B. Szydło: „Gra idzie naprawdę o Polskę!”

Wywiad z premier Beatą Szydło udzielony TV Trwam w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.  Wywiad przeprowadził o. Grzegorz Moj CSsR.


 


– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica. Drodzy Państwo, drodzy Widzowie TV Trwam i Słuchacze Radia Maryja! Zazwyczaj to my gościmy w naszym studio tych, którzy do nas przyjeżdżają. Dziś taką gościnę sprawiła nam Pani Premier Beata Szydło. Jesteśmy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Bardzo dziękujemy i witamy na naszej antenie Panią Premier. Szczęść Boże!

– Szczęść Boże! Witam przede wszystkim Ojca, ale witam wszystkich widzów TV Trwam. Cieszę się, że w tym czasie świątecznym mogę gościć TV Trwam i widzów TV Trwam w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, bo myślę, że ważne jest to, żebyśmy byli otwarci i bywali nie tylko tam, gdzie jesteśmy zaproszeni, ale byśmy sami chcieli zapraszać gości. Nie tylko w tym szczególnym czasie Bożego Narodzenia, ale zawsze, żeby mieć otwarte i drzwi, i – przede wszystkim – serca. Bardzo się cieszę, że możemy się spotkać tutaj w kancelarii.

Pani Premier, w Polsce wiele się zmieniło. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne. Pani jest Premierem polskiego rządu. Mówi się często, że Polacy się dzielą, są obawy i nadzieje. Jak Pani patrzy na państwo, na to, co się stało? Czy jesteśmy w stanie – czy państwo jesteście w stanie – zrobić dobrą diagnozę, dobrze rządzić, dobrze prowadzić państwo?

– Polacy chcą się łączyć. To przesłanie było cały czas powtarzane w kampanii wyborczej. Mogę o tym powiedzieć z perspektywy prawie roku, kiedy rozpoczęła się kampania wyborcza pana prezydenta Andrzeja Dudy, a potem przeszliśmy w kampanię wyborczą parlamentarną. Na wszystkich spotkaniach, w których brałam udział, zawsze pojawiał się jeden temat – oczywiście poza tymi ważnymi tematami dotyczącymi funkcjonowania państwa, życia ludzi – że ludzie chcą rozmawiać, żeby była wspólnota, żeby był dialog. I myśmy to podjęli. Dlatego wygraliśmy wybory parlamentarne, a pan prezydent Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie. Myśmy rozmawiali z Polakami i powiedzieliśmy, że na te rozmowy jesteśmy otwarci i chcemy tak to realizować. Tyle tylko, że jest w Polsce ogromna grupa tych, którzy nie zgadzają się z takim wizerunkiem władzy i z takim ułożeniem państwa, żeby to obywatele mogli decydować o swoich sprawach.

Dzisiaj ci, którzy tracą wpływy, tracą własne interesy, którzy za wszelką ceną bronią swoich przywilejów – postaram się w dalszej części rozmowy, uzasadnić, co mam na myśli – za wszelką cenę chcą doprowadzić do tego, żeby władza, która została wybrana w demokratycznych wyborach, przez naród – ponieważ myśmy dostali legitymację od narodu, od suwerena – została w tej chwili zdyskredytowana.

Zarzuca nam się rzeczy, których nie robimy. Zarzuca nam się rzeczy, których nie mówimy, a wszystko po to, żeby obronić własne interesy. Z przykrością stwierdzam, że niestety ta manipulacja zaczyna wciągać duże grupy ludzi, którzy nie są w układ władzy, która już przeminęła, w jakikolwiek sposób wplątani. Ale oni dzisiaj przez ten wrzask, przez tę histerię, zostają jakby postawieni po tej drugiej stronie. Gdybym miała dzisiaj powiedzieć, co jest nam potrzebne to na pewno spokój i rozmowa. My będziemy to konsekwentnie realizować, ale potrzebna jest rozwaga tych, którzy dzisiaj próbują burzyć, i którzy próbują dzielić Polaków – próbują realizować to, co przez ostatnie osiem lat było konsekwentnie czynione. Mam na myśli podziały Polaków. Przez osiem lat władza, która odeszła, dzieliła polskie społeczeństwo. Dzisiaj próbuje dla własnych przywilejów dokonywać tego samego.

– Pani Premier w kampanii wyborczej pokazywała teczkę z ustawami. PSL powiedziało, ustami swoich przedstawicieli, że ta teczka jest pusta. Czy rzeczywiście jest tak? Czy to była tylko gra w kampanii wyborczej, gra Pani – jako tej, która była kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera?

–  Ta teczka nie tylko, że jest pełna, ale też coraz bardziej się rozrasta, bo pojawiają się nowe projekty. Oczywiście można zadać pytanie, czy te projekty ustaw, które w tej chwili kierowane są do Sejmu, a o których ja mówiłam również w kampanii wyborczej, powinny być kierowane ścieżką rządową, czy ścieżką – tak, jak jest to w tej chwili w wielu przypadkach czynione – poselską? Myśmy poszli do wyborów, jako Prawo i Sprawiedliwość i wygraliśmy jako Prawo i Sprawiedliwość. Jestem premierem rządu tworzonego przez Prawo i Sprawiedliwość i Zjednoczoną Prawicę. Współpraca Klubu Parlamentarnego PiS oraz rządu jest i musi być ścisła. Są projekty ustaw, które kierujemy ścieżką poselską, dlatego, że jest to szybsza procedura, a nam zależy na tym, żeby dobre zmiany były wprowadzone i żeby były wprowadzone szybko. Natomiast są też projekty, które przygotowaliśmy i będziemy kierowali je ścieżką rządową – tak, jak chociażby projekt „Rodzina 500+”. Chcemy, żeby były dalsze konsultacje, żeby dać sobie czas na to, żeby wszyscy obywatele, wszystkie rodziny mogły się w tej sprawie wypowiedzieć.

Ale pytanie o teczkę z ustawami, które Ojciec postawił, jest oczywiście jak najbardziej zasadne. Powiem w ten sposób, że w tym krótkim czasie naprawdę dużo zrobiliśmy. Przecież rząd Prawa i Sprawiedliwości rządzi tak naprawdę niewiele ponad miesiąc, a gdyby brać pod uwagę, że jest potrzebny czas na przygotowanie, rozruch, wejście do ministerstw (ministrowie musieli się zorganizować) to czas rzeczywiście efektywnych rządów wynosi w tej chwili około trzech tygodni. W tym czasie do prac skierowane zostały najważniejsze projekty ustaw, o których mówiłam w kampanii wyborczej: „Rodzina 500+”, obniżenie wieku emerytalnego, powrót do poprzedniego wieku emerytalnego (to jest projekt, który złożył pan prezydent Andrzej Duda), jest projekt ustawy o godzinowej stawce minimalnej w wysokości 12 zł, są rozwiązania dotyczące tego, żeby rodzinom nie odbierać dzieci, tylko i wyłącznie dlatego, że rodzina jest w złej sytuacji materialnej i wiele innych ustaw, które uznaliśmy jako priorytetowe, bo o tym mówili Polacy. Będziemy to konsekwentnie realizować.

Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście jeszcze cała sfera tych działań, które musimy jako rząd podejmować np. na arenie międzynarodowej, gdzie rozstrzygają się bardzo ważne sprawy dla Polski. Więc nie próżnujemy, pracujemy i będziemy pracować. Ale ja zapowiadałam też w kampanii wyborczej i konsekwentnie będę to realizowała, że wszystkie nasze działania będziemy konsultowali z Polakami. Dzisiaj program „Rodzina 500+” jest skierowany szeroko do konsultacji – nie tylko do organizacji, stowarzyszeń, nie tylko do strony społecznej, nie tylko do oceny ministerialnej, bo ja bym sobie życzyła, żeby również wszyscy obywatele, którzy są tym zainteresowani, na ten temat się wypowiadali. Jest możliwość przysłania do nas pytań, swoich uwag. Jeżeli jest ważny projekt dla ludzi, to on musi być tak napisany, żeby był skuteczny i realizował to, co jest zakładane. Nie jest sztuką napisać projekt ustawy siedząc przy biurku. Urzędnikowi czy ekspertowi wydaje się, że to są świetne rozwiązania, ale potem, kiedy wprowadza to w życie, bardzo często okazuje się, że ta nasza teoretyczna diagnoza i te teoretyczne rozwiązania nie za bardzo przystają do rzeczywistości. Moim założeniem jest to, żeby pisać dobre prawo, ale żeby było to prawo dla ludzi, bo po to jesteśmy postawieni tutaj na tej służbie przez obywateli, byśmy – przede wszystkim – pilnowali spraw obywateli i je rozwiązywali, a nie różnego rodzaju lobby czy partii politycznych, które dostrzegają tylko i wyłącznie własny interes.

W parlamencie poprzedniej kadencji głos obywateli był bardzo często lekceważony. Obywatelskie projekty ustaw, po pierwszym czytaniu, często nie trafiały do prac żadnej z komisji. Pani Premier mówi, że rząd chce słuchać Polaków, że Pani chce słuchać. O sprawach ważnych chcecie decydować razem z nimi. Wspominała Pani chociażby o programie „Rodzina 500+”. Tylko, że opozycja wciąż podnosi temperaturę. Czego możemy się spodziewać? Pani Premier mówi, że to dopiero pierwsze tygodnie, że zawsze dawano nowemu rządowi 100 dni. Z wami jest troszeczkę inaczej, bo napięcie od pierwszych dni, od pierwszych godzin, rośnie…

– Rzeczywiście w polskiej kulturze politycznej jest taki dobry zwyczaj, że rządzący, nowa władza ma te symboliczne 100 dni na to, żeby uporządkować sprawy organizacyjne, wejść w rytm rządzenia, zaproponować pewne ustawowe rozwiązania. Nam tego czasu nie dano. Od razu zaczęły się ataki, krytyka, wściekłe atakowanie ze strony tej części, która w tej chwili traci wpływy. Myślę, że to jest strach przed obywatelami. Postrzegam to w ten sposób – co jest dla mnie bardzo bolesne – że tak naprawdę ci, którzy dzisiaj wyprowadzają ludzi na ulicę, którzy tak bardzo krzyczą, że w Polsce dzieją się złe rzeczy wyprowadzają ten spór polityczny na zewnętrz, poza granice Polski. To zastanawia, dlaczego tak się dzieje? Jaka jest determinacja tych ludzi, którzy na arenie międzynarodowej uderzają w polski rząd, w polskie państwo i tak naprawdę podważają rolę obywateli? Bo chcę jeszcze raz podkreślić: to Polacy w demokratycznych wyborach zadecydowali, że chcą, by to Prawo i Sprawiedliwość rządziło w Polsce. I teraz różnego rodzaju grupom interesów, różnego rodzaju lobby to się nie podoba, że my mówimy w ten sposób: trzeba zająć się sprawami Polaków, trzeba konsekwentnie bronić tych, którzy dziś są w trudnej sytuacji materialnej, trzeba bronić tych, którzy są nieuczciwie traktowani przez sąd, trzeba bronić polskich przedsiębiorców. Trzeba dać równe szanse polskim sieciom handlowym – tak, żeby mogły konkurować z tymi największymi. Jeżeli banki stosują w stosunku do polskich obywateli najwyższe marże, mają najwyższe zyski, odprowadzają swoje ogromne dywidendy poza granice Polski – mimo, że tutaj, z kieszeni polskich podatników wyciągają pieniądze – to my mówimy: chcemy to uregulować.

Nie chcemy wprowadzać jakiś nadzwyczajnych rzeczy. Chcemy tylko, żeby polscy obywatele mieli takie samo prawo i takie same przywileje i takie same szanse, jak obywatele innych krajów Unii Europejskiej. Chcemy, żeby mogły się rozwijać polskie banki, żeby mogły się rozwijać polskie firmy, polskie instytucje finansowe, polskie sieci handlowe. Tak robią wszyscy. Dzisiaj, na arenie międzynarodowej, w Unii Europejskiej, wszystko jest podyktowane pod interes gospodarczy dwóch czy trzech krajów europejskich. Niemcy każdą decyzję Unii Europejskiej konsekwentnie podporządkowują własnym interesom gospodarczym. I w ich przypadku mówimy o patriotyzmie i o myśleniu o Europie, a jeżeli polski premier na arenie międzynarodowej mówi, że nie zgadza się na to, by była np. rozmowa na temat dekarbonizacji czyli pozbawienia polskiego górnictwa szansy rozwoju, to wtedy oskarża się nas o to, że próbujemy wprowadzać w Polsce i w Europie jakiś zamach stanu. To są gry różnych grup interesów, które bronią w tej chwili własnych przywilejów, bronią własnych dochodów.

Co tu dużo ukrywać? Rzecz naprawdę idzie o ogromne pieniądze. Mam głębokie przekonanie, że jest też pewien rozdźwięk pomiędzy Polską medialną, która jest pokazywana w tych mediach głównego nurtu i w tej chwili bardzo agresywnie uderzają w rząd Prawa i Sprawiedliwości a Polską przeciętnego obywatela – Polaka, z którym spotykam się w różnych miejscach. Wracam do siebie do domu, idę na zakupy, idę do kościoła, spotykam się z ludźmi, z moimi sąsiadami, znajomymi, ale też dużo podróżuję po Polsce i ci ludzie w ogóle nie rozumieją co się dzieje. Nie rozumieją dlaczego jest taki wściekły atak, oni mówią, że czekają na 500 złotych na dziecko, bo mają czworo czy pięcioro dzieci i ciężko mi się żyje, bo żona musi siedzieć w domu i opiekować się tymi dziećmi, a mąż np. stracił pracę albo zarabia ok. 2 tys. złotych miesięcznie. Proste pytanie: jak my mamy się z tego utrzymać? Kiedy my dzisiaj mówimy: chcemy się zająć sprawami zwykłych Polaków, chcemy rozmawiać o polskiej rodzinie, polskiej młodzieży, polskich przedsiębiorcach to nagle okazuje się, że jesteśmy osobami, które szykują jakiś zamach stanu.

