fot. fscg.me

El. MŚ 2018. Czarnogóra goni Polaków

To był udany dzień dla najgroźniejszych konkurentów Polski w walce o piłkarskie mistrzostwa świata. Czarnogóra pokonała na wyjeździe Kazachstan 3:0. Odbudowali się tymczasem Rumunii, którzy – dzięki trafieniu w doliczonym czasie gry – zwyciężyli 1:0 Armenię.


Kazachstan – Czarnogóra 0:3 (0:1)
Marko Vesović 31’ Fatos Beciraj 53’ Marko Simić 63’

Jako pierwsi do batalii o kolejne punkty eliminacji mistrzostw świata przystąpili dziś Kazachowie i Czarnogórcy. Choć faworyt był jeden, to ekipa gospodarzy na sztucznej trawie nie raz potrafiła sprawić sensację. Było tak m.in. na inaugurację rywalizacji, kiedy wywalczyła remis z kroczącymi później od wygranej do wygranej Polakami. (fot. fscg.me)

W 18. minucie niespodzianka była blisko. W pole karne centrował Azat Nurgalijew, a po strzale Jełdosa Achmetowa doskonale interweniował golkiper Czarnogóry. Ekipa z Bałkanów odpowiedziała jeszcze w pierwszej połowie. Stevan Jovetić zagrał prostopadle do Marko Vesovicia. Zawodnik Rijeki podciął piłkę nad interweniującym golkiperem i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Kazachstan próbował odrobić straty, jednak zabrakło mu… centymetrów. W polu karnym główkował Isłambek Kuat, którego strzał trafił w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Danijela Petkovicia.

Kiedy gospodarze robili wiele, by doprowadzić do remisu, nadziali się na udany stały fragment gry w wykonaniu rywali. Z rzutu wolnego centrował Marko Janković, a futbolówkę do siatki posłał Fatos Beciraj. W 63. minucie asystent się nie zmienił. Tym razem precyzyjnym dośrodkowaniem obsłużył jednak Marko Simicia. Wynik 3:0 utrzymał się do ostatniego gwizdka arbitra i pozwolił Czarnogórcom zbliżyć się do Polaków na trzy punkty.


Rumunia – Armenia 1:0 (0:0)
Alexandru Maxim 90’

W innym spotkaniu grupy E o życie walczyli Rumuni. Oni, aby zachować jakiekolwiek szanse na awans, potrzebowali domowej wygranej nad Armenią, która wcześniej pokusiła się o m.in. wyrównany mecz z Polakami (1:2) i wygraną nad Czarnogórą (3:2).

Również tym razem Ormianie mieli swoje szanse. W 14. minucie Henrich Mchitarjan prostopadłym podaniem uruchomił Tigrana Berseghjana, jednak ten nie zdołał wygrać pojedynku z golkiperem miejscowych. Jeszcze przed przerwą stadion wybuchnął euforią po tym, jak do siatki trafił Florin Andone. W całą sprawą wmieszał się tym razem sędzia, który gola nie uznał, dopatrując się spalonego. (fot. www.frf.ro)

Zaraz po wznowieniu rywalizacji Rumunii powinni objąć prowadzenie. Za faul we własnej szesnastce drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Taron Voskanjan. Arbiter wskazał na wapno, jednak rzutu karnego na gola nie był w stanie zamienić Bogdan Stancu. Na wysokości zadania stanął tym razem Grigor Meliksetjan.

W kolejnych minutach gospodarze wciąż nie potrafili sforsować defensywy Armenii. Udało się dopiero w doliczonym czasie gry. Akcja rozpaczy i wstrzelenie futbolówki w pole karne zakończyło się golem Alexandru Maxima. Rumunii zachowali szanse na awans. Ich strata do liderujących Polaków wynosi jednak siedem punktów.

Sport.RIRM

drukuj