fot. PAP

Ekstraklasa. Demonstracja siły po pogromie

Piłkarze Lecha po laniu jakie tydzień temu w Szczecinie zafundowali im Portowcy postanowili swoją frustrację wyładować na jeszcze słabszych od nich jak się okazało piłkarzach Piasta Gliwice. Całe szczęście zresztą, że tak się stało dla kibiców (oprócz tych Piasta rzecz jasna) ponieważ w 24 kolejce do tego spotkania padło zaledwie 3 bramki w trzech mało interesujących meczach.

Wczorajszą złą passę ekstraklasowych kopaczy szczególnie tych z Gdańska i Krakowa postanowili kontynuować dzisiaj ligowcy z Zabrza i Kielc. Co szczególnie w przypadku Górników było dość dziwne biorąc pod uwagę ich podwójne 3:0 w plecy na inaugurację wiosny. Zabrzanie jakoś szczególnie nie sprawiali wrażenia piłkarzy pragnących zrehabilitować się przed swoją publicznością za takie wpadki. Trzeba jednak przyznać, że los im trochę nie sprzyjał ponieważ przez 35 min grali w liczebnym osłabieniu.

W wyjściowej „11” Górnika zadebiutował słowacki napastnik Tomas Majtan, który umowę z klubem podpisał cztery dni wcześniej. Zabrakło z kolei m.in. pauzującego za kartki skrzydłowego Prejuce’a Nakoulmy.

Pierwsza połowa nie mogła zachwycić ani kibiców, ani siedzącego na widowni selekcjonera kadry Adama Nawałki. Zabrzanie prowadzili atak pozycyjny, nie mając zupełnie pomysłu na rozbicie szczelnej obrony rywali. Schowani za podwójną gardą kielczanie cierpliwie czekali na swoją szansę. Miał ją Jacek Kiełb, który po prostopadłym podaniu Macieja Korzyma był sam na sam z bramkarzem Górnika i spudłował.

Pięć minut po przerwie mogło być 1:0, gdyby Maciej Małkowski dokładniej uderzył piłkę głową po centrze Tomasa Majtana. Po chwili sytuacja gospodarzy zmieniła się jednak diametralnie. Po faulu na Korzymie czerwoną kartkę zobaczył obrońca Górnika Maciej Mańka. Dało to impuls do bardziej ofensywnej gry gości, którzy mogli szybko objąć prowadzenie, gdyby Serhij Pyłypczuk z pięciu metrów pokonał bramkarza Górnika.

Ponieważ gospodarze – mimo osłabienia – nie zamierzali się tylko bronić, gra była dużo ciekawsza. Zdecydowanie bliżej zdobycia gola byli piłkarze Korony. Stworzyli kilka dobrych okazji, musieli jednak zadowolić się jednym punktem.

Górnik Zabrze – Korona Kielce 0:0. 

Czerwona kartka: Górnik Zabrze: Maciej Mańka (54-faul).

Górnik Zabrze: Grzegorz Kasprzik – Maciej Mańka, Antoni Łukasiewicz, Ołeksandr Szeweluchin, Rafał Kosznik – Łukasz Madej (81. Rafał Kurzawa), Radosław Sobolewski, Robert Jeż, Bartosz Iwan (73. Wojciech Łuczak), Maciej Małkowski – Tomas Majtan (57. Przemysław Oziębała).

Korona Kielce: Zbigniew Małkowski – Piotr Malarczyk, Pavol Stano, Radek Dejmek, Kamil Sylwestrzak – Paweł Sobolewski, Vlastimir Jovanovic, Jacek Kiełb (81. Daniel Gołębiewski), Marcin Cebula (68. Przemysław Trytko), Serhij Pyłypczuk – Maciej Korzym (81. Siergiej Chiżniczenko).

 ***

Lech Poznań bardzo pewnie pokonał gości z Gliwic dla których dzisiejsze spotkanie to szósty mecz z rzędu bez zwycięstwa.

Podopieczni Mariusza Rumaka już od pierwszego gwizdka ruszyli do natarcia, a gliwiczanie, trochę szczęśliwie, długo zachowywali czyste konto. Inna sprawa, że Lech, choć dominował przez niemal całą pierwszą połowę, to ze skutecznością był mocno na bakier. Gliwiczanie nie kwapili się do bardziej zdecydowanych ataków. Pierwszy celny strzał na bramkę Macieja Gostomskiego oddał Łukasz Hanzel dopiero w 28. minucie. Chwilę później Tomasz Podgórski minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego. Gol dla gospodarzy padł po kontrataku, zainicjowanym przez Teodorczyka, a precyzyjnym uderzeniem popisał się Szymon Pawłowski.

Początek drugiej połowy był bardziej wyrównany, ponieważ Piast pragnąc odrobić straty nieśmiało ale jednak wyszedł trochę do przodu. Co z tego skoro taką grę szybko przypłacił utratą kolejnych bramek.
Drugą bramkę dla Lech zdobył bardzo aktywny w tym spotkaniu Teodorczyk, finalizując perfekcyjne zagranie Dawida Kownackiego. Nie najlepiej zachował się obrońca gliwickiego zespołu Kornel Osyra, który łatwo stracił piłkę w pobliżu swojego pola karnego. W tym momencie z drużyny gości uszło powietrze, a Lech kontynuował ostrzeliwanie bramki Szumskiego. Najpierw Pawłowski po raz drugi trafił do siatki rywali, potem gości pogrążył Karol Linetty, zdobywając swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Przy której perfekcyjne asystował mu Dawid Kownacki – młodzian niespełna 17 letni.

Lech Poznań – Piast Gliwice 4:0 (1:0) 

Bramki: 1:0 Szymon Pawłowski (35), 2:0 Łukasz Teodorczyk (75), 3:0 Szymon Pawłowski (86), 4:0 Karol Linetty (90+3).

Lech Poznań: Maciej Gostomski – Mateusz Możdżeń, Manuel Arboleda, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Szymon Pawłowski (90+1. Jan Bednarek), Karol Linetty, Kasper Hamalainen (68. Dawid Kownacki), Łukasz Trałka, Gergo Lovrencsics (62. Daylon Claasen) – Łukasz Teodorczyk.

Piast Gliwice: Jakub Szumski – Bartosz Szeliga, Hebert, Kornel Osyra, Adrian Klepczyński – Radosław Murawski (70. Matej Izvolt), Gerard Badia (87. Rabiola), Victor Nikiema, Łukasz Hanzel, Tomasz Podgórski – Ruben Jurado (82. Wojciech Kędziora).

PAP/Sport/RIRM

drukuj