My nie szykujemy żadnego zamachu stanu. My tylko chcemy, żeby w Polsce, to Polacy byli gospodarzami i żeby mogli decydować o własnych sprawach. To polscy obywatele dali nam dzisiaj do tego legitymacje. Mam nadzieję, że dzisiaj ci, którzy wychodzą na ulice i protestują przeciwko temu, zrozumieją wreszcie o co idzie gra. Bo gra idzie naprawdę o Polskę. Wygranie wyborów przez Zjednoczoną Prawicę, dla wielu różnego rodzaju grup przywilejów i interesów, jest problemem. I dzisiaj próbują ten problem przełożyć właśnie na taką zawieruchę w Polsce, ale nie damy się. Nie damy się, bo Polacy są mądrzejsi niż ci, którzy próbują dzisiaj nami rozgrywać.

– Czy ta droga zmian – jeżeli chodzi o Trybunał Konstytucyjny – jest dobrą drogą? Wzbudziła wielkie poruszenie, a wielu Polaków wyszło na ulicę, by protestować.

– Oczywiście zmiany, które są przeprowadzane w Trybunale Konstytucyjnym, zostały wykorzystane jako pretekst do walki politycznej przez tych, którzy chcieli użyć Trybunału jako ostatniego oręża walki politycznej. Ja nie twierdzę, że tak by było, ale mogłoby się tak zdarzyć. Załóżmy, że wszystkie projekty prospołeczne uchwalane przez parlament, które trafiają do Trybunału Konstytucyjnego, takie, które mają pomóc polskim instytucjom, polskim firmom czy polskim rodzinom, te różnego rodzaju lobby, które dzisiaj tak bardzo walczą o utrzymanie własnych przywilejów, zaskarżają do Trybunału. Można sobie założyć tezę, że Trybunał jako ostoja władzy sądowniczej, czuwająca nad konstytucją, powinna kierować się tylko i wyłącznie interesem wyrażonym w konstytucji interesem i wolą narodu. Po to jest Trybunał i tak my rozumiemy rolę Trybunału. Trudno mieć poczucie, że tak będzie, w momencie kiedy przewodniczący Trybunału, jest tak bardzo aktywny politycznie. On staje na czele protestu, który w tej chwili się rozpoczął w Polsce, przez tych, którzy rzekomo bronią demokracji.

Powtórzę jeszcze raz – oni bronią własnych przywilejów i interesów. Jeżeli prezes Trybunału Konstytucyjnego jest zaangażowany tak bardzo po jednej stronie, to nasuwają się pytania – czy rzeczywiście jego intencje są szczere i są apolityczne, czy może został on uwikłany w ten spór polityczny i próbuje bronić jednej ze stron tego sporu? Jeżeli do tego wszystkiego zadamy sobie pytanie: dlaczego odchodząca władza na końcu poprzedniej kadencji (PO) złamała ustawę o Trybunale Konstytucyjnym i złamała obowiązujące prawo – wybrała dodatkowo sędziów Trybunału mimo, że nie powinna była tego robić i sam Trybunał stwierdził, że było to niekonstytucyjne – po co to zrobiono? Zrobiono to po to – spodziewając się wyników wyborów, bo sondaże pokazywały jasno, że mogą przegrać – by bronić jeszcze tego ostatniego przyczółka. Zdawano sobie sprawę, że Trybunału trafiłby np. projekt ustawy o podatku bankowym, który my w tej chwili przygotowujemy i jest procedowany. Nakłada on podatek bankowy na instytucje finansowe. Podatek, który nie jest niczym nadzwyczajnym w Europie, bo w wielu państwach europejskich taki podatek jest. Natomiast instytucje finansowe – banki – mają się w Polsce jak pączki w maśle. Ogromne zyski, ogromne marże i praktycznie minimalne podatki do budżetu państwa. Żyć nie umierać. I kiedy my chcemy to uporządkować i powiedzieć – jeżeli polski rzemieślnik czy przedsiębiorca, który prowadzi firmę rodzinną, płaci ogromne składki, podatki, uczciwe wynagrodzenia pracowników ma ogromne obciążenia – bardzo ciężko trudno mu jest utrzymać się na rynku, ale wywiązuje się ze wszystkich obowiązków w stosunku do państwa, i jemu mamy jeszcze dokładać – jak robiła to koalicja PO-PSL – dodatkowe obciążenia i dodatkowo obciążać go podatkiem, i od niego żądamy, by płacił te podatki, bo jak nie zapłaci to znajdzie się w sądzie, a sąd tak osądzi, że straci całą firmę i dorobek swojego życia, a  stosunku do ogromnych korporacji finansowych cofamy się i mówimy, że nic od nich nie chcemy, to czy to jest uczciwe?

My nie chcemy nic ponadto, by w Polsce było uczciwie i sprawiedliwie. Teraz te korporacje finansowe, dysponujące ogromnymi pieniędzmi, które wielokrotnie już pokazywały, że zawsze potrafią bić się i walczyć o własny interes, rozpoczęły z nami walkę. Jeżeli taka ustawa o podatku bankowym trafiłaby do Trybunału, który orzekłby, że kierując się tylko i wyłącznie względami politycznymi – chce wierzyć, że tak nie jest, jak wcześniej zaznaczyłam, ale pewne przesłanki pokazują, że tak mogłoby być – i jeżeli ten podatek byłby przez Trybunał zakwestionowany, to żyć nie umierać. Tylko, że nie o to chodzi w państwie prawa. Musieliśmy w związku z tym na początku podjąć próbę naprawy tego, co zepsuła koalicja PO-PSL. Stąd była decyzja o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Ale w moim przekonaniu, w tej chwili jest już sytuacja tak zawikłana i jest pat taki, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby w konsensusie z Platformą, Nowoczesną i pozostałymi ugrupowaniami, jeśli mają dobrą wolę, i rzeczywiście kierują się interesem narodu, to propozycja jest taka – zmieńmy zupełnie tę ustawę. Zróbmy nową ustawę, wybierzmy na nowo sędziów Trybunału Konstytucyjnego i uspokójmy sytuację w Polsce, a nie straszmy Polaków i nie wykorzystujmy Trybunału Konstytucyjnego, jako oręży w walce politycznej i jako oręże w walce do ochrony interesów różnego rodzaju lobby. Trudno mi jest uwierzyć, że dzisiaj niektórzy politycy, którzy zasiadają w Sejmie, a którzy byli do tej pory w swoim życiu zawodowym, w swojej karierze przez wiele lat, związani z różnego rodzaju instytucjami czy to finansowymi, czy ich kariery kręciły się wokół tego świata, dzisiaj przychodzą i mówią ze szczerym sercem, że nie chcą wprowadzenia podatku bankowego, bo to jest niedobre dla obywateli. Nie. Oni nie chcą podatku bankowego, dlatego, że to jest niedobre dla tych instytucji finansowych. Rzecz więc polega na tym, żebyśmy potrafili dzisiaj w Sejmie rozmawiać między sobą, bo parlament to jest miejsce, gdzie ten spór polityczny musi być prowadzony. Po to jest parlament, żeby się spierać i żeby dyskutować. Ale tam róbmy jakieś konstruktywne rozwiązania. Jest jednak inaczej. Opozycja krzyczy, ale na stole żadnych propozycji nie przedstawia. My dzisiaj chcemy, żebyśmy usiedli razem i rozwiązali ten pat.

