
[JESTEM W KOŚCIELE] Jak się modlisz, tak wierzysz: dlaczego gesty liturgiczne mają znaczenie
„Liczy się tylko to, co masz w sercu”. Tak brzmi jeden z najczęstszych argumentów podważających znaczenie odpowiednich postaw, gestów i

„Liczy się tylko to, co masz w sercu”. Tak brzmi jeden z najczęstszych argumentów podważających znaczenie odpowiednich postaw, gestów i

Czy senator, który deklaruje się jako katolik, jednak zarazem opowiada się za prawem do aborcji, powinien otrzymać nagrodę od Kościoła? Na taki pomysł wpadł metropolita Chicago, ks. kard. Blaise Cupich, wywołując tym samym ogromny skandal. Publiczny sprzeciw wobec tych planów wyrazili nie tylko wierni, ale także 10 amerykańskich biskupów. Polityk ostatecznie sam zrezygnował z nagrody, jednak sprawa otarła się nawet o samego Papieża, którego słowa również wywołały niemałe zamieszanie.

W wielu środowiskach prawicowych i konserwatywnych powszechny był zachwyt nad uroczystościami pogrzebowymi Charliego Kirka. Czy jednak naprawdę jest co podziwiać? Czy chcielibyśmy, aby ten specyficzny amerykańsko-protestancki styl został przeszczepiony nad Wisłę? Oby nie, bo to coś całkowicie obcego wobec naszej kultury, wiary i tradycji. Ktoś celnie wskazał tu na zdjęcie uczestniczącego w ceremonii mężczyzny, który niesie na ramionach wielki krzyż. Jednak kiedy przyjrzymy się dokładnie, widać doczepione do niego kółka. To oczywiście tylko pewien symbol amerykańskiej mentalności, ale czy warto poświęcać naszą łacińską, kilkukrotnie starszą kulturę dla trendów zza oceanu?

We Francji przeprowadzono badania nt. nowych powołań zakonnych i ich motywacji. Główny wniosek, który z nich płynie to fakt, że ludzie wybierają taką drogę przede wszystkim dla Boga, w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, które stawiały głównie na zaangażowanie społeczne. Dziś Francuzi wstępują do zakonu, bo pragną czegoś więcej – modlitwy, służby i transcendencji. Przyciąga ich wizja życia bardziej wymagającego niż to, które oferuje im świat. To powinno zapalić czerwoną lampkę tym, którzy wbrew wszelkiej logice i dotychczasowym doświadczeniom forsują wizję zeświecczonego chrześcijaństwa.

Podczas gdy nasze oczy zwrócone są przede wszystkim w stronę Ukrainy i trwającej tam wojny, może nam uciekać to, co dzieje się w Strefie Gazy. Głodujące dzieci, masowe przesiedlenia, gwałty – to tam codzienność. Coraz więcej ekspertów, w tym także tych żydowskich, alarmuje, że w Strefie Gazy ma miejsce ludobójstwo. Czy jednak w powszechnej świadomości Izrael funkcjonuje jako sprawca zbrodni wojennych i państwo ludobójcze? Czy może jednak śmierć niewinnych palestyńskich dzieci to tylko kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć, a śmierć Żydów to tragedia, dramatyczne doświadczenie i metafizyka?

Wszyscy pewnie słyszeliśmy o owianym złą sławą Indeksie Ksiąg Zakazanych, który stworzył Kościół, aby chronić wiernych przed treściami sprzecznymi z Magisterium. Choć dziś Indeks w zasadzie nie obowiązuje, to niektórzy podchwycili jego ideę. Co zaskakujące, są to środowiska, które określają się mianem „Kościoła otwartego”. Stworzyli oni nieformalny zbiór słów i pojęć, na które reagują alergią i których nie wolno używać, bo w ich mniemaniu są nieewangeliczne i sprzeczne z Objawieniem, tak jak oni je rozumieją. Tak więc Ci, którzy krytykują przedsoborowy Kościół za jego rzekome zacofanie i sztywność, tak naprawdę w pewnym sensie dziś sami posługują się jego metodami.

Cisza jest całkowitym przeciwieństwem tego, co serwuje nam współczesny świat. Nie tylko hałas wielkich miast, ale przede wszystkim media społecznościowe, przez które przebodźcowani ludzie wpadają w różnego rodzaju problemy, m.in. psychiczne. Cisza, która powinna dawać ukojenie, jawi się im jako pustka nie do zniesienia. Niestety jednak nawet w Kościele, który zawsze podkreślał zbawienną rolę ciszy (zwłaszcza w kontekście liturgii), dziś tego świętego milczenia często się unika.

Św. John Henry Newman niebawem zostanie oficjalnie ogłoszony Doktorem Kościoła. Decyzja Papieża Leona XIV o nadaniu mu tego zaszczytnego tytułu jest nie tylko w pełni zasłużona, ale wręcz opatrznościowa. Myśl pozostawiona przez tego wybitnego XIX-wiecznego teologa może bowiem stanowić odtrutkę na współczesne błędy i chaos doktrynalny, który dotyka Kościół.

W dyskusjach i sporach nt. migracji, które ostatnio żywiołowo toczymy także w Kościele, jeden aspekt pozostaje konsekwentnie całkowicie ignorowany lub co najmniej marginalizowany. Chodzi o ewangelizacyjny wymiar tego zjawiska, bardzo mocno podkreślony w niedawnym orędziu Papieża Leona XIV na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Dlaczego niektórzy, w tym ludzie Kościoła, mówiąc o migracji i migrantach, potrafią posuwać się do szantażu moralnego, przekłamań i manipulacji, a nie zajmuje ich tak fundamentalna kwestia, jak głoszenie Ewangelii migrantom i przez migrantów?

Podczas Mszy Świętej z okazji Jubileuszu Młodych w Casa Polonia w Rzymie Najświętszy Sakrament został umieszczony w szklanych naczyniach liturgicznych, mimo że dokumenty Kościoła wyraźnie i stanowczo tego zabraniają. Niektórzy jednak najwyraźniej się tym w ogóle nie przejmują. Nic więc dziwnego, że w efekcie nawarstwiających się zaniedbań w kwestii poszanowania norm liturgicznych, część katolików nie dostrzega nic złego w tego rodzaju nadużyciach, a nawet oskarża o faryzeizm tych, którzy domagają się traktowania Najświętszego Sakramentu z należną czcią.

Amerykańskie seminaria duchowne przeżywają złoty wiek. Tak wynika z ostatnich doniesień zza oceanu. I nie tyle chodzi tu o liczby, co o jakość formacji kapłańskiej, z którą w ostatnich dekadach zwłaszcza na Zachodzie bywało różnie. Skąd taki sukces? Wśród powodów jest reforma seminariów oparta na wytycznych św. Jana Pawła II oraz odejście od antropocentrycznej teologii Karla Rahnera na rzecz chrystocentrycznej myśli m.in. Benedykta XVI. Czy inne kraje wezmą przykład ze Stanów Zjednoczonych?

Bardzo często w debacie publicznej nauczanie Kościoła jest przedstawianie w taki sposób, że staje się karykaturą niemającą nic wspólnego z prawdą. Nie inaczej dzieje się w kwestii migracji, która jest ostatnio wiodącym tematem w naszym kraju. Podczas gdy niektórzy twierdzą, że jedynym słusznym, ewangelicznym i zgodnym z nauczaniem Kościoła rozwiązaniem jest przygarnięcie do siebie wszystkich jak leci, warto przypomnieć, co naprawdę nt. migracji mówi Kościół, a nie co się temu czy innemu człowiekowi wydaje.
