fot. PAP/Adam Warżawa

T. Socha: Jeszcze chwilę i będziemy zmagać się z dużą nerwowością

Kluczowa była ta druga bramka. Tą pierwszą, tak mi się wydaje, można było wkalkulować. Drugą straciliśmy za szybko i zbyt prosto, co podcięło nam skrzydła. Było już naprawdę ciężko. Udało nam się zdobyć gola na 1:2, ale znów zabrakło przynajmniej tej jednej bramki do remisu – powiedział po meczu z Legią Warszawa obrońca Arki Gdynia Tadeusz Socha.


Arka jest najsłabszą drużyną w Ekstraklasie po zimowej przerwie. W pięciu meczach zanotowała pięć porażek i z drużyny, która mogła aspirować do walki o pierwszą „ósemkę” stała się tą, która będzie musiała walczyć o utrzymanie. Podopieczni Zbigniewa Smółki nie mają jednak problemów ze skutecznością, bo gole zazwyczaj strzelają (wyjątkiem jest mecz z Lechem Poznań – 0:1). Jednak w futbolu chodzi o to, by zdobyć jedną bramkę więcej niż rywal.

– W ostatnim meczu Lech też był do ugryzienia, to samo Korona. Cały czas przeciwnicy są gdzieś w zasięgu, a my w tych meczach nawet nie zdobywamy punktu. To piąta porażka w tej rundzie i zaczyna się robić niebezpiecznie – Tadeusz Socha.

Zdaniem obrońcy żółto-niebieskich kluczowa dla końcowego wyniku okazała się druga bramka autorstwa Sandro Kulenovicia.

– Kluczowa była ta druga bramka. Tę pierwszą, tak mi się wydaje, można było wkalkulować. Drugą straciliśmy za szybko i zbyt prosto, co podcięło nam skrzydła. Było już naprawdę ciężko. Udało nam się zdobyć gola na 1:2, ale znów zabrakło przynajmniej tej jednej bramki do remisu – podkreślił.

Sytuacja w tabeli robi się dla Arkowców nieciekawa. Mają bowiem już tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.

– To najbardziej boli. Wydaje się, że jest blisko, że gra jest lepsza i niedużo nam brakuje, a cały czas tych punktów nie ma. Nawet jednego, który moglibyśmy zapisać na rachunek Arki – powiedział Tadeusz Socha.

– To boli najbardziej, bo ci, którzy byli za nami, a już nas wyprzedzili i ci, którzy są nadal za nami, punktują na naszą niekorzyść – dodał.

Według obrońcy gdyńskiego klubu, Arka jest jeszcze przed momentem krytycznym i musi przed jego nadejściem wyjść z dołka.

– To nie jest jeszcze ten moment, że nogi grają coś innego niż głowa i jest naprawdę straszne zdenerwowanie, ale myślę, że jeszcze chwilę i będziemy zmagać się z dużą nerwowością. Trzeba to załatwić przed tym momentem. Spotkań jest coraz mniej i nie ma czasu na to, żeby nie zadowolić się remisem, bo trzeba po prostu zacząć zbierać te punkty – podkreślił Tadeusz Socha.

Sport.RIRM

drukuj