fot. PAP/EPA

Bez zmian w Hiszpanii

W górnej części tabeli hiszpańskiej Primera Division po tej kolejce spotkań nie dojdzie do żadnych przetasowań. Wszystkie trzy zespoły walczące o mistrzostwo solidarnie wygrały swoje spotkania. Można nawet napisać, że jak zwykle Atletico zwyciężyło na styku, Real rozgromił swoich rywali, a Barcelona … po prostu wygrała.

Wydawało się że w tej kolejce Barcelonę czeka bardzo łatwe zadanie, a nawet, że już przed spotkaniem na konto Dumy Katalonii można dopisać kolejne trzy punkty. Na Camp Nou przyjechał w końcu najgorszy zespół w całej stawce Primera Division – Betis Sevilla – pewny kandydat do spadku.

Ale jak to bywa u przeciwników tak klasowej drużyny jak Barcelona, słabiutki Betis chciał jak najlepiej wypaść na tle mocnego rywala. Co niektórzy piłkarze myślący już pewnie o zmianie pracodawcy po sezonie mieli dodatkową motywację do pokazania się w takim spotkaniu.

Gospodarze od początku narzucili przeciwnikom swój styl gry długo przetrzymując piłkę i powoli konstruując atak pozycyjny. Szybko udało im się objąć prowadzenie po akcji rozegranej w 15 minucie spotkania. Alexis Sanchez wdał się w drybling w polu karnym, ośmieszając kilku obrońców rywali, aż w końcu został podcięty przez bezradnego Figuerasa. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Leo Messi i pewnym strzałem umieścił ją w bramce.

Przed przerwą Barcelona miała jeszcze kolejne doskonałe okazję na podwyższenie wyniku ale zawodziła jak zwykle w tym sezonie skuteczność. Goście próbowali się odgryzać. W 39 min jeden z zawodników Betisu doszedłby zapewne do sytuacji sam na sam ale świetnym wślizgiem powstrzymał go Busquets.

Duga połowa rozpoczęła się od niesamowitego uderzenia z rzutu wolnego Xaviego, po którym piłka otarła się o poprzeczkę bramki strzeżonej przez Adana. W 64 min gospodarzy przed utratą bramki świetną paradą po uderzeniu N’Diaye uratował Pinto. Ta niewykorzystana sytuacja zemściła się na graczach z Sevilli bardzo szybko. Adriano podawał do Pedro, ale podanie przeciął największy pechowiec tego spotkania – Figueras. Uczynił to w taki sposób, że skierował futbolówkę do własnej bramki.

Betis nie załamał się takim obrotem spraw, zresztą w tym sezonie tracił bramki w dziwniejszych okolicznościach. W 70 min goście skontrowali pewnych siebie Katalończyków i zdobywcą kontaktowego gola został Castro. „Tata” Martino zaniepokojony takim obrotem sprawy posłał do boju Fabregasa i Neymara za bezbarwnych tego dnia Pedro i Inieste. Chwilę po wejściu na plac gry z powierzonej roli wywiązał się Brazylijczyk. W 87 min zagrana przez niego piłka trafiła w rękę Juanfrana. Sędzia nie miął wątpliwości i podyktował kolejny rzut karny. Wykonawcą znowu był Leo Messi ale tym razem intencję strzelca świetnie wyczuł bramkarz, który odbił strzał. Kłopot w tym, że uczynił to tak niefortunnie, że piłka wróciła pod nogi Argentyńczyka, który tym razem nie miał kłopotu ze skierowaniem jej do bramki, ustalając tym samym wynik tego spotkania.

Wcześniej Atletico Madryt poradził sobie z Villarrealem zwyciężając 1:0. Mniej utytułowany madrycki klub nie zachwycił poziomem gry, co można częściowo tłumaczyć absencją kontuzjowanych Diego Costy oraz Turka Ardy Turana. Ostatecznie jednak wywalczył trzy punkty po golu Raula Garcii, mimo że w końcowych minutach spotkania goście oblegali bramkę bronioną przez Belga Thibaut Courtois.

Real Madryt nie pozostawił złudzeń walczącemu o miejsce w pucharach europejskich Realowi Sociedad, wygrywając w San Sebastian 4:0. Bramki pod nieobecność Ronaldo zdobyli były zawodnik baskijskiej ekipy Asier Illarramendi (45. minuta), Walijczyk Gareth Bale (67.), który popisał się efektownym strzałem z dystansu, a także Portugalczyk Pepe (85.) i Alvaro Morata (88.).

Wyniki:

Real Sociedad – Real Madryt 0:4

Asier Illarramendi 45, Gareth Bale 66, Pepe 85, Alvaro Morata 88

Barcelona – Real Betis 3:1

Lionel Messi 15-karny, 86, Jordi Figueras 67-samob – Ruben Castro 68

Atletico Madryt – Villarreal 1:0

Raul Garcia 14

Almeria – Osasuna 1:2

Fernando Soriano 73 – Oriol Riera 19, Alejandro Arribas 33

 Sport/RIRM/PAP

drukuj