizmu ukraińskiego, jest nieporozumieniem, jest propagandą i jest kłamstwem.

Wiemy, że to tzw. pojednanie wygląda na dzień dzisiejszy w ten sposób, że ok. 130 tys. szczątków ludzkich nie jest pogrzebane. Ideologia banderyzmu stała się oficjalną ideologią państwa ukraińskiego. Oficjalne znaki oprawców formacji ludobójczych, tj. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, stały się oficjalnymi symbolami państwa ukraińskiego. Hymn Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów stał się oficjalnym marszem armii ukraińskiej. Barwy czerwono-czarne weszły do wojskowości ukraińskiej. Pozdrowienie banderowskie stało się oficjalnym pozdrowieniem w armii ukraińskiej i policji. Mamy do czynienia z wielkim kłamstwem, z którym się nie zgadzają szerokie warstwy narodu polskiego. Nie ma na to przyzwolenia. To, że obecni politycy próbują przymykać oczy na te kwestie, to jest krótkowzroczna polityka, która się odbije czkawką jeszcze przy kolejnych wyborach i przy kolejnych wydarzeniach politycznych. Widzimy, że Ukraina coraz bardziej się banderyzuje i radykalizuje.

Wiemy, że dochodzi do skandalicznych sytuacji, kiedy oszczercy obarczający winą np. za rozpętanie II wojny światowej z mniejszości ukraińskiej i dostają sowite dofinansowania z budżetu państwa polskiego, natomiast organizacje kryzysowe i patriotyczne, dopominające się o prawdę nt. ludobójstwa są traktowane po macoszemu. Pojednanie pozostaje tylko na etapie marzenia i na etapie dążenia do pojednania. W tej chwili jest jedno wielkie kłamstwo.

KG: Zdaniem b. prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, polscy politycy w dużej mierze odpowiadają za kryzys w relacjach z Ukrainą. „My, Ukraińcy, staramy się wyłożyć całą prawdę na stół porozumienia. Dlaczego Polacy nie mogą zrobić tego samego” – pytał były prezydent Ukrainy.

WO: Pana prezydenta Juszczenki nie powinno się traktować poważnie. Ja się dziwię, że taka osoba, która publicznie zachwala Banderę, która zachwala ideologię banderyzmu, jest wpuszczana na teren państwa polskiego i jest traktowana jako partner do rozmów. Jest to niezgodne z ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej i jest to policzek wymierzony w godność narodu polskiego. Z taką osobą się nie rozmawia. Jest to gloryfikator banderyzmu, osoba wielce niewiarygodna. Jest to osoba, która straciła kredyt zaufania w swoim kraju, zawiodła siły demokratyczne. Pan prezydent Juszczenko nie może być partnerem do jakichkolwiek rozmów i nie może być osobą, którą się przyjmuje na terenie państwa polskiego. A jakiekolwiek ustosunkowanie się do jego bełkotu jest nieporozumieniem.

KG: Czy da się naprawić relacje Polski z Ukrainą?

WO: Oczywiście, nie ma żadnych relacji tak popsutych, których by się nie dało naprawić. Akurat w te dni przypominamy sobie historyczny list biskupów Polski skierowany do biskupów niemieckich, który zapoczątkował pojednanie polsko-niemieckie. Z tym, że taki list mógłby być możliwy na bazie potępienia nazizmu, ideologii ludobójczej i oddania czci ofiarom. W tej chwili banderyzm, jako ideologia ludobójcza, doprowadził do wielkiej tragedii narodu polskiego. Nie został on potępiony. Szczątki ofiar do dnia dzisiejszego są poniewierane po obu stronach granic. Państwo ukraińskie zakazuje odnalezienia i chrześcijańskiego pochówku tych szczątków. Po tym, jak Ukraina się wyzbędzie zbrodniczej ideologii, która weszła w każdy obszar życia państwa ukraińskiego, będzie można mówić o pojednaniu. W tej chwili każda taka rozmowa jest oszczercza i bluźniercza wobec pamięci ofiar ludobójstwa.