Jak Pani Premier odbiera wystąpienie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schultza. Mówił on o zamach stanu. To wyszło poza granice kraju. Można mówić o tym, że niepokój jest eskalowany?

– Słowa przewodniczącego Parlamentu Europejskiego są zupełnie nieuprawnione. W rozmowie zwróciłam mu na to uwagę i powiedziałam, żebyśmy przede wszystkim uczciwie się komunikowali. Żeby on swoje sądy, które wygłasza, opierał na faktach i na rozmowie, a nie na medialnych informacjach, bo te często pisane są przez komentatorów, którzy wyrażają – mówię to z przykrością, bo media powinny być obiektywne – swoje opinie. Pan przewodniczący Schultz niestety nie po raz pierwszy wyrażał się w takich niewybrednych słowach i wydawał takie opinie na temat Polski. To jest dla mnie nie do przyjęcia. Uważam, że polityk spoza jakiegokolwiek kraju, nie powinien komentować tego, co dzieje się w innym kraju. Ja nigdy sobie nie pozwolę na komentowanie tego, co dzieje się np. w Niemczech. Prosiłam pana Schultza, żeby zwrócił uwagę na to, że on jest Niemcem i my jesteśmy sąsiadami, a potrzebne są dobre relacje między sąsiadami. Ale musi też pamiętać, że jego słowa są w Polsce odbierane nie tylko jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim jako Niemca. To nie jest dobre, jeżeli on próbuje wydawać takie nieuprawnione werdykty. Zobaczymy czy wyciągnie z tego wnioski.

Mam wrażenie, że wielu polityków opozycji w Polsce próbuje przenosić dyskusję polityczną i spór polityczny za granicę i wykorzystywać różne wpływy polityków zachodnich do mącenia w głowach. To jest bardzo złe. Oczekuję, że przewodniczący Parlamentu Europejskiego powstrzyma się przed takimi wypowiedziami, a też mi powiedziano, że jest on bardzo ochoczy do takich ocen różnych krajów europejskich. Wiem, że kiedyś wygłaszał też niepochlebne opinie na temat innych państw. Zawsze spotykało się to ze zdecydowaną reakcją. Ja chcę współpracować z Parlamentem Europejskim, chcę współpracować z politykami, którzy pełnią w tej chwili najwyższe funkcje w Unii Europejskiej, chcę współpracować z szefami rządów w Unii Europejskiej i to jest dla nas ważne. Ja o tym mówiłam na spotkaniach. Chcę powiedzieć, że poza panem przewodniczącym Schultzem nikt nie wygłaszał żadnych opinii na temat Polski, czy tego co dzieje się w Polsce. Święta zasada – każdy rządzi w swoim państwie i za to odpowiada. Nie komentujemy tego, co dzieje się gdziekolwiek indziej.

– Jakie są najbliższe plany rządu w polityce prorodzinnej i szkolnictwa? Jak rząd chce zatrzymać młodych w naszym kraju i jaki jest plan w stosunku do seniorów i emerytów?

– Mamy przygotowany kompleksowy program, który ma na różnych płaszczyznach i w różnych obszarach wspierać rodzinę. Ten program konsekwentnie prezentowaliśmy w kampanii wyborczej i teraz przystąpiliśmy do jego realizacji. Tym pierwszym krokiem jest program „500+”. Ma on przede wszystkim pomóc rodzinie finansowo, tam, gdzie jest gorsza sytuacja. Po to, żeby nie były już odbierane również dzieci rodzicom tylko dlatego, że jest gorsza sytuacja materialna. Chociaż tutaj wprowadziliśmy do procedowania projekt ustawy zmiany w kodeksie, który takiej możliwości będzie zakazywał, żeby dzieci w rodzinach, w których jest po prostu gorsza sytuacja materialna tym rodzicom były zabierane. Ten program jest kompleksowy. W tej chwili przystąpiliśmy do realizacji pierwszego punktu „Rodzina 500+.” Mogę natomiast powiedzieć w ten sposób: gdybym miała odpowiedzieć jednym zdaniem, co będzie tym najważniejszym motywem rządu PiS i ZP, to powiedziałabym – rodzina. Chcemy pomagać rodzinie finansowo, stąd „Rodzina 500+”, ale pamiętajmy też, że jeżeli rodziny będą miały poczucie stabilizacji materialnej, to mam nadzieję – i ten program ma też taki cel spełniać – będą decydowały się na to, żeby mieć więcej dzieci. Chodzi o to, żeby rodziny się rozwijały, żeby dzieci przybywało, żeby ludzie młodzi, którzy wyjechali z Polski, bo nie mieli tutaj perspektywy na budowanie swojej przyszłości – wracali. Jeżeli rodziny otrzymają te pieniądze, będą je wydawać, one będą trafiały na rynek. Dzięki temu będą większe wpływy do budżetu państwa, będzie można więcej rzeczy i zadań zrealizować. Ten program ma być też takim kołem zamachowym dla rozwoju polskiej gospodarki.

Kolejna kwestia: czego potrzebuje rodzina? Potrzebuje czuć się bezpiecznie w pracy – jest więc cały pakiet rozwiązań, który kierujemy do pracodawców. To różnego rodzaju ulgi inwestycyjne, rozwojowe, programy, które mają pomóc tym, którzy chcą zakładać własne firmy. To też reindustrializacja, budowa polskiej gospodarki, postawienie na polski przemysł, zmiana ustawy o zamówieniach publicznych tak, żeby polskie firmy miały możliwość realizowania tych przetargów inwestycyjnych. Dzisiaj to jest bardzo często tak, że małe polskie firmy – dobrze przygotowane – przegrywają przetargi tylko dlatego, że stają naprzeciw ogromnych konsorcjów międzynarodowych, które po prostu zaniżają dumpingowo ceny. Ta ustawa jest więc też konieczna po to, żebyśmy dali szanse polskiemu małemu biznesowi. Szanse wchodzenia na rynek i realizowania ważnych inwestycji. Ulgi proinwestycyjne, doinwestowanie firm – to sposób znalezienia tej niszy, która pozwoli nam budować nowe miejsca pracy. Tym zajmuje się pan wicepremier Mateusz Morawiecki, który realizuje w Ministerstwie Rozwoju ogromny program prorozwojowy. Nazwaliśmy go „bilion+” i tam jest właśnie szereg rozwiązań kierowanych przede wszystkim do polskiej gospodarki, do przedsiębiorców.

