fot. PAP/EPA

Francja: Mimo ustępstwa rządu, strajkujący nie ustępują 

Kryzys we Francji nie ustępuje. Mimo czasowego wycofania się rządu z podwyżek podatków, „Żółte kamizelki” protestują nadal. Jak mówią demonstranci, to za mało i za późno.

We Francji nadal trwają protesty „Żółtych kamizelek”. Niektóre z nich przeradzają się w rozboje i podpalenia. Taki widok to ostatnio we Francji codzienność. Nawet mimo wczorajszej zapowiedzi premiera Francji, że podwyżka podatku na paliwo zostanie odłożona na pół roku.

– Decyzja ta obowiązuje od teraz. Musimy przywrócić w kraju spokój, a później rozpocząć prawdziwą dyskusję na temat głównych problemów, które zostały wyrażone w ciągu ostatnich kilku tygodni – zapowiedział premier Francji Edouard Philippe.

Dla Francuzów to jednak za mało.

– Sześciomiesięczne zawieszenie jest dobre, ale za pół roku wszystko zacznie się od nowa. Ludzie nie będą w stanie rozwiązać swoich problemów, znajdą się w tej samej sytuacji. Mamy trudności już w tej chwili, nawet bez podwyżki podatku paliwowego. Trzeba zrobić więcej – powiedział David, uczestnik protestu „Żółtych kamizelek”.

Lista żądań protestujących jest znacznie dłuższa niż przypuszczano. Oczekują między innymi podwyżki wynagrodzeń, emerytur i zasiłków dla bezrobotnych.

– Zawieszenie podwyżki podatku paliwowego nas nie satysfakcjonuje, bo już teraz mamy trudności z przeżyciem do końca miesiąca. Mamy dużo podatków – od paliwa, gazu, energii elektrycznej i innych rzeczy. Problem nadal istnieje – wskazał Xavier, pracownik fabryki samochodów.

Jednak póki co nie zanosi się na to, by francuski rząd zrobił kolejny krok w tył.

– Jeśli podjęty środek, co do którego jesteśmy przekonani, że zadziała, okaże się jednak nieskuteczny, to zmienimy go. Ale najpierw, zanim stwierdzimy, że nie działa, ocenimy go wspólnie z parlamentem – podkreślił rzecznik francuskiego rządu Benjamin Griveaux.

Wielu Francuzów nie wierzy w dobrą wolę rządu.

– Bez względu na to, kto rządzi Francją, daje nam zapewnienia krótkoterminowe. Opodatkowują coś, później znoszą podatek, odkładają go na potem. Nie ma długoterminowej, strategicznej wizji. Myślę, że to, co zostało ogłoszone, nie ma dla nas większego znaczenia – zaznaczył Stanislas de Pioger.

W środę rano na ulice wyszli także licealiści oraz studenci, którzy także przedstawili swoje żądania. Oczekują między innymi bezpłatnego nauczania na wyższych uczelniach.

TV Trwam News/RIRM

drukuj