[TYLKO U NAS] A. Piechniczek: Na mundialu nie politykowaliśmy, ale graliśmy, aby spełnić oczekiwania czysto sportowe

Każdy żyje sprawami politycznymi, które dzieją się w kraju; mają one olbrzymi wpływ na kondycję rodzin itd. Nasza rola na mundialu w Hiszpanii koncentrowała się na grze, bo jeżeli mielibyśmy politykować, to nie spełnilibyśmy swoich oczekiwań czysto sportowych. Stąd postanowiliśmy, aby dać naszym rodakom najwspanialszy serial jaki tylko jest możliwy, czyli w postaci siedmiu meczów na mistrzostwach świata zaznaczył w rozmowie z TV Trwam były selekcjoner reprezentacji Polski, Antoni Piechniczek.


Za niespełna sześć miesięcy piłkarska reprezentacja Polski, pod wodzą Adama Nawałki, meczem z Senegalem (19 czerwca) rozpocznie bój na mistrzostwach świata w Rosji. Biało-czerwoni na mundialu wystąpią po raz ósmy w historii. Dotąd nasza drużyna narodowa najlepiej poradziła sobie w 1974 i 1982 roku, kiedy to zajęła trzecie miejsce.

Przed trzydziestoma pięcioma laty Polacy rozegrali pamiętny do dziś turniej w Hiszpanii, choć należy przyznać, że droga do tego sukcesu nie była usłana różami. A wszystko zaczęło się od słynnej afery na Okęciu, w rezultacie której ze stanowiskiem selekcjonera pożegnał się Ryszard Kulesza. Jego miejsce – kilka tygodni później – oficjalnie zajął Antoni Piechniczek.

W rozmowie z Telewizją Trwam były trener wyjaśnił, dlaczego to właśnie on został wybrany przez Polski Związek Piłki Nożnej na szkoleniowca biało-czerwonych.

Po głośnej aferze na Okęciu poszukiwano trenera młodej generacji. Takiego, który słynie z tego, że ma dobry warsztat i jest bezkompromisowy w kontaktach. Ponieważ szkoleniowiec kadry narodowej jest zarówno budowniczym, jak i reżyserem zespołu, musi mieć stąd odpowiednie przygotowanie, a w moim przypadku było ono najlepsze z możliwych. Moje hasło przewodnie brzmiało „wszystko można poprawić”. Z uwagi na fakt, że nauczyłem się wielu ciekawych rzeczy na zajęciach z WFu, poprawa sprawności fizycznej była jednym z podstawowych warunków u moich piłkarzy. Oczywiście, najważniejszym elementem było odpowiednie przygotowanie technicznotaktyczne, na które składają się w sumie bezpośrednie mecze z rywalem, a tych przed pierwszym gwizdkiem sędziego na mundialu rozegraliśmy ponad dwadzieścia. Była to więc wystarczająca ilość, aby mieć już jakąś wizję drużyny i wiedzieć, jak ją poprowadzić – zaznaczył Antoni Piechniczek.

Polacy awans do światowego czempionatu w Hiszpanii wywalczyli po pamiętnej, zwycięskiej konfrontacji z NRD w Lipsku (3:2), gdy na listę strzelców wpisali się  po stronie naszego zespołu Andrzej Szarmach oraz – dwukrotnie – Włodzimierz Smolarek. Trudna wówczas sytuacja polityczna w kraju (związana przede wszystkim z wprowadzeniem stanu wojennego) sprawiła jednak, że biało-czerwoni, w perspektywie kolejnych miesięcy, stanęli przed ograniczonymi możliwościami przygotowań do mundialu.

Od ogłoszenia stanu wojennego [13 grudnia 1981 r. przyp. red.] do pierwszego spotkania na mistrzostwach świata minęło sześć miesięcy i w tym okresie żadna reprezentacja nie chciała z nami grać. Naturalnie, był to mankament, bo każdy sparing międzypaństwowy jest takim bardziej poważnym testem. W sytuacji kiedy jednak idzie o drużyny klubowe, różnie z tym bywa, dlatego że my te wszystkie mecze wygrywaliśmy i nastrzelaliśmy w nich ponad sześćdziesiąt goli. Z drugiej strony, dziennikarze szczególnie włoscy, którzy jeździli za nami podkreślali, że mam cały wachlarz doskonałych piłkarzy. Zadawali mi pytanie, jak pan to wszystko poukłada w sytuacji, gdy mam do dyspozycji Zbigniewa Bońka, Andrzeja Iwana, Andrzeja Pałasza, Włodzimierza Smolarka czy Władysława Żmudę – zwrócił uwagę selekcjoner reprezentacji Polski z 1982 r.

Jak dodał, mimo przeciwności losu, etap przygotowań do samego mundialu udało się jednak zrealizować w najlepszy, jak na tamte okoliczności, możliwy sposób.

Po pierwsze, wynikało to z tego, że miałem olbrzymi wpływ na plan przygotowań, a Polski Związek Piłki Nożnej starał się wszystko to wykonywać co do joty, zaś po drugie znalazłem zrozumienie u piłkarzy. Ważne było również to, że wówczas miałem tylko dwóch zawodników występujących na co dzień za granicą. Byli to: Andrzej Szarmach we francuskim AJ Auxerre oraz Grzegorz Lato w belgijskim KSC Lokeren. Miałem ich zatem wszystkich do dyspozycji; jeździłem na mecze ligowe, rozmawiałem z trenerami klubowymi. Reasumując, forma przygotowań była więc optymalna – podkreślił Antoni Piechniczek.

Trener srebrnej ekipy sprzed trzydziestu pięciu lat (za trzecie miejsce przyznawano wówczas srebrny medal, za czwarte – brązowy – przyp. red.) przyznał, że jego zespół starał się odciąć od bieżącej w tamtym czasie sytuacji politycznej w kraju. Najważniejsze – jak zaznaczył – było skupienie się na grze i swoich celach czysto sportowych, efektem czego była trzecia pozycja na mundialu w 1982 r.

Każdy żyje sprawami politycznymi, które dzieją się w kraju; mają one olbrzymi wpływ na kondycję rodzin itd. Nasza rola na mistrzostwach świata w Hiszpanii koncentrowała się na grze, bo jeżeli mielibyśmy politykować, to nie spełnilibyśmy swoich oczekiwań czysto sportowych. Stąd postanowiliśmy, aby dać naszym rodakom najwspanialszy serial jaki tylko jest możliwy, czyli w postaci siedmiu spotkań na mundialu, bo w takiej liczbie rozegra je ta drużyna, która znajdzie się w strefie medalowej. Nam się to udało, z czego byliśmy najbardziej dumni – akcentował były szkoleniowiec biało-czerwonych.

W kolejnej części rozmowy, poświęconej wydarzeniom związanym z Espana 82’, trener Antoni Piechniczek przeanalizuje postawę swojego zespołu w pierwszej fazie grupowej turnieju. W niej polscy piłkarze zremisowali bezbramkowo z reprezentacjami Włoch i Kamerunu, a następnie rozbili Peru 5:1, dzięki czemu awansowali do następnej fazy imprezy z pierwszego miejsca.

Sport.RIRM

drukuj