Kolejna sprawa – żeby rodzina czuła się bezpiecznie, musi mieć mieszkanie. W związku z tym po programie „500+” będziemy prezentowali program, który pokaże możliwości nabycia przez rodzinę własnego mieszkania. To z kolei realizuje w tej chwili w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa pan minister Andrzej Adamczyk. To będzie kilka propozycji. Ale główna idea tego jest taka, żeby średnio zarabiającą rodzinę było stać na zakup mieszkania. Spłata tego mieszkania będzie w czynszu, rozłożona na lata, tak że rodzina kupuje mieszkanie, ma poczucie bezpieczeństwa, nie kupuje za kredyty frankowe tylko za polskie złotówki. Państwo jest gwarantem tego, że to mieszkanie będzie wybudowane, potem że te kredyty będą spłacane. Państwo uczestniczy w tym projekcie w ten sposób, że daje tereny na budowę, przedsiębiorcy budują te mieszkania, wspólnie realizujemy cel, a młodzi ludzie, którzy decydują się na zakup tego mieszkania, mają tani kredyt i spłacają to mieszkanie przez określoną ilość lat w czynszu. Czyli rodzina wchodzi do swojego mieszkania, ma poczucie tego, że jest u siebie, nie musi się bać, że przyjdzie komornik i zabierze mieszkanie, jeśli okaże się, że kredyt – jak w przypadku frankowiczów – przerasta moje możliwości do spłacenia. Mamy więc pracę, mieszkanie – to co najważniejsze.

Kolejna kwestia, to kwestia oświaty – niezwykle ważna. Zależy nam na tym, żeby polska szkoła z jednej strony uczyła – bo to jest jej misja – ale też i wychowywała. I do tych dobrych tradycji polskiej szkoły trzeba po prostu wrócić. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest niezwykle delikatna materia i ja też jestem osobiście przeciwnikiem tego, żeby wprowadzać kolejne rewolucje w oświacie, bo nie na tym to polega. Natomiast na pewno to, że już jest spełniona w tej chwili wola rodziców, żeby dzieci 7-letnie miały obowiązek szkolny jest ważne. Przyjęliśmy taką zasadę, że będziemy słuchać obywateli i też słyszeć, co do nas mówią. Ludzie przychodzą – a nie byli to tylko rodzice, ale i eksperci – i mówią tak: dzieci 6-cioletnie nie powinny mieć obowiązku szkolnego. To powinien być przywilej dany rodzicom – żeby rodzic podejmował decyzję, czy chce, ażeby jego dziecko w wieku lat 6-ciu poszło do szkoły. Ale obowiązek szkolny niech będzie w wieku lat 7-miu. Ten projekt ustawy jest już w procedowaniu i to będzie zrealizowane. To pierwsza rzecz, jeżeli chodzi o oświatę.

Druga kwestia to dyskusja o tym, czy powinny być gimnazja. To też budzi emocje. Ja to rozumiem, bo też mam w rodzinie nauczycieli. Moja siostra uczy w gimnazjum, wiem jakie są w tej chwili emocje tego środowiska. Powiedziałam w czasie expose i chcę to powtórzyć teraz, że jakakolwiek zmiana w systemie oświaty będzie przeprowadzona w taki sposób, by zachować przede wszystkim dobro dzieci, uczniów – bo to jest rzecz podstawowa – prawo rodziców do współtworzenia tych zmian i wreszcie prawo nauczycieli, pedagogów do godnej pracy i do tego, by mogli w szkole spokojnie uczyć, a nie byli tylko i wyłącznie wykorzystywani jako biurokraci, którzy muszą wypełniać kolejne tabelki i nie mają czasu na naukę. Trzeba więc wrócić do tego, że zawód nauczyciela musi mieć odpowiednią rangę, musi być podniesiony do rangi zawodu zaufania publicznego, bo takim jest. Bycie nauczycielem to jest ogromna misja i odpowiedzialność. Dzisiaj ten zawód bardzo często został sprowadzony do takiego „odbębnienia” – nauczyciel przychodzi do szkoły i nie ma czasu uczyć, bo ma tysiące różnego rodzaju dokumentów, sterty papierów do wypełnienia. I to jest też nasza idea, żeby z tym wreszcie skończyć. Ale mówiąc o tym, czy powinny być gimnazja czy ośmioletnia szkoła podstawowa, powiem tak: my się temu przyglądamy i słuchamy uważnie, analizujemy opinie na ten temat. Jesteśmy zdeterminowani do tego, żeby przywrócić 8-letnią szkołę podstawową i 4-letnie liceum. Dzisiaj bardziej dostrzegam problem w systemie oświaty w Polsce – nawet nie w samym funkcjonowaniu gimnazjum, tylko w tym, że licea w Polsce zostały ograniczone do 3 lat, a nawet 2,5 roku, bo te ostatnie pół roku młodzież przygotowuje się do matury.

W ciągu tak krótkiego czasu nie ma szans na to, żeby dobrze przygotować i dobrze wykształcić młodego człowieka. oczywiście, można powiedzieć, że pewną rolę powinno tu pełnić gimnazjum. ale życie i doświadczenie pokazują, że nie do końca się to sprawdza i spełnia. O tym mówią pedagodzy, nauczyciele, eksperci.  I my przygotowujemy te zmiany, ale też nie wprowadzimy ich w ten sposób, że z dnia na dzień zburzymy cały system. Musi to być odpowiednio wprowadzone, a więc pewnie na którymś etapie – jeśli taka decyzja ostatecznie zapadnie – dzieci będące np. w 3. czy 4. klasie danego rocznika szkoły podstawowej dopiero wejdą w ten nowy rytm tak, żeby wszystko zostało płynnie przeniesione na dalsze lata edukacji. Jeżeli będzie taka potrzeba i będą takie oczekiwania, to zapytamy Polaków, czy chcą takich zmian. Ani ja, ani moi ministrowie nie boimy się pytać obywateli, nie boimy się głosów obywatelskich, nie boimy się inicjatyw obywatelskich, konsultacji społecznych. Będziemy to realizowali. Powinniśmy wyciągnąć naukę właśnie z tych poprzednich 8 lat rządów, kiedy kompletnie pomijano głos obywateli i nie pytano ich o to, jakie jest ich zdanie w danej sprawie. Ludzie mają prawo wypowiadania się w ważnych dla siebie kwestiach. Oświata jest taką sprawą, bo dotyczy praktycznie każdego. Rodzice mają prawo decydowania również i w tej sprawie, tak jak w sprawie emerytur.

