Telewizja publiczna dezinformuje

Wczorajszy materiał „Wiadomości” dotyczący listu pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski o zagrożeniach płynących z ideologii gender zaprzecza wszelkim zasadom rzetelnego dziennikarstwa, jakie powinno być zaprezentowane w publicznej telewizji, która z zasady powinna służyć informowaniu swojego widza, gdyż na to właśnie płyną pieniądze z abonamentu.

Rzetelna informacja należy się widzom. Co więcej, każdy materiał powinien być przygotowywany przez dziennikarzy kompetentnych i znających się na danym temacie.
Materiał, który wyemitowała wczoraj Telewizja Polska, był łańcuchem absurdów. Po pierwsze, nie podano istoty problemu, czyli dlaczego polscy biskupi taki list wystosowali. Po drugie, nie znaleźliśmy również w tym materiale informacji, dlaczego w związku z tym tematem są tak skrajne stanowiska różnych środowisk. Dodam także, że list Episkopatu nie jest pierwszym stanowiskiem katolików w Polsce wobec tej szkodliwej ideologii.
Mimo że materiał pokazywał różne sekwencje zdarzeń, to jednak redaktor nie umieścił w nim stanowiska Polaków, którzy sprzeciwiają się gender. Tym samym widz otrzymał łańcuch absurdów: jedna pseudoinformacja była sprzężona z inną quasi-informacją, tak aby widz odniósł wrażenie, że temat, który podjęli polscy hierarchowie, jest wymyślony, nie istnieje.
Takie przedstawienie informacji to stara metoda manipulacji, jaką jest doprowadzenie tematu „ad absurdum”. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy strona uczestnicząca w dyskursie nie ma argumentu, by go merytorycznie prowadzić. I właśnie wtedy, kiedy jedna ze stron nie posiada merytorycznych argumentów, ucieka się do takich quasi-argumentów jak „ad persona” lub „ad absurdum”. Niestety użycie takich środków w przypadku materiału w głównym wydaniu „Wiadomości” świadczy o braku kompetencji dziennikarzy telewizji publicznej.
List Episkopatu był napisany w sposób merytoryczny, a przy tym zrozumiałym, prostym językiem, tak by każdy słuchający mógł go zrozumieć. Zachęcam każdego, by odnalazł ten dokument w internecie i na spokojnie jeszcze raz przeczytał.
Tego rodzaju tematyka i problem są bardzo trudne. Ideologia gender głęboko zakorzeniona jest już w Niemczech, Francji i innych krajach Zachodu. Mam wrażenie, że w tamtych państwach problem ten niejako umknął, co pozwoliło wdrożyć go do poszczególnych społeczeństw. To jest klucz do odpowiedzi na pytanie, dlaczego media w Polsce, i to nie tylko te publiczne, tak nerwowo i agresywnie reagują. W naszej Ojczyźnie wszelkie próby wdrażania gender nie przechodzą bezszelestnie i po cichu, jak stało się to na Zachodzie. Polscy hierarchowie dali wyraźny sygnał, że nie śpią i są wrażliwi na wszystko, co dzieje się w naszym społeczeństwie. Ktoś, kto nie śledzi prób narzucenia w naszym kraju tej destrukcyjnej ideologii, nie jest w stanie dostrzec, w jak podstępny sposób jest to czynione.
Telewizja publiczna po raz kolejny nie zdała egzaminu. Wykazała się niekompetencją i brakiem wiedzy na prezentowany temat. Nie pierwszy raz w „Wiadomościach” widzowie mieli okazję zobaczyć szeroko rozbudowaną dezinformację. Pojawia się pytanie: czy my chcemy takiej telewizji z takimi treściami?

Dr Hanna Karp, medioznawca
Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

drukuj