Prof. R. Niżnikowski: Wyłączenie lasów z użytkowania niesie za sobą problemy z ograniczeniem bioróżnorodności gatunków roślin i zwierząt, które występują na danych obszarach
Wyłączenie lasów z użytkowania niesie za sobą pewne problemy z ograniczeniem bioróżnorodności gatunków roślin i zwierząt, które na danych obszarach występują. Tak się składa, iż użytkowanie prowadzi do tego, że bioróżnorodność jest utrzymana. W momencie kiedy jej się zaniecha, to część gatunków w środowisku zostaje i robi przewagę nad mniej odpornymi, które mogły też zaistnieć i bioróżnorodność jest organiczna. Ochrona przyrody jest bardzo ważnym elementem, ale my mówimy o przedsiębiorstwie i powierzchniach, które są poddawane stałemu użytkowaniu, co gwarantuje istnienie bioróżnorodności – wskazał prof. Roman Niżnikowski, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszko, w programie „Polski punkt widzenia” emitowanym w TV Trwam.
Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszko po raz kolejny występuje z inicjatywą, której celem jest ochrona polskich lasów. Zagrożenia, jakie czyhają na Lasy Państwowe, zauważał już śp. prof. Jan Szyszko. Zamach na polskie lasy rozpoczął się tak naprawdę wraz z wstąpieniem przez nas do Unii Europejskiej.
– Na początek przypomnę słowa mojego męża sprzed wielu lat. On mówił, że polskie lasy będą w permanentnym niebezpieczeństwie. To jest prawda. W związku z tym od początku wstąpienia do Unii Europejskiej lasy są ciągle w niebezpieczeństwie. Jeszcze przed wstąpieniem do Unii Europejskiej mąż zorientował się, że polska ziemia i lasy będą miały problem i będzie to niebezpieczeństwo utraty polskich ziem. Wtedy kiedy trwały negocjacje przed wstąpieniem do UE, padło hasło „ziemia za pracę”. Miało to świadczyć o tym, że my, Polacy, będziemy mogli podjąć pracę w starej Piętnastce na terenie UE, ale w zamian za to mamy zgodzić się, by obywatele UE mogli kupować polską ziemię leśną i rolną. Kiedy mąż to przeczytał, był przerażony, bo możliwości Polaków, a obywateli starej Piętnastki były nieporównywalne. Trzeba było tę sytuację opanować i bardzo mocno przeciwstawić się temu pomysłowi. Wtedy niepokój w głębi serca męża został zasiany, bo to znaczyło, że tam gdzieś ktoś myślał, by przejąć nasze ziemie. To był pierwszy moment, kiedy prof. Jan Szyszko zorientował się, iż obrona będzie ważna – mówiła Krystyna Szyszko, żona śp. prof. Jana Szyszko, członek Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszko.
W piątek Dyrektor Generalny Lasów Państwowych zaprezentował propozycję wyłączenia z gospodarki leśnej i objęcia dodatkową ochroną 17 proc. powierzchni Lasów Państwowych. Około osiem procent ma być całkowicie wyłączone z gospodarki leśne, a na dziewięciu procentach gospodarka ma być zmodyfikowana lub ograniczona. Takie podejście oznacza dla Lasów Państwowych nic innego jak marginalizacje. Za przyczyną takich działań wiele ludzi straci pracę.
– Jedna piąta Lasów Państwowych nie będzie mogła na siebie zarabiać, w ten sposób firma jest marginalizowana. Oprócz tego używa się określenia, które do dziś nie jest zdefiniowane, a mianowicie tzw. lasy społeczne. Tutaj nie wiadomo, o co chodzi, bo przecież firma państwowa, Lasy Państwowe, same w sobie są społeczne i ogólnie dostępne. Zastanawiamy się w naszym środowisku, co powiedzieć lokalnej ludności, która z tych zasobów korzysta, iż nagle jedna piąta zostanie wyłączona z możliwości korzystania dobrodziejstwa – oznajmił prof. Roman Niżnikowski.
Prezes Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski im. prof. Jana Szyszko wyjaśnił, iż wyłączenie lasów z użytkowania niesie za sobą problemy związane z bioróżnorodnością różnych gatunków roślin i zwierząt.
– W Lasach Państwowych jest duża ilość specjalistów, którzy zajmują się ochroną przyrody. Chciałbym się odwołać do pewnych aspektów naukowych, ponieważ nie jestem politykiem, a naukowcem, więc raczej te rzeczy staram się interpretować. Wyłączenie lasów z użytkowania niesie za sobą pewne problemy z ograniczeniem bioróżnorodności gatunków roślin i zwierząt, które na danych obszarach występują. Tak się składa, iż użytkowanie prowadzi do tego, że bioróżnorodność jest utrzymana. W momencie kiedy jej się zaniecha, to część gatunków w środowisku zostaje i robi przewagę nad mniej odpornymi, które mogły też zaistnieć i bioróżnorodność jest organiczna. Ochrona przyrody jest bardzo ważnym elementem, ale my mówimy o przedsiębiorstwie i powierzchniach, które są poddawane stałemu użytkowaniu, co gwarantuje istnienie bioróżnorodności – akcentował gość programu „Polski punkt widzenia”.
Polska szczyci się bogactwem przyrodniczym i powinna być przykładem dla innych krajów. Po przeprowadzonej w 2016 roku inwentaryzacji okazało się, że bioróżnorodność jest większa na terenach użytkowych niż na chronionych.
– W 2016 roku przeprowadzona była inwentaryzacja bogactwa przyrodniczego. Okazało się, że na terenach, gdzie ziemia jest użytkowana, jest większa bioróżnorodność niż na chronionych terenach. Nieprawdą jest to, że jak człowiek użytkuje, to są jakieś straty, jest wręcz przeciwnie. My mamy się, czym szczycić, bo Polska ma pełną bioróżnorodność tego, co w tej strefie klimatycznej powinniśmy posiadać. Mąż powtarzał, że jesteśmy przykładem i Unia Europejska może brać z nas przykład – podkreśliła żona śp. prof. Jana Szyszko.
radiomaryja.pl