Kolejna kwestia, to właśnie emerytury. Pan prezydent Andrzej Duda złożył projekt ustawy przywracający poprzedni wiek emerytalny. Pracujemy nad nim w tej chwili. To jest zgodne z programem prawa i sprawiedliwości, więc my już nie musieliśmy tego projektu składać, skoro pan prezydent to zrobił i przyjęłam to z bardzo dużą radością, bo rzeczywiście to jest potrzebne i oczekiwane przez ludzi. Chcę też podkreślić: nie chodzi tylko o przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego i stwierdzenie – „panie w wieku 60 lat idą na emeryturę, panowie w wieku lat 65”. Największą wartością tego projektu jest dobrowolność – to, że ludzie będą mogli zdecydować czy chcą dłużej pracować czy nie, ze wszelkimi tego konsekwencjami. jeżeli ktoś ma siłę, zdrowie, uważa, że w wieku lat 60 czy 65 jest za wcześnie pójść na emeryturę, będzie miał prawo pracować dużej. A są przecież takie sytuacje, z życia wzięte, spotykałam sama takie osoby na spotkaniach przed wyborami, kiedy przychodziła 50-kilkuletnia pani na spotkanie i mówiła „zostałam zwolniona, nie mam pracy, ja w tej chwili pracy nigdzie nie znajdę. Nie mam wysokich kwalifikacji, mam określony wiek, kto mnie zatrudni?”. To są sytuacje, z którymi na co dzień się spotykamy. Udawanie, że tego problemu nie ma, jest zamykaniem oczu na to, co dzieje się wokół nas. Naszym obowiązkiem – obowiązkiem władzy – jest dostrzegać te problemy.

Ważną kwestią są darmowe leki dla osób po 75 roku życia. Ale to też rozmowa o dostępności do służby zdrowia, o tym, żeby ci ludzie mieli poczucie bezpieczeństwa – „jeśli coś mi się stanie, zachoruję, to nie zostanę sam, nie będę musiał miesiącami i latami czekać w kolejce na zabieg, który jest mi potrzeby, bo jeżeli nie udzielą mi tej pomocy, to w ciągu kilku miesięcy coś złego się ze mną stanie”. To jest ogromne wyzwanie dla ministra Radziwiłła, który pracuje bardzo intensywnie nad tym, żeby zmiany proponowane w naszym programie, były wprowadzone.

Tych działań jest dużo więcej. Poza tym, że przygotowaliśmy projekty ustaw, przygotowaliśmy przede wszystkim plan działania. Pokazaliśmy te projekty, które będą realizowane pierwsze, w ciągu tych pierwszych 100 dni, te które będą długofalowe. I są też programy rozłożone w czasie na kilka lat, te prorozwojowe, które mają doprowadzić do tego, że w pewnym momencie będziemy mogli powiedzieć, że polski wzrost gospodarczy jest wysoki. Naszą ambicją jest przynajmniej to 6-7 proc., tak jak było za rządów PiS w latach 2005-2007. Że Polacy mają zarobki na takim poziomie, jak w innych krajach UE, że mają dostępność do mieszkań, polskie rodziny mają zabezpieczenie, dlatego, że mają wsparcie ze strony państwa, polska szkoła spokojnie realizuje cele (i te pedagogiczne i wychowawcze). Chcę tu przy okazji powiedzieć o jeszcze jednym bardzo ważnym wymiarze – edukacja i wychowanie mają opierać się na wartościach, które dla Polski są najcenniejsze, a które wielu dyskredytuje. Te dzisiejsze manifestacje na ulicach wielu miast w Polsce to też walka z tymi wartościami, które dla Polski i Polaków są ważne, wywodzącymi się ze społecznej nauki Kościoła, z wartości chrześcijaństwa, na fundamentach którego została zbudowana Europa.

Dzisiaj uśmiecham się, kiedy wielu mówi, że taka dyskusja odbyła się przy okazji tego, że na konferencjach prasowych Polskiego rządu są biało-czerwone flagi. Są i będą. Bo polski rząd na posiedzeniach Rady Ministrów omawia polskie sprawy, a Polską flagą, tą najpiękniejszą, jest biało-czerwona. Polska jest ważnym członkiem UE, cieszymy się że jesteśmy w UE i chcemy odgrywać na jej poziomie jak najważniejszą rolę. I wtedy, kiedy mówimy o sprawach europejskich z dumą stoję na tle flagi europejskiej. Ale kiedy mówimy o sprawach Polskich, tu w Polsce, musimy pamiętać, że powinna nad nami powiewać przede wszystkim biało-czerwona. Moja dygresja zmierza też do tego, że gdy wszyscy upominają się o flagę europejską, to niewielu z tych postępowych pamięta, co oznaczają te gwiazdki na fladze europejskiej, czego są symbolem, z jakich tradycji wyrośliśmy. Że chrześcijaństwo i tradycja Maryjna jest w Europie niezwykle ważna. Nie trzeba się tego wstydzić. Trzeba o tym pamiętać i trzeba o tym mówić. Kiedy poprosiłam, żeby w sali obrad Rady Ministrów powiesić krzyż, też rozpętała się dyskusja w mediach. To pokazuje tylko i wyłącznie odejście od tych wartości, których ci, którzy dzisiaj protestują, nie rozumieją. Polska być może byłaby w zupełnie innym miejscu niż jest, gdyby ludzie te wartości zrozumieli. Trzeba tego bronić, trzeba o tym mówić i nie wstydzić się. Bo amerykański prezydent nie wstydzi się mówić bardzo wyraźnie i odwoływać się do Boga, czy brytyjska królowa, do wartości religijnych, do chrześcijaństwa. Nie bójmy się i my. Nie dajmy sobie wmówić, że to jest sprawa wstydliwa dla Polski i Polaków. Ci, którzy dzisiaj protestują i mówią, że to się nie liczy, nie mają racji.

– Podczas kampanii prezydenckiej młody człowiek zapytał Bronisława Komorowskiego – jak żyć za takie pieniądze? Usłyszał, że ma zmienić pracę i wziąć kredyt. A czy dzisiaj młodzi ludzie mogą liczyć na pomoc rządu?

– Arogancja i pycha poprzedniej władzy, a to przytoczone stwierdzenie poprzedniego prezydenta, które wypowiedział do tego młodego człowieka, jest symbolicznym pokazaniem tej pychy i arogancji. Poprzedni obóz rządzący za tę pychę i arogancję zapłacił, bo Polacy, a szczególnie młodzi ludzie, powiedzieli, że jeśli tak nas traktujecie, to nie chcemy, żebyście podejmowali decyzje w naszym interesie i w naszych sprawach, bo wy nas nie reprezentujecie. Młodzi ludzie powiedzieli także, że chcą pójść razem z PiS-em, wielu z nich dołączyło do nas w kampanii wyborczej, zaangażowali się bardzo mocno. Ja miałam też rozmowy z wieloma z nich na różnych spotkaniach. To nie były łatwe rozmowy. To nie jest tak, że bezkrytycznie otrzymaliśmy kredyt zaufania od tych ludzi. Ja sobie doskonale zdaję z tego sprawę. Wiem też, że młodzi ludzie są najsurowszymi recenzentami wiarygodności politycznej. Oni przyszli do nas z ofertą. Powiedzieli, że zaufają nam, ale my tego zaufanie nie możemy zawieść. Zgadzamy się na to, co wy proponujecie, ale musicie to zrealizować. Mam dzisiaj głębokie przekonanie, że to jest moje zobowiązanie, którego jeżeli nie dotrzymam, to młodzi ludzie mi wystawią za cztery lata rachunek i powiedzą, że nie chcą mieć z nami nic do czynienia. Tak jak powiedziano naszym poprzednikom, którzy mieli dużo różnego rodzaju frazesów i zapowiedzi, ale zbyt mało realizacji. Ja stawiam na coś innego – mniej mówić, więcej robić. Myślę, że to jest korzystniejsze.

