El Derbi Madrileño w finale Ligi Mistrzów! (podsumowanie)

Real Madryt i Atletico Madryt awansowali do finału Ligi Mistrzów. To pierwszy hiszpański finał od czternastu lat, a drugi w historii Ligi Mistrzów UEFA oraz Finału Pucharu Mistrzów. W 2000 roku zmierzyły się ze sobą dwie drużyny z półwyspu Iberyjskiego. Real Madryt pokonał Valencię 3-0.

Tegoroczne mecze półfinałowe dostarczyły kibicom nie lada atrakcji. Przekąską do dania głównego były pierwsze spotkania. Wielu uważa, że jest to preludium do prawdziwej sztuki. Prawdziwy spektakl zafundowali nam piłkarze ze stolicy Madrytu. Najpierw we wtorek przez Allianz Arena przeszło hiszpańskie tornado, pozostawiając osowiałych, samotnych i przegranych piłkarzy z Bawarii na polu bitwy. Taktyczne wyrachowanie, zabójcze kontry oraz wytrenowane stałe fragmenty gry przyczyniły się do sukcesu Los Blancos. Nikt nie spodziewał się tak łatwej przeprawy na niemieckiej ziemi. Co prawda historia przemawiała za gospodarzami, jednak forma za Królewskimi. Mając na uwadze ostatnie starcie obu drużyn, w którym o awansie decydowały rzuty karne, kibice piłki nożnej mogli liczyć na jeden z najlepszych, jak nie najlepszy mecz tej edycji Champions League. Szkoda, że to widowisko stworzyła tylko jedna ekipa. Podopieczni Carlo Ancelottiego rozgromili na wyjeździe Bayern 4-0. Udowodnili, że w dzisiejszej piłce o sukcesie decydują detale. Nie posiadanie piłki, nie liczba oddanych strzałów, a precyzja wykorzystania szans, zwłaszcza ze stałych fragmentów gry.

W tym spotkaniu zostały ustanowione indywidualne rekordy. Cristino Ronaldo wyśrubował kolejny z nich- 16 goli w 10 spotkaniach. Zbliżył się tym samym do najlepszego strzelca w historii tych rozgrywek- de facto byłego piłkarza Realu Madryt i ikony tego klubu- Raula Gonzaleza. Portugalczykowi brakuje już tylko czterech trafień. Obecnie zajmuje ex aequo z Leo Messim drugie miejsce w klasyfikacji.

W środowym spotkaniu Atletico Madryt nie pozostawiło złudzeń fanom „The Blues” i pokonało na Stamford Bridge gospodarzy 3-1. Przed meczem żartowano, że Jose Mourinho planuje w swoim polu karnym zaparkować przysłowiowy autobus i do tego przebić w nim opony, aby pojazdu nie dało się nawet odholować. W internecie pojawiły się prześmiewcze obrazki, ukazujące Jose majstrującego przy autokarze. Kibice „The Blues” mieli nadzieję, że w tej rywalizacji wyjdą zwycięsko. A mieli ku temu powody. W ostatniej kolejce Chelsea pokonała lidera rozgrywek Liverpool 2-0. Nic tak nie motywuje, jak zwycięstwo z odwiecznym rywalem. Dzięki wygranej, piłkarze „The Special One” przystąpili do spotkania pełni wiary i nadziei w sukces. Tym bardziej, że Chelsea od szesnastu spotkań w rywalizacji z hiszpańskimi drużynami nie przegrała. Gospodarze i podopieczni Diego Simone mierzyli się ze sobą w tych rozgrywkach trzykrotnie – „The Blues” raz wygrali i dwukrotnie zremisowali. Ostatni mecz z „Rojiblancos” jednak przegrali 1:4 w ramach Superpucharu Europy. Z drugiej strony Atletico w tej edycji nie zaznało goryczy porażki. To jedyny klub w tegorocznych rozgrywkach, który może się pochwalić tak chlubną statystyką.

Portugalski trener nie zawiódł swoich przeciwników, wystawiając nominalnych sześciu obrońców w pierwszej jedenastce. Na  skrzydło powędrował Cesar Azpilicueta, a w środku pomocy zagrał David Luiz. To zwiastowało podobną taktykę, jak w pierwszym spotkaniu. Rewanż okazał się o wiele ciekawszym widowiskiem. Jose Mourinho mógł liczyć na swojego asa – Edena Hazara oraz wracającego po kontuzji Johna Terrego. Wielkimi nieobecnymi byli za to Obi Mikel, Frank Lampard oraz Petr Cech. W drużynie gości za kartki pauzował Gabi.  Tego wieczoru swój jubileusz obchodził Thibaut Courtois. Był to 150 mecz w barwach „Rojiblancos”. Po raz pierwszy został wypożyczony z Chelsea do Atletico latem 2011 roku. Z miejsca wywalczył sobie miejsce w składzie kosztem wielkiej nadziei hiszpańskiej piłki Sergio Asenjo. Z czasem okazało się, że Belg jest jednym z najlepszych goalkeeperów w historii hiszpańskiego klubu. Po tym spotkaniu Jose Mourinho pewnie był wściekły, że nie wynegocjowano zakazu gry tego młodego bramkarza w meczach przeciwko jego (byłemu) macierzystemu klubowi. Młody Belg został jednym z bohaterów półfinałowego starcia.

