fot. PAP

LM. Skra rozbiła wicemistrzów Belgii

PGE Skra Bełchatów bez większych problemów pokonała przed własną publicznością belgijską Precurę Antwerpia 3:0 (25:17, 25:18, 25:17) w swoim drugim meczu obecnej edycji siatkarskiej Ligi Mistrzów. Dzięki tej wygranej podopieczni Miguela Angela Falaski z kompletem punktów samodzielnie prowadzą w tabeli grupy F.


Starcie bełchatowian z wicemistrzem Belgii było dość jednostronnym widowiskiem. Właściwie przez całe spotkanie ton boiskowym wydarzeniom nadawali zawodnicy Miguela Angela Falaski, którzy zanotowali swoją drugą wygraną za trzy punkty w obecnym sezonie Ligi Mistrzów. O ich dominacji najlepiej świadczy fakt, że w żadnej partii nie oddali rywalom więcej niż 18 oczek. Pierwszoplanowymi postaciami wśród mistrzów Polski byli Wojciech Włodarczyk oraz Mariusz Wlazły, którzy zapisali na swoim koncie odpowiednio 16 i 11 punktów Natomiast po przeciwnej stronie siatki na słowa pochwały zasłużył jedynie zdobywca 11 oczek, Marien Moreau.

I set

Premierowa partia meczu rozpoczęła się zaskakującym uderzeniem wicemistrzów Belgii, między innymi dzięki świetnej postawie w ataku Mariena Moreau oraz Gijsa Jorna (6:9). Ich dobra dyspozycja nie trwała jednak zbyt długo, a do odrabiania strat przystąpiła Skra, która tuż po pierwszej przerwie technicznej doprowadziła do remisu (10:10). Od tego momentu na parkiecie istniała już tylko jedna drużyna. Podopieczni trenera Miguela Angela Falaski rozkręcali się z każdą kolejną minutą i po skutecznej kontrze w wykonaniu Srećko Lisinaca prowadzili już 14:12, a na drugą przerwę techniczną schodzili po ataku z prawego skrzydła Mariusza Wlazłego (16:13). W dalszej części seta Belgowie w żaden sposób nie potrafili nawiązać wyrównanej walki z bełchatowianami. Kiedy skutecznym zbiciem z drugiej linii popisał się Michał Winiarski i gospodarze odskoczyli na osiem punktów, losy tej odsłony były właściwie rozstrzygnięte (23:15). Skra bezpiecznie „dowiozła” wysoką przewagę do końca seta, wygrywając 25:17. Przysłowiową kropkę nad „i” postawił atakiem ze środka Karol Kłos.

II set

Druga partia od początku miała wyrównany przebieg. Dobre ataki i bloki przeplatane były zepsutymi serwami (3:2, 7:6). Na pierwszą przerwę techniczną oba zespoły zeszły przy nieznacznej przewadze Skry (8:7). Potem jednak to Belgowie wyszli na prowadzenie, kiedy bezbłędnie na kontrze zachował się Michael Andrei (12:13). W tym momencie o czas poprosił Miguel Angel Falaska. Krótka reprymenda Hiszpana pozytywnie wpłynęła na grę bełchatowian, którzy zdobyli aż siedem oczek z rzędu, głownie dzięki znakomitym zagrywkom Wojciecha Włodarczyka oraz licznym błędom po stronie gości (19:14). Mistrzowie Polski tak wypracowanej przewagi nie oddali już do końca seta. Zepsuty atak Moreau dał im piłkę setową, a drugą odsłonę spotkania zakończył asem serwisowym Michał Winiarski (25:18).

III set

Będący na fali bełchatowianie od mocnego uderzenia rozpoczęli trzecią partię, w której po efektownej kontrze z pipe’a Wojciecha Włodarczyka oraz pojedynczym bloku Michała Winiarskiego prowadzili różnicą czterech oczek(8:4). W dalszej części seta obraz gry nie uległ zmianie. Skra za sprawą dobrej zagrywki, a także gry blokiem w pełni kontrolowała przebieg wydarzeń na parkiecie (11:7, 15:9). Gdy Srećko Lisinac skutecznie zaatakował z przesuniętej krótkiej – mistrzowie Polski odskoczyli na osiem punktów i byli o krok od wygranej w całym spotkaniu (18:10). Zawodnicy Krisa Tanghe wydawali się z każdą kolejną akcją tracić wiarę w sukces, a po udanej kontrze Włodarczyka było już 23:16. Chwilę później krótka w wykonaniu Karola Kłosa dała bełchatowianom piłkę meczową, którą wykorzystali za pierwszym podejściem po ataku z lewego skrzydła Michała Winiarskiego (25:17).

***

Liga Mistrzów  Grupa F, 2. kolejka

PGE Skra Bełchatów Precura Antwerpia 3:0
(25:17, 25:18, 25:17)

Skra: Nicolas Uriarte (1), Mariusz Wlazły (11), Karol Kłos (8), Srećko Lisinac (8), Michał Winiarski (9), Wojciech Włodarczyk (16), Ferdinand Tille (libero) oraz Aleksa Brdjović (1) i Maciej Muzaj (3)

Precura: Gijs Jorna (3), Marien Moreau (11), Yannick van Harskamp (2), Michael Andrei (6), Sebastiaan van Bemmelen (3), Floris van Rekom (3), Dennis Deroey (libero) oraz Tom van Walle (2), Thomas Konings i Sander Depovere

Sport/RIRM

drukuj