Ale wracając do programu dla młodych ludzi. Na pewno młody człowiek, który dzisiaj chce myśleć o swojej przyszłości tutaj w Polsce, pyta przede wszystkim o wykształcenie. O to, czy po ukończonych studiach, ukończeniu szkoły znajdzie tutaj pracę? Czy to będzie praca, która będzie spełniała jego ambicje? Czy to będzie praca, która pozwoli mu utrzymać siebie i rodzinę? Czy będzie miał mieszkanie? Czy będzie miał szansę na to, by żyć tak, jak żyją jego rówieśnicy w krajach europejskich? Odpowiedzią na te wyzwania i na te oczekiwania młodych ludzi, są właśnie projekty ustaw, o których wcześniej mówiłam. Dotyczą one wsparcia rodzin, posiadania własnego mieszkania, realizacji możliwości własnych ambicji zawodowych – czy to w firmach zewnętrznych, czy ktoś ma ambicje do tego, by utworzyć własną firmę. Jeżeli spełnimy te trzy fundamentalne dla mojego rządu projekty, to myślę, że młodzi ludzie będą mogli powiedzieć, że to jest dla nich dobre. My nie chcemy niczego młodym ludziom narzucać, ani wskazywać jak mają żyć i co mają robić. My chcemy im dać możliwości i szansę na to, żeby swoje życie mogli tutaj realizować. Dla młodych ludzi ważna też jest oczywiście kultura. Ważne jest to, w jaki sposób oni będą mogli realizować swoje ambicje związane z różnego rodzaju aktywnością i działalnością społeczną.

Zwracam więc uwagę na działalność społeczną i stowarzyszeniową. Wprowadzamy w tej chwili głębokie zmiany, jeżeli chodzi o służbę cywilną. I też przez to jesteśmy oskarżani o to, że chcemy uczynić zamach na wspaniale funkcjonujące urzędy. My nie chcemy czynić na nikogo zamachów. Chcemy tylko dać szansę, żeby młodzi ludzie, którzy dzisiaj są świetnie wykształceni, a którzy nie mają szans znalezienia zatrudnienia np. w administracji publicznej, dlatego, że ta administracja jest dla nich zamknięta, bo to jest swoista korporacja, żeby mogli być wreszcie zatrudniani. Myślę, że taka otwartość na świat i możliwości jest przez młodych oczekiwana. Jeżeli zapewnimy im to, co jest najważniejsze czyli właśnie możliwość pracy, poczucie bezpieczeństwa w sprawiedliwym i dobrze funkcjonującym państwie – bo jak rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy pracują za granicą, często mówią, że tam zakładają firmę w tydzień czy dwa tygodnie, a w Polsce to trwa i trwa, a na koniec okazuje się, że dostaje dodatkowe podatki i obciążenia, że w urzędach jest to bardzo opieszale załatwiane i nie da się tak funkcjonować – my tak nie chcemy funkcjonować. Dlatego postawiliśmy na to, że to państwo ma być lepiej rządzone, ale przede wszystkim lepiej i sprawniej funkcjonujące. Żeby tej biurokracji nie było tak dużo. Chcemy, by wiele spraw można było załatwić przez internet, co w tej chwili jest dla młodych ludzi normalną formą komunikowania się. To jest wyzwanie przed którym stoimy. Jeżeli to spełnimy, to wydaję mi się, że będzie to również wpisywało się w te oczekiwania młodych ludzi.

– Chciałbym zapytać o sytuację Polski na arenie międzynarodowej, o migrację, a zwłaszcza o relacje Polska – Rosja, Polska – Stany Zjednoczone, Polska – Parlament Europejski.  Proszę także o przedstawienie kwestii bezpieczeństwa obywateli, bezpieczeństwa energetycznego w odniesieniu do ostatniego szczytu klimatycznego, który ogłosiła Pani jako nasz sukces.

– Czas nie jest łatwy. Przed Europą stoi wiele różnych wyzwań. W samej Unii Europejskiej zaczyna się dyskusja rozpoczęta przez Brytyjczyków podważających wiele zasad funkcjonujących w Unii Europejskiej. Zgadzamy się z nimi w wielu punktach dotyczących m.in. tego, by Unia była mechanizmem bardziej przyjaznym dla obywateli, by było mniej biurokracji i by były równe szanse konkurowania. Ta dyskusja cały czas się toczy. Jest problem uchodźców, migracje. My mówimy wyraźnie i nasze stanowisko jest niezmienne, że łączymy się w tej pomocy humanitarnej, z tymi, którzy tej pomocy potrzebują, ale chcemy, żeby problemy były rozwiązywane w państwach, gdzie w tej chwili dzieje się krzywda. Nie godzimy się, by przenosić je na poziom Europy. Europa – i w tym oczywiście Polska – musi się do tego przygotować, ale przede wszystkim musi zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom. Wydarzenia w Paryżu pokazały, że to nie jest prosty problem. Ci, którzy wierzyli, że jest to tylko i wyłącznie kwestia tego, że ci ludzie przyjeżdżają do Europy, bo tutaj szukają lepszego i spokojnego życia i przede wszystkim chronią własne życie, nie do końca jest prawdą. Europa też nie może uważać, że problemu nie ma, tylko ten problem trzeba rozwiązać. Bardzo się cieszę, że udało się też przekonać do tego, by większy nacisk położyć na rozwiązanie problemu uchodźców w państwach, w których ten problem się zaczyna, a nie przenosić go do Europy. To jest też refleksja, która obudziła się, sądzę, że w dużym stopniu też przez to, że głos Polski był tak jasno i wyraźnie brzmiący i przede wszystkim konsekwentnie przekonywaliśmy do tego, że tak to trzeba robić. Więc działania, aby problemy, które mają miejsce poza granicami Unii Europejskiej rozwiązywane były właśnie tam, już się rozpoczęły.