Pierwszą sytuacje podbramkową stworzył przypadkowym dośrodkowaniem Koke. Piłka po jego centrze leciała wprost w okienko Schwarzera, jednak futbolówka uderzyła w poprzeczkę. Kolejną szansę mieli podopieczni Jose Mourinho. W 22 minucie w ekwilibrystyczny sposób piłkę do bramki próbował skierować David Luiz. Po jego „nożycach” futbolówka minęła prawy słupek bramkarza Chelsea. Spotkanie od pierwszego gwizdka było bardzo wyrównane. Atak za atak, stały fragment gry za stały fragment gry. Tę piłkarską i jakże wyniszczającą wojnę przerwał Fernando Torres. Doskonałym podaniem popisał się Azpilicueta,  Hiszpan dał prowadzenie swojemu klubowi. „El Nino” nie celebrował zdobytego gola, z racji tego, że jest on wychowaniem Atletico. Kiedy większość z kibiców szykowała się już do drugiej części spotkania, składną akcję przygotowali gracze Diego Simone. Plasowane dośrodkowanie w pole karne zagrał Arda Turan, a futbolówka  trafiła pod nogi Juanfrana, który zgrał ją wzdłuż bramki rywali. Świetnej okazji bramkowej nie zmarnował Adrian, strzelając gola do szatni. Z piłką w tej sytuacji minął się John Terry, który tego spotkania nie zaliczy do udanych. Do przerwy było 1-1. Patrząc na statystyki z tej edycji Champions League, fani „The Blues” nie mogli spokojnie podchodzić do drugiej odsłony. Chelsea 86% goli stracili w drugiej części spotkania. W 47 minucie szansę na drugą bramkę miało Atletico. Swojej okazji nie wykorzystał najlepszy na boisku Turan. Z kilku metrów nie potrafił pokonać Schwarzera. Kilka minut później swoja szansę miał Terry. Świetną robinsonadą w tej sytuacji popisał się bramkarz gości, który sparował uderzenie głową stopera Chelsea. Przełomowym momentem było wejście Samuela Eto’o. Zmienił Ashleya Cole, co zwiastowało bardziej ofensywne ustawienie. Niestety kameruński napastnik sześć minut po zameldowaniu się na murawie popełnił koszmarny błąd, faulując we własnym polu karnym gracza przeciwników. Jedenastkę pewnie wykorzystał Diego Costa. Od tego momentu Chelsea rzuciła się na rywali, jednak podopieczni „Cholo” mądrze rozgrywali piłkę, nie pozwalając gospodarzom na zbyt wiele. Gwoździem do trumny było trafienie Ardy Turana. W 71 minucie wykorzystał znakomite dośrodkowanie Juanfrana i gapiostwo obrony gospodarzy. Ten gol przypieczętował zasłużony awans Atletico w starciu z Chelsea. Najwyższe noty za mecz uzyskał Turek oraz obrońca Juanfran. UEFA wybrała hiszpańskiego defensora za MVP spotkania. Antybohaterem został Samuel Eto’o. Kameruńczyk wszedł po to, żeby zdobyć bramkę, a nie sprokurować rzut karny. Jego wejście nie wniosło nic dobrego w akcjach ofensywnych gospodarzy.

Po spotkaniu Jose Mourinho pogratulował rywalom oraz swoim piłkarzom za walkę. Był to ósmy z dziesięciu rozegranych przez Portugalczyka sezonów, w którym udało mu się doprowadzić swój zespół do półfinału Ligi Mistrzów. Chelsea miała szansę na trzeci tytuł pod rząd w rozgrywkach europejskich. Ta sztuki im się nie udała.

W finale zmierzą się ze sobą dwa wielkie hiszpańskie kluby. Dla kibiców piłki to spotkanie może przynieść więcej emocji, a niżeli starcie Chelsea z Realem. Każde derby rządzą się swoimi prawami. Tegoroczny finał nie będzie piłkarskimi szachami, a otwartą, wyrównaną, nieustępliwą i ofensywną grą obu drużyn. Będzie to piąte starcie tych ekip w obecnym sezonie. Dwukrotnie wygrywali Królewscy, raz Atletico, a raz padł remis. Każde z nich dostarczyło miłośnikom futbolu niezapomnianych momentów, zwrotów akcji oraz bramek.   Wielkim nieobecnym finału na Estadio da Luz będzie Xabi Alonso. Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany 24 maja.

Sport/RIRM

drukuj