fot. flickr.com

Naczelnik urzędu skarbowego w Bartoszycach wycofa apelację od wyroku ws. nieopodatkowanej żarówki

Naczelnik urzędu skarbowego w Bartoszycach wycofa apelację od wyroku sądu I instancji w sprawie niefiskalnej żarówki. Sprawa dotyczy mechanika, który wymienił żarówkę w aucie nie wydając paragonu fiskalnego. O wymianę żarówki w samochodzie poprosiły, nie przedstawiając się wcześniej, pracownice skarbówki.

Jak podała PAP w czwartek Renata Kostowska z Izby Administracji Skarbowej w Olsztynie, naczelnik urzędu skarbowego w Bartoszycach wycofa apelację od wyroku Sądu Rejonowego w Bartoszycach.

„Tym samym sprawa zostanie zakończona na etapie wyroku skazującego uznającego oskarżonego winnym popełnienia zarzucanego mu czynu, jednocześnie odstępującego od wymierzenia kary i niedopatrującego się żadnych uchybień ze strony działań pracowników urzędu skarbowego” – podała w komunikacie przesłanym do PAP rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej w Olsztynie.

O sprawie mechanika jako pierwszy napisał Goniec Bartoszycki. 24 listopada 2017 roku o godz. 14.00 Władysław Suszko na kasie fiskalnej swego zakładu mechaniki samochodowej w Sędławkach k. Bartoszyc wykonał tzw. dzienny raport kasowy. Oznacza to zakończenie pracy w danym dniu. Nie przyjmuje się już wtedy wpłat od klientów. W zakładzie nadal jednak pracowali mechanicy.

Jak relacjonował gazecie właściciel warsztatu, gdy wyjeżdżał tego dnia do lekarza zobaczył, jak pod zakład zajeżdża Toyota Avensis z dwiema paniami. Zapytały go, czy mogą wymienić żarówkę w aucie. Wówczas mężczyzna poprosił pracownika, by dokonał tej wymiany, a sam odjechał. Po chwili – jak relacjonował – pracownik zadzwonił do niego, by wracał do warsztatu, bo jest kontrola z urzędu skarbowego. A kontrolerami okazały się panie z toyoty.

Dalej właściciel opowiadał, jak pracownice urzędu skarbowego zaproponowały mandat 500 złotych za to, że za wymianę żarówki nie został wystawiony paragon fiskalny. Mówiły, że za wymianę żarówki dały pracownikowi 10 zł.

Mechanik z kolei opowiedział, że najpierw w przednim reflektorze podłączył wtyczkę, która była odłączona. Panie zaś wskazały jeszcze na tylne światła, w których brak było żarówki. Warsztat nie prowadzi sklepu z częściami, a panie nie miały swojej żarówki – opowiada mechanik, dlatego gdy kobiety zaczęły nalegać i prosić by wykonał usługę, znalazł w swoich prywatnych częściach potrzebną żarówkę i zamontował ją w ich samochodzie.

Wówczas kontrolerki chciały ukarać pracownika warsztatu mandatem 500-złotowym. Właściciel wskazał pracownikowi, żeby go nie przyjmował i ten tak zrobił.

W związku z odmową przyjęcia mandatu, panie z urzędu skarbowego sporządziły wniosek do sądu o ukaranie za skarbowe wykroczenie. Sąd w Bartoszycach najpierw bez przeprowadzania rozprawy, uznał pracownika winnym wykroczenia, lecz odstąpił od wymierzenia mu kary. Jednak z takim wyrokiem nie zgodziła się naczelnik Urzędu Skarbowego w Bartoszycach złożyła odwołanie. Wówczas sąd zdecydował o prowadzeniu postępowania dowodowego. Po raz drugi sąd w Bartoszycach podtrzymał wcześniejszy wyrok.

Naczelnik US w Bartoszycach po raz kolejny złożyła apelację i domagała się ukarania mechanika grzywną w wysokości 600 zł. Jak wskazała „czyn, jakiego miał się dopuścić mechanik, jest czynem o znacznym stopniu społecznej szkodliwości (…) naraża bowiem Skarb Państwa na znaczne uszczuplenia podatkowe”.

Sąd okręgowy wyznaczył już termin rozpatrzenia apelacji. Miała się ona odbyć 20 listopada. Rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej w Olsztynie podała w czwartek, że naczelnik urzędu skarbowego w Bartoszycach wycofała apelację.

PAP/RIRM

drukuj