Szczyt klimatyczny to jest rzeczywiście ogromne osiągnięcie Polski. Muszę powiedzieć, że ojcem tego sukcesu, jeżeli chodzi o Polskę, jest pan minister Jan Szyszko, który wraz z zespołem przygotował cały pakiet negocjacyjny. My postawiliśmy w Paryżu na kilka fundamentalnych dla nas kwestii i cieszę się, że znalazły się one w końcowym komunikacie, który został przyjęty. On w tej chwili musi być ratyfikowany przez poszczególne państwa. Trzy najistotniejsze dla nas sprawy: wszyscy muszą podpisać to porozumienie. Wszyscy muszą  je przyjąć, a nie tylko państwa Unii Europejskiej – a pozostałe, te największe gospodarki, które dzisiaj są też wytwórcami największej ilości zagrożeń dla klimatu, pozostają z boku i mówią, że to nie jest ich problem. Tu jest zgoda wszystkich, i to jest sukces numer jeden. Kolejnym sukcesem jest to, że te zmiany, które aprobujemy, muszą się odbywać długofalowo i muszą uwzględniać interesy gospodarek poszczególnych państw. W przypadku Polski mamy bardzo poważny problem, gdybyśmy tego zapisu nie mieli, jeżeli chodzi o górnictwo, ale też to, że potrzebujemy czasu i dostosowania. My chcemy, żeby polskie górnictwo się rozwijało, żeby było nowoczesne. Chcemy budować nowe technologie węglowe i chcemy na tym budować polską gospodarkę. Doskonale wiemy, że przez najbliższe 20-30 lat polska energetyka musi być oparta o węgiel. Gdyby tych zapisów nie było, to byłoby to uderzenie nie tylko w górnictwo, ale w całą polską gospodarkę. Kolejny element, na którym nam zależało – jeżeli mówimy o tym, żeby chronić klimat, to nie zamykajmy zakładów pracy i nie likwidujmy kopalń, tylko sadźmy lasy. Lasy poradzą sobie z tymi emisjami. One mają tę emisje neutralizować i dzięki temu będziemy tego klimatu bronili. Te trzy rzeczy w zapisie się znalazły i to jest dla nas bardzo korzystne. W tej chwili czekamy na ratyfikacje poszczególnych prac. Jeżeli to zostanie dotrzymane, to będziemy mogli wszyscy powiedzieć z satysfakcją, że w sprawie klimatu sprawy zaczęły iść w dobrym kierunku.

Natomiast jeżeli chodzi w ogóle o politykę zagraniczną i pozycję Polski na arenie międzynarodowej, to myślę, że dla nas najważniejsze jest to, żebyśmy nie mieli poczucia, że jesteśmy „gorszym bratem” w rodzinie. Odniosłam wrażenie na spotkaniach w Brukseli, że niektórzy z polskich członków delegacji mają takie poczucie i przeświadczenie, że należy ustępować europejskim krajom i powinniśmy się w ogóle cieszyć, że jesteśmy w tym gronie. Oczywiście, że należy cieszyć się, że jesteśmy w tym gronie, bo to jest ogromne osiągnięcie, ale nie bójmy się wyrażać bardzo stanowczo i jednoznacznie swojego stanowiska, przedstawienia swoich interesów – bądźmy konstruktywni w dyskusji. Nie bójmy się dyskutować i pokazywać, że Polska ma takie, a nie inne problemy, że mamy swoich przedsiębiorców, których chcemy bronić. Chcemy się rozwijać, chcemy uczestniczyć w tym wszystkim, co jest wartością Unii Europejskiej, czyli poczucia sprawiedliwości, konkurencyjności i poszanowania. Trochę tak się stało w Unii Europejskiej, że są ci, którzy są silni i ci, których jest mniejszość, ale oni są silni i są ci, którzy są mniejsi, którzy mają siedzieć cicho i zgadzać się na to wszystko, co chcą ci silni. Ja myślę, że tu trzeba zmienić punkt widzenia i wszystko będzie naprawdę doskonale. Można być partnerem w tych rozmowach i nie mieć poczucia niższości. Polacy są wspaniałym i mądrym narodem. W niczym nie jesteśmy gorsi, niż nasi sąsiedzi z innych krajów Unii Europejskiej. To samo dotyczy polityki zagranicznej światowej. My Polacy musimy mieć wreszcie poczucie własnej wartości, bronić własnych interesów i nie wstydzić się tego. Jesteśmy dużym krajem o naprawdę ogromnym potencjale. Mamy wspaniałych młodych ludzi, którzy wyjeżdżają za granice, znajdują zatrudnienie i są tam podziwiani. Mamy wspaniałe pomysły na budowanie różnych przedsięwzięć społecznych, gospodarczych czy kulturalnych. Trzeba po prostu zacząć z otwartą przyłbicą stawać na arenie międzynarodowej nie w roli petenta, czy gorszego brata, tylko jako równoprawny partner. Myślę, że świat wcale się tym nie oburzy i nie zdziwi. Jeżeli będziemy umiejętnie to realizowali – i ze spokojem – to naprawdę zaczniemy być traktowani na poważnie – tak jak inni.

– Czego Premier polskiego rządu życzyłaby Polakom w święta Bożego Narodzenia i na 2016 rok?

– Święta Bożego Narodzenia jest to czas, który niesie ogromną nadzieję, miłość i poczucie tego, że tak naprawdę jesteśmy jedną, wielką rodziną. To są święta, w których rodzina ma szczególną rolę. Uczymy się od tej rodziny, która w żłóbku musiała pokonać wiele trudności i przeciwieństw. Ale dzięki miłości i determinacji dała światu to, co jest dzisiaj fundamentem, podstawą i to, co jest w życiu najpiękniejsze. Łączymy się w wierze i nadziei na to, że i dla naszych małych i większych spraw ten przyszły czas będzie dobry. Myślę, że wartością, naszą polską, jest to, że w czasie Bożego Narodzenia siadamy przy stole, łamiemy się opłatkiem i chciałabym, żeby ten czas był czasem pojednania, refleksji i myślenia o tym, co nas łączy, a nie dzieli. Byśmy ten czas Bożego Narodzenia potrafili też wykorzystać na rozmowę i dialog z najbliższymi, ale też i myślenie o ojczyźnie. Myślę, że poczucie tego, że wszyscy tworzymy jedną wielką rodzinę, to jest ta wartość, którą wynosimy z domu i przekazujemy ją kolejnym pokoleniom. Zadbajmy o to, żebyśmy mogli to dalej robić. Żeby polska rodzina, przy polskim stole była wartością i fundamentem naszej wspólnoty. Chciałabym przede wszystkim życzyć, abyśmy budowali tę wspólnotę, bo ona jest dzisiaj nam naprawdę potrzebna. Zapraszam wszystkich do budowania tej wspólnoty i do tego wspólnego stołu. Nawet tych, którzy przeciwko mojemu rządowi protestują, którzy nie chcą zmian, którzy się boją tych zmian – też ich zapraszam. Trzeba usiąść przy stole i trzeba rozmawiać. Myślę, że dzięki temu uda nam się znaleźć to porozumienie, którego Polacy chcą. A Polacy chcą spokoju, chcą tego Bożego Narodzenia, wiary, nadziei i miłości. Niech ta nadzieja nas wszystkich połączy.

Wywiad z premier Beatą Szydło przeprowadził o. Grzegorz Moj CSsR

drukuj