fot. Tomasz Strąg

Ks. prof. W. Cisło o nowych pomysłach polityków europejskich ws. uchodźców: Najskuteczniejszą formą pomocy jest pomoc na miejscu

To tylko kosmetyka, która ma uratować twarz politykom europejskim – tak nowe unijne propozycje w sprawie uchodźców ocenia ks. prof. Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. Polska wciąż stawia na pomoc na miejscu. Efekty są już widoczne.

Jeszcze w latach 70’ liczba ludności w Nigerii była równa Polsce. Teraz na skutek eksplozji demograficznej wzrosła pięciokrotnie. Przyrost jest ogromny; przyrost, któremu nie sprosta Europa.

– Europa, która ma 500 mln mieszkańców, nie jest w stanie przyjąć chociażby miliarda mieszkańców – podkreśla ks. prof. Waldemar Cisło.

Jednak to do Europy napływają kolejne statki pełne migrantów. Przyjmowaniu kolejnych osób sprzeciwiają się Włochy. Dlatego nowym celem stała się Hiszpania.

Dla migrantów przyjazd do Europy oznacza życie, o jakim marzyli.

– Daliśmy im fałszywą nadzieję, że wszyscy na nich czekają, że będą przez całe życie dostawać zasiłki socjalne i w taki sposób będą żyć – wskazuje dyrektor sekcji polskiej stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”.

Według planów unijnych polityków, teraz migranci będą trafiać do specjalnych ośrodków. Komisja Europejska chce, by proces odróżniania uchodźców od migrantów odbywał się w specjalnych centrach. Ta druga grupa byłaby wtedy skazana na powrót do Afryki.

– To jest chyba taka trochę kosmetyka, która próbuje ratować twarz tym politykom, którzy są w pełni odpowiedzialni za danie fałszywej nadziei milionom, jeśli nie setkom milionów ludzi w Afryce – akcentuje ks. prof. Waldemar Cisło.

Bo przyjmowanie kolejnych migrantów tylko pogłębia dramat. Kobiety w większości docierają do Europy zgwałcone. Młodych ludzi zabija się na narządy.

– „Corriere de la Serra” w 2017 roku w lipcu bodajże napisało, że najbardziej rozwijającą się gałęzią przemysłu jest przemyt ludzi, a dochody mafii włoskiej sięgają rocznie kilkuset milionów euro – podkreśla duchowny.

Na ludzkim dramacie wielu chce zarobić. To interes najczęściej wygrywa z miłosierdziem. Brak realnej pomocy pokazuje przykład Ugandy, gdzie przed rokiem w obozie Bidi Biti pojawił się unijny komisarz ds. uchodźców.

– Przedstawiciel jednej z najbogatszych instytucji międzynarodowych po roku czasu, co ma? Biuro w najdroższym hotelu w stolicy. A pytam pani, to czemu po roku nie ma nic. Powiedziała, że jest trudno – opowiada dyrektor sekcji polskiej stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”.

To kolejny przykład, który pokazuje, że najskuteczniejszą formą pomocy jest pomoc na miejscu. Temu zadaniu próbuje sprostać Polska.

– Po wizycie pani minister Beaty Kempy z przedstawicielami organizacji świeckich, które zajmują się pomocą medyczną, za kilka miesięcy będzie szpital kontenerowy i pomieszczenia dla lekarzy, którzy tam będą mogli mieszkać, klimatyzowane, i leczyć tych ludzi – wskazuje ks. prof. Waldemar Cisło.

Do takiej formy pomocy przekonuje się coraz więcej państw Unii Europejskiej.

TV Trwam News/RIRM

drukuj