KG: Jaki plan, sensowny pomysł, może mieć polski rząd na prowadzenie polityki ze Wschodem?

WO: Polski rząd powinien być przede wszystkim w dyplomacji suwerenny, realizować polską rację stanu. Obserwując to, co się dzieje na odcinku wschodnim, można dojść do wniosku, że polski rząd nie jest suwerenny, a jest wykonawcą cudzej woli. Prawdopodobnie chodzi o bardzo ścisłą zależność wobec Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone występują jako wielki gracz na szachownicy geopolitycznej, prowadzą ostrą rywalizację z Rosją, a Polska stała się narzędziem tej walki. Jako narzędzie tej walki została zmuszona do wyciszenia swoich spraw związanych z pamięcią narodową, została zmuszona do tego, że wszystkie ostre zagadnienia, które się nasilają na odcinku polsko-ukraińskim są wyciszane. Dyplomacja polska w postaci ambasady w Kijowie jest sparaliżowana, nie funkcjonuje jako należyta pełnowartościowa placówka, tylko jest to placówka pełniąca funkcję jakiegoś oddziału departamentu stanu wielkiego mocarstwa. (…) Żeby podjąć poważną pracę na odcinku pojednania polsko-ukraińskiego, musi być suwerenna dyplomacja państwa polskiego. W tej chwili z własnych badań i rozpoznań mogę stwierdzić, że takiej suwerennej dyplomacji nie ma, jest tylko organ wykonujący geopolityczne zamówienie Stanów Zjednoczonych.

KG: W poniedziałkowym wydaniu dziennik „Rzeczpospolita” poinformował, że aktualnie mamy ostatnią szansę na zachęcenie do przyjazdu do Polski pracowników z Ukrainy. Głównymi konkurentami Polski na tym rynku są Czechy, Słowacja, a od niedawna także i Niemcy. Czy to w ogóle my powinniśmy ich zachęcać do przyjazdu do naszego kraju?

WO: Zachęcać Ukraińców do pracy powinno państwo ukraińskie. Powinno tworzyć miejsca pracy i dbać o dobrobyt swój i swoich ludzi. Państwo polskie powinno zachęcać do pracy swoich obywateli i tworzyć miejsca pracy i preferencyjne warunki zatrudnienia dla Polaków. To, że od pewnego czasu przeżywamy pewien boom, który jest – jak nam wmawiają eksperci i media – związany z koniecznością zatrudnienia Ukraińców, wydaje się, że jest to teza bardzo niesprawdzona i fałszywa. (…) W tym wszystkim nie tyle chodzi o rzeczywiste zapotrzebowanie na ręce pracy w sytuacji, kiedy Polacy opuszczają kraj, gdy przeżywamy dotkliwą emigrację najzdolniejszych i najbardziej rzutkich pracowników opuszczających kraj, dlatego że miejsca nie ma, bo przyjmujemy tanią siłą roboczą z Ukrainy. W ten sposób zaburza się charakter narodowy państwa, co jest ważnym elementem stabilności i bezpieczeństwa. Wiemy, że są liczne przypadki związane też ze wzrostem czynników kryminalnych, powiązane z tym, że ludność ukraińska (w liczbie w tej chwili 2 mln – w rzeczywistości prawdopodobnie ta liczba jest o wiele wyższa) przyjeżdża z kraju wojującego, nasiąknięta ideologią banderyzmu, tym antypolonizmem, który jest naturalnie wszczepiany wraz z ideologią banderyzmu ludności ukraińskiej, więc tworzy się wielki czynnik ryzyka. Nie jest to wszystko tak, jak media próbują manipulować i tworzyć pewien obraz sielankowy lub też taki, który przekonuje nas, że bez pracowników z Ukrainy Polska sobie nie da rady.

Karolina Gierat/RIRM

drukuj