fot. PAP/Adam Warżawa

38 lat od Porozumień Sierpniowych

Powstanie „Solidarności” było wyrazem tego, że Polacy chcą wziąć sprawy w swoje ręce – mówił prof. Wojciech Polak, historyk, przewodniczący Kolegium IPN. Z Gdańska, z sali BHP 38 lat temu wyszedł wielki ruch wolności i niepodległości. 31 sierpnia zawarto najważniejsze z czterech podpisanych Porozumień Sierpniowych.

Dokument dał początek „Solidarności”. To był prawdziwy przełom. Po raz pierwszy w bloku sowieckim władza komunistyczna musiała się cofnąć, gwarantując robotnikom powstanie niezależnego związku zawodowego.

– 31 sierpnia stała się rzecz historyczna – świat pracy w Polsce, setki tysięcy robotników zmusiły władze komunistyczną do ustępstwa – podkreślił dr Jarosław Szarek, prezes IPN.

Powstanie wolnych związków zawodowych to pierwszy z 21 postulatów Porozumień Sierpniowych.

– Ten postulat wydawał się czymś tak fantastycznym, że nawet sam śp. Lech Kaczyński – który był w Stoczni Gdańskiej – mówił wtedy, że on w to nie bardzo wierzy, że komuniści zgodzą się na taki zapis. W końcu się jednak zgodzili – wskazał prof. Wojciech Polak.

Większość postulatów dotyczyła spraw płacowych oraz socjalnych. Inne gwarantowały wypuszczenie więźniów politycznych i ograniczenie cenzury.

– O każde sformułowanie, o szyk zdania była walka – wspominał Andrzej Gwiazda, działacz opozycji w okresie PRL, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i NSZZ „Solidarność”.

To Gdańsk uznano za symbol, choć łącznie podpisano cztery porozumienia.

– Zawsze pamiętamy i o porozumieniach szczecińskich, jastrzębskich, katowickich, czyli o całym tym okresie od 30 sierpnia po 11 września – mówił prof. Mirosław Golon, historyk, dyrektor IPN w Gdańsku.

I mimo 38 lat, postulaty wpisane do Porozumień Sierpniowych wciąż wytyczają kierunek „Solidarności”. To m.in. walka o wolne niedziele.

– Realizacja chociażby tych postulatów sierpniowych przez niektórych wyśmiewanych. Niektórzy uważają, że te postulaty to już jest relikt przeszłości. My uważamy odwrotnie – zaznaczył Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

To „Solidarność” organizuje główne uroczystości rocznicowe. Obecny jest na nich m.in. prezydent RP Andrzej Duda. [czytaj więcej] 

Rocznicowe obchody – już osobno – organizuje część osób, które brały udział w historycznym porozumieniu. To m.in. Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz i Henryka Krzywonos.

– Najważniejsze sprawy odbywały się całkowicie z pominięciem Wałęsy (…). Myśmy już nie mieli wątpliwości, wiedzieliśmy wyraźnie, że Wałęsa jest agentem bezpieki – tak wydarzenia sprzed lat wspominał Andrzej Gwiazda, działacz opozycji w okresie PRL, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i NSZZ „Solidarność”.

Ta kwestia Lecha Wałęsy – jak mówił Andrzej Gwiazda – miała swoje odbicie w trakcie rozmów z komunistyczną władzą. Negocjacjom towarzyszyła improwizacja, brak jasnej strategii, właśnie przez brak zaufania do współczłonka „Solidarności”, choć to właśnie Lech Wałęsa – w imieniu związkowców – podpisał historyczne porozumienie.

Nie byłoby jednak Porozumień Sierpniowych bez tego, co wydarzyło się 16 sierpnia. Anna Walentynowicz, Alina Pieńkowska i Ewa Osowska zatrzymały robotników w Stoczni Gdańskiej, bo wcześniej decyzję o zakończeniu strajku podjął Lech Wałęsa.

– To była jakaś heroiczna postawa i akcja tych kobiet. Nie wszystkich udało się oczywiście zatrzymać, ale wielu tak. Można powiedzieć, że dzięki temu strajk przetrwał – tłumaczył dr hab. Sławomir Cenckiewicz, szef Wojskowego Biura Historycznego.

Przetrwał po to, by kilka dni później wyszarpać z rąk komunistów zgodę na wolne związki zawodowe.

– Z perspektywy 31 sierpnia – jak się na to popatrzy, na trudność tych negocjacji – to było maksimum, które można było uzyskać – dodał historyk.

Tym bardziej, że Porozumienia Sierpniowe odwoływały się nie tylko do prawa krajowego, ale i do dokumentu międzynarodowego, jakim była Konwencja nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy – podkreślił dr hab. Sławomir Cenckiewicz.

TV Trwam News/RIRM